– W sprawie nielegalnego organizowania gier hazardowych w internecie prowadzonych jest dziesięć postępowań. Dotyczą dwudziestu podmiotów zarejestrowanych w takich rajach podatkowych, jak Gibraltar, Malta czy Wyspy Marshalla – mówi Monika Woźniak-Lewandowska, rzecznik Izby Celnej w Szczecinie.

Zastrzega, że postępowania są bardzo skomplikowane, bo dotyczą działalności w internecie oraz różnych porządków prawnych. – Śledczych czeka żmudna, zapewne trwająca wiele miesięcy praca – dodaje Woźniak-Lewandowska.

Polska branża bukmacherska niespecjalnie wierzy w skuteczność działań celników. W ubiegłym roku weszła w życie nowelizacja ustawy hazardowej delegalizująca hazard online.

Branża hazardowa

Branża hazardowa

źródło: DGP

Uchylała furtkę tylko dla zakładów wzajemnych, pod warunkiem zdobycia licencji państwowej. – Wtedy mówiono nam, że to będzie metoda na uporządkowanie rynku. Jednak zagraniczne serwisy e-hazardowe mają się świetnie i bardziej rozbudowują ofertę dla polskich graczy – skarży się Marek Oleszczuk ze Stowarzyszenia Pracodawców i Pracowników Firm Bukmacherskich.

Rzeczywiście: w lipcu 2011 r. wszedł w życie zakaz organizacji gier hazardowych w internecie, a zagraniczne firmy nie wzięły nowego prawa do siebie. Nawet te organizujące zakłady wzajemne w sieci, którym pozwolono na rejestrację działalności. 

Ani nie skasowały swoich stron skierowanych do polskich graczy, ani nie złożyły w Ministerstwie Finansów wniosków o licencję na działalność w Polsce. Cztery wnioski złożyły tylko działające w Polsce firmy. Trzy z nich uzyskały te licencje, ale dopiero w ostatnich tygodniach.

– Procedura koncesyjna była skomplikowana. Wniosek o wydanie zezwolenia firmy Star-Typ Sport zawierał kilkaset stron dokumentacji, które były poddawane wnikliwej analizie. Dlatego wniosek żadnej z posiadających już zezwolenie firm nie został rozpatrzony w określonym przepisami 6-miesięcznym terminie – mówi Zdzisław Kostrubała, doradca zarządu Star-Typ Sport

W tym samym czasie takie serwisy jak Bet-at-home, Bwin, BetClic czy Betsson mają już gotowe oferty dla polskich graczy zainteresowanych zakładami o wynik rozgrywek piłkarskich w mistrzostwach Europy. I dlatego polska branża obawia się, że może mieć mało czasu przed turniejem, by się przygotować, choć liczba rejestrujących się w ich serwisach graczy z Polski rośnie.

– Niestety jest prawdopodobne, że część tortu zakładów pochłonie tzw. szara strefa, czyli nielegalni operatorzy zagraniczni. Konkurencja z ich strony jest zarazem nierówna i nieuczciwa.

Po pierwsze, nie płacą w Polsce 12-proc. podatku od zakładów.

Legalne granie w sieci
W Polsce nie wolno organizować hazardu w internecie. Chodzi o tzw. hard gambling, czyli gry, które według ustawodawcy niosą niebezpieczeństwo szybkiego uzależnienia i możliwość oszukiwania przez organizatora. Dopuszczone są zakłady wzajemne pod warunkiem, że sieć jest tylko kanałem dystrybucyjnym. Legalna jest więc działalność bukmacherska, w której gracze przez internet obstawiają wyniki meczów czy wyścigów konnych – tu wynik nie jest generowany przez system, lecz zależy od realnego zdarzenia.

Po drugie, wielu z zagranicznych bukmacherów nie przestrzega wynikających z ustawy o grach hazardowych ograniczeń dotyczacych reklamy i promocji zakładów. A dodatkowo zdarza się, że stosują nieuczciwe praktyki wobec legalnie działających w kraju operatorów – skarży się Jan Štefanek, dyrektor generalny Fortuna Zakłady Bukmacherskie.

Dlatego prawdziwe mogą okazać się słowa Oleszczuka, że już wiadomo, kto wygra na rozgrywkach Euro 2012: zagraniczni bukmacherzy działający w Polsce bez zezwolenia.