Miałem kiedyś owczarka niemieckiego. Bystre zwierzę było, ale niepokorne, więc wpadłem na – jak mi się wydawało – świetny pomysł oddania go na profesjonalne szkolenie.
Jedno z zadań polegało na ćwiczeniu silnej woli sierściucha – treser kładł przed nim kawał świeżo uwędzonej podwawelskiej i wydawał krótką komendę „zostaw”. Jak pies chapsnął mięsiwo, obrywał po pysku. Przy trzecim podejściu nie wytrzymałem, zabrałem psa i kupiłem mu w ramach przeprosin dwa kilo podwawelskiej.
Te wspomnienia wróciły, gdy przeczytałem o kontrolach projektów realizowanych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.