Jarosław Kapsa

urząd miejski w Częstochowie

Z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wynika, że tylko nieliczne samorządy podejmują systematyczne działania mające na celu rozwój etyki i zapobieganie korupcji wśród swoich pracowników. Najczęściej urzędnikom o zagrożeniach korupcyjnych przypominają kodeksy etyczne pracowników, które zostały wdrożone w co trzecim urzędzie samorządowym. Skala problemu jest duża. Świadczy o tym, że 1/3 postępowań przygotowawczych prowadzonych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w II kwartale 2009 r. dotyczyło administracji samorządowej.

Tam, gdzie istnieje możliwość uznaniowości w rozdziale środków publicznych lub dysponowaniu majątkiem publicznym, pojawia się niebezpieczeństwo korupcji. Jest to od wieków znana oczywistość, podobnie jak fakt, że ludzie ulegają czasem pokusom. Nie kierowałbym się statystykami CBA w dowodzeniu, czy częściej korupcja zdarza się w administracji samorządowej czy rządowej. Statystyka nie ujmuje różnic, korupcją jest przyjęcie 100 zł przez policjanta czy strażnika miejskiego; korupcją także jest załatwienie wpisu na listę leków refundowanych przez NFZ przynoszące firmie farmaceutycznej miliony euro dodatkowego zysku. Ze statystyki nie wynika, co jest niebezpieczniejsze dla państwa i kosztowniejsze dla podatników.

Wątpliwe jest, by mnożąc bądź doskonaląc rozmaite służby specjalne stworzy się mechanizm unicestwiający korupcję. Najlepsza policja nigdy w żadnym kraju nie zlikwidowała przestępczości. Nie można też za skuteczne narzędzie uznawać wprowadzanych kodeksów etycznych. Są one bowiem tylko wyraźnymi wskazówkami, jak należy się zachowywać w sytuacjach wątpliwych. Także różnorodne szkolenia mają tu tylko wartość uzupełniającą.

Istotne jest, by ograniczać źródła korupcji. Złe prawo i słabe sądy to dziś największy problem Polski. Złe prawo, a więc prawo nadmiernie regulujące, niekonsekwentne, wzajemnie sprzeczne, zostawiające urzędnikom nadmierne pola uznaniowości; takie przepisy prawne zachęcają wręcz do różnych form korupcji. Na to nakłada się długotrwałość postępowań prokuratorskich i sądowych oraz brak społecznego autorytetu sędziów. Przypomnijmy sobie głośne afery III Rzeczpospolitej. Ile z nich zakończyło się prawomocnym wyrokiem sądu? Wiele z nich było kompromitacją służb walczących z korupcją? Niszczono dobre imię ludzi działających dla samorządu, w tym osób tak znanych jak prezydent Poznania, byli prezydenci Łodzi czy Warszawy. Niszcząc ich dobre imię, zniszczono także przekonanie o skutecznym i bezstronnym zwalczaniu korupcji. Utarło się przez to powszechne mniemanie, że wszyscy w polityce lokalnej i centralnej są skorumpowani, tylko niektórzy mają lepszych adwokatów.

Korupcję można ograniczyć przede wszystkim poprzez cierpliwe poprawianie przepisów prawnych. Takie działania, choć mało widowiskowe, przyniosłyby bardziej pozytywny efekt niż śledztwa CBA. Żałować też można, że w ciągu 20 lat ministrowie sprawiedliwości tak mało zrobili, by wzmocnić autorytet sądownictwa.

W samorządzie istotne jest nie tylko szkolenie i kodeksy etyczne, lecz skupienie się na opracowaniu i wdrożeniu właściwych procedur załatwiania spraw urzędowych. Procedura może bowiem ograniczyć do minimum uznaniowość urzędniczą, tworzyć rzeczywistą przejrzystość procesu podejmowania decyzji i – to najważniejsze – określać indywidualną odpowiedzialność osób wydających decyzje. W Częstochowie, dzięki wprowadzeniu wewnętrznego elektronicznego systemu obiegu dokumentów, można z zewnątrz prześledzić cały proces: kto i kiedy przyjął dany wniosek, kto go opiniował, na jakich przesłankach opracowana została ostateczna decyzja. Tego typu jawność procesu decyzyjnego jest dość solidnym zabezpieczeniem, wymusza obiektywność w rozstrzyganiu spraw administracyjnych. Tego typu rozwiązania polecamy. Wiemy, że korupcji całkowicie wyeliminować się nie da, służby typu CBA zawsze będą potrzebne. Skupić się jednak powinniśmy na tym, co leży także w zakresie naszych możliwości: nad eliminowaniem źródeł korupcji.