Kontrola spółdzielni mieszkaniowych w Polsce to fikcja. Kontrolerzy są opłacani przez tych samych ludzi, których dokumenty finansowe mają badać.
– Jeśli lustrator będzie zbyt dociekliwy i wykaże w swoim raporcie nieprawidłowości, to następnym razem nie wezmą go na kontrolę i nie zarobi – alarmowali nas czytelnicy po publikacji tekstu o warszawskiej spółdzielni Przy Metrze (na jej konta wszedł komornik – „DGP” z 20 kwietnia 2010 r.).
Była szefowa rady nadzorczej jednej z wrocławskich spółdzielni chciała podpowiedzieć kontrolerowi, że zarząd wyprowadza pieniądze przez podstawioną spółkę. – Powiedział mi, że on wie lepiej, i dalej pił kawę z prezesem – mówi rozżalona. Wprost zetknęli się z tym problemem także przedstawiciele tzw. grupy inicjatywnej, którzy spierają się z warszawską spółdzielnią Przy Metrze. – Nam rosły koszty, a lustrator w swoim raporcie nawet nie zauważył półrocznego już wtedy opóźnienia budowy przy Belgradzkiej i nieprawidłowych rozliczeń – mówią „DGP” przedstawiciele grupy.