Egzaminy adwokackie i radcowskie dobiegły końca. Po raz pierwszy były to egzaminy państwowe – organizowane nie przez korporacje prawnicze, ale Ministerstwo Sprawiedliwości. Zdaniem zdających resort nie do końca wywiązał się z nowego obowiązku. Najwięcej zastrzeżeń budziła sama forma pisania prac. Zdający nie mieli dostępu do komputera – pisali ręcznie.

Bez komputerów

– W dzisiejszym świecie ręczne pisanie egzaminu jest nie do pomyślenia. Dla sprawdzających to horror. Ten element egzaminu nie odpowiada wymogom współczesności – komentuje Ziemisław Gintowt, dziekan Izby Adwokackiej w Warszawie.

Na taką formę narzekają również zdający.

– Napisałem aż osiemnaście stron. Pod koniec egzaminu bardzo bolała mnie ręka – skarży się aplikant radcowski.

– Do takiej pracy nie można nic dopisać. Dlatego oddawane przez zdających kartki były bardzo pokreślone i nieczytelne – mówi jedna ze zdających.

Po raz pierwszy brakowało także części ustnej egzaminu.

– Egzamin pisemny uniemożliwia nie tylko poznanie możliwości wypowiadania się egzaminowanego, ale też stawia pod znakiem zapytania sens nauczania w dotychczasowej formie. Po co prowadzić zajęcia z technik przemawiania bądź konstrukcji wypowiedzi, skoro ta wiedza nie jest weryfikowana – pyta retorycznie Bartosz Grohman, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, przewodniczący Komisji Kształcenia Aplikantów Adwokackich.