Do niedawna punkty karne były wprowadzane przez pion podległy komendantowi wojewódzkiemu policji. To powodowało spore zaległości w ich aktualizowaniu. – Może się zdarzyć, że dane w ewidencji będą nieaktualne, a w konsekwencji także zaświadczenie wydawane zainteresowanemu może nie zawierać aktualnych informacji – przyznaje Robert Kania z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji.

Lepiej, ale nie idealnie

Teraz punkty do rejestru wprowadza ta jednostka, która ujawniła wykroczenie drogowe. Wewnętrzne zalecenie KGP wymaga, by informacje spływały do bazy nie później niż w ciągu pięciu dni. – Optymalnie byłoby, gdyby policjant w momencie nałożenia mandatu mógł wprowadzić takie dane do rejestru – przyznaje Kania.

Ale do takiego idealnego stanu policji jeszcze daleko. I z tego powodu kierowcy mają problem. Bo bardzo często opierają się głównie na informacji uzyskanej z policyjnej ewidencji. Wielu przyznaje, że nie potrafi nawet ustalić, które punkty z upływem czasu zostały im usunięte z ewidencji, a które nie. Występują o zaświadczenia i na ich podstawie są przekonani, że nie przekroczyli limitu.

Kierowco, licz na siebie

Jeśli jednak kierowca złapie mandat, w wyniku którego przekroczy dopuszczalną liczbę punktów i będzie musiał oddać prawo jazdy, nie może bronić się tym, że dostał od policji nieprawdziwą informację. Sam ma obowiązek liczyć własne punkty karne. A utrata prawa jazdy następuje niezależnie od tego, czy zostały one prawidłowo ujęte w policyjnej ewidencji, czy nie. Do takich wniosków doszedł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie. Orzeczenie to podtrzymał Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt I OSK 1152/09).

– To budzi moje wątpliwości, bo jedną z podstawowych zasad, na których powinno się opierać demokratyczne państwo prawa, jest zasada zaufania obywatela do państwa – ocenia poseł Krzysztof Brejza (PO). Jego zdaniem, jeżeli państwo tworzy ewidencję, to powinno dokładać wszelkich starań, aby była ona prowadzona prawidłowo. Nie wszyscy kolekcjonują mandaty, a poza tym system usuwania punktów karnych jest dość skomplikowany i nie każdy zasiadający za kółkiem jest w stanie sam ustalić, ile ma aktualnie punktów.

– To słuszne orzeczenie, bo przepis prawa o ruchu drogowym uzależnia utratę prawa jazdy nie od punktów w ewidencji, ale od rzeczywistej ich liczby. Ewidencja ma znaczenie wtórne, pomocnicze – tłumaczy natomiast Ryszard Stefański z Wyższej Szkoły Handlu i Prawa, ekspert w sprawach ruchu drogowego.

Sądy mają wątpliwości

Właściciele samochodów argumentują, że to nieuczciwe i kierowca nie powinien być obciążany konsekwencjami zaniechań i opieszałości policji. W dodatku gdyby nie błędna informacja policji, mogliby w odpowiednim momencie zaliczyć specjalny kurs i obniżyć liczbę punktów. Albo nawet na pewien czas zrezygnować z prowadzenia samochodu.

Wątpliwości mają też sądy. Na przykład Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy uznał, że skoro kierowcy z opóźnieniem wpisano punkty do ewidencji i nie zatrzymano mu prawa jazdy w momencie, gdy rzeczywiście przekroczył limit 24 punktów, nie można mu odbierać prawa jazdy potem, gdyż działał w zaufaniu do organów państwa (sygn. akt II SA/Bd 952/08).

24 punkty – po przekroczeniu tej liczby kierowca traci prawo jazdy. Kierowcy z rocznym stażem tracą je po przekroczeniu 20 punktów