Zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych i nieumyślnego spowodowania śmierci postawiła podinspektorowi z Urzędu Gminy w Braniewie elbląska prokuratura.

Urzędnik odpowiadał za stan urządzeń sportowych.

W czerwcu ubiegłego roku na jednym z wiejskich boisk przewróciła się bramka, zabijając ośmioletnią dziewczynkę. Jak wykazały ekspertyzy, bramkę zainstalowano w wadliwy sposób.

Związek przyczynowy

W trakcie dochodzenia oskarżony przyznał się do winy, a prokurator, korzystając z art. 335 k.k., wnioskował o wydanie wyroku bez przeprowadzania procesu. Oskarżony miał się poddać karze 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz wypłacić zadośćuczynienie rodzicom dziewczynki.

Sąd jednak nie zgodził się na to, uznając, że okoliczności popełnienia przestępstwa nie są dostatecznie wyjaśnione. Zaplanował kolejne posiedzenia, na których będzie ustalał bezpośrednią przyczynę przewrócenia się bramki oraz związek przyczynowy między niedopełnieniem obowiązku urzędnika a wypadkiem.

Kiedy sędzia może nie zgodzić się na dobrowolne poddanie się karze?

– Ustawa wprost tego nie mówi, ale można ograniczyć takie sytuacje do dwóch rodzajów. Po pierwsze wtedy, kiedy sąd uznaje, że okoliczności sprawy nie są dostatecznie wyjaśnione. Niezależnie, czy to jest na korzyść, czy na niekorzyść oskarżonego – mówi dr Łukasz Chojniak, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Tak właśnie postąpił sąd w Braniewie, co nie przesądza, czy sąd idzie w kierunku skazania. Daje tylko komunikat, że nie wszystko w tej sprawie zostało wyjaśnione.

W praktyce można uznać to za dość jasną sugestię, że sąd traktuje zaproponowaną karę jako nieadekwatną.

Obywatel się targuje

To właśnie drugi przypadek, w którym sąd może odrzucić taki wniosek oskarżonego. Na przykład kara zaproponowana przez oskarżonego jest rażąco niewspółmierna w stosunku do stopnia zawinienia.

Sąd może tutaj uznać, że kara jest zbyt łagodna, albo przeciwnie, że jest zbyt surowa.

– Najczęściej mamy do czynienia oczywiście z karami, które sąd uznaje za zbyt łagodne. Aczkolwiek słyszałem o przypadku, w którym obrona wniosła o dobrowolne poddanie się karze, co sąd odrzucił, by potem wydać wyrok uniewinniający – przytacza dr Chojniak.

– Poza tym instytucja dobrowolnego poddania się karze jest trochę targowaniem się o winę pomiędzy obywatelem a wymiarem sprawiedliwości.

Państwo nie sądzi oskarżonego w pełnym postępowaniu, które jest długotrwałe i kosztowne, w zamian za co oskarżony może liczyć na łagodniejszą karę, niż gdyby był sądzony w normalnym trybie.

Sąd może zgodzić się na odstępstwo od kary w pełnej wysokości, ale złagodzenie musi być racjonalne.

Wymiar sprawiedliwości kieruje się bowiem zasadą, że kara nie może przeczyć swojej istocie i być zachętą dla innych do popełnienia przestępstw. Cały czas musi pełnić funkcję karną i prewencyjno-odstraszającą.

Może zdarzyć się też tak, że oskarżony zostanie zmuszony do przyznania się do winy przez prokuraturę, która nie ma dostatecznie mocnych dowodów, by potwierdzić tę winę przed sądem.

Dlatego każdy wniosek o dobrowolne poddanie się karze musi być przez sędziego wnikliwie rozpatrzony, by uniknąć skazania osoby niewinnej.