Dzisiejsze rozprawy przed TSUE będą się toczyć w dwóch sprawach zainicjowanych pytaniami prejudycjalnymi zadanymi przez polski Sąd Najwyższy. Obie dotyczą powołań tzw. nowych sędziów SN, do których doszło w 2018 r. Wówczas to prezydent wręczył akty powołania kilkudziesięciu osobom. Większość z nich orzeka dziś albo w Izbie Dyscyplinarnej SN, albo w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Nominacje te wzbudziły kontrowersje m.in. dlatego, że prezydenckie obwieszczenie o wolnych stanowiskach w SN nie miało kontrasygnaty premiera. A zdaniem części ekspertów dla swej ważności takie ogłoszenie powinno być podpisane również przez prezesa Rady Ministrów.

Wątpliwa procedura

SN powziął wątpliwości wymagające zadania pytań TSUE, rozpatrując sprawy dwóch znanych sędziów – Moniki Frąckowiak z Sądu Rejonowego Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu oraz Waldemara Żurka z Sądu Okręgowego w Krakowie.

W tym pierwszy przypadku pytania wyłoniły się podczas rozpoznawania w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN wniosku o zabezpieczenie powództwa w sprawie o ustalenie nieistnienia stosunku służbowego sędziego SN. Sędzia Frąckowiak wytoczyła je przeciwko Janowi Majchrowskiemu, który orzeka w Izbie Dyscyplinarnej SN.

Nie tylko TSUE

Nie tylko TSUE

źródło: DGP

Z kolei w przypadku sędziego Żurka pytania zostały zadane przy okazji rozpatrywania przez Izbę Cywilną SN wniosku o wyłączenie wszystkich sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

W obu sprawach podnoszone jest, że w 2018 r. prezydent wręczył akty powołania na stanowiska w SN, mimo że postępowania nominacyjne nie były zakończone. Uchwały Krajowej Rady Sądownictwa o przedstawieniu prezydentowi kandydatów na sędziów SN zostały bowiem zaskarżone do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Co więcej, w przypadku osób powołanych do IKNiSP prezydent wręczył im akty powołania pomimo, że NSA wydał postanowienie wstrzymujące wykonanie uchwały KRS. „Wstrzymanie wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa było dodatkową okolicznością powodującą, że uchwała ta nie mogła stanowić skutecznego wniosku o powołanie do pełnienia urzędu sędziego w ujęciu art. 179 Konstytucji” – podkreśliła IC SN w postanowieniu o przedstawieniu TSUE pytań prejudycjalnych w sprawie sędziego Żurka (sygn. akt III CZP 25/19).

Ponadto problemem jest to, że obwieszczenie prezydenta o wolnych stanowiskach w SN nie zawierało kontrasygnaty premiera. „Niedopuszczalne jest traktowanie kompetencji do ogłoszenia obwieszczenia o wolnych stanowiskach sędziowskich w Sądzie Najwyższym, przyznanej Prezydentowi dopiero na mocy uSN (ustawy o SN – red.), jako prerogatywy pochodnej względem prerogatywy dotyczącej powołania sędziów z art. 144 ust. 3 pkt 17 Konstytucji RP” – czytamy w uzasadnieniu postanowienia o zdaniu TSUE pytań w sprawie sędzi Frąckowiak (II PO 3/19).

Innego zdania jest Kancelaria Prezydenta. – Nie mam żadnych wątpliwości, że w tym przypadku nie ma potrzeby kontrasygnaty premiera. Po pierwsze to czynność urzędowa prezydenta, a nie akt urzędowy, a w takim przypadku nie ma wcale wymogu kontrasygnaty. A nawet gdyby przyjąć, że to akt urzędowy, to także w tym przypadku nie byłoby obowiązku kontrasygnaty, gdyż to czynność wynikająca z prezydenckiej prerogatywy do nominacji sędziów – tłumaczy prezydencki minister Paweł Mucha. Zaznacza przy tym, że prezydent nie jest stroną w postępowaniach toczących się przed TSUE.

O co pyta SN

Z opisanych powodów składy orzekające SN doszły do wniosku, że procedura nominacyjna w przypadku osób powołanych do orzekania w dwóch nowych izbach SN dotknięta była fundamentalnymi wadami prawnymi. Pojawiła się jednak wątpliwość, czy SN, jako sąd ostatniej instancji, może stwierdzić, że nie są one sędziami.

Ponadto IPiUS SN zapytała TSUE m.in. o to, czy ustawodawca mógł wprowadzić przepisy, które uniemożliwiły uczestnikom konkursów do SN skuteczne odwoływanie się od uchwał KRS. SN w postanowieniu o sygn. akt II PO 3/19 przypomniał bowiem, że „tylko w przypadku obsady stanowisk w Sądzie Najwyższym Prezydent RP został umocowany do powołania osoby wskazanej w uchwale KRS bez oczekiwania na rozstrzygnięcie właściwego sądu o losach ewentualnego odwołania od takiej uchwały”. Zdaniem SN jest to dowód na to, że rozwiązanie to miało charakter instrumentalny i jego celem „było umożliwienie Prezydentowi RP powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego osób wymienionych w uchwałach KRS bez dokonania uprzedniej sądowej kontroli zgodności z prawem krajowym lub unijnym postępowania nominacyjnego (…)”.

Ponadto jedno z zadanych TSUE pytań dotyczy ID SN. Sąd chce wiedzieć, czy utworzenie tego typu jednostki, która w jego opinii nie jest sądem w rozumieniu prawa UE, narusza zasadę skutecznej ochrony sądowej.

Wiele niewiadomych

Sędziowie, których sprawy stały się pretekstem do zadania pytań prejudycjalnych, nie mają wątpliwości, że rozstrzygnięcia TSUE w rozpatrywanych dziś sprawach będą niezwykle istotne. Zdaniem Moniki Frąckowiak określenie przez trybunał wspólnych standardów dla niezależnego sądu jest w interesie nie tylko Polski, ale całej UE. Z kolei sędzia Żurek pytany o to, czego spodziewa się po orzeczeniach TSUE, stwierdza krótko, że doprowadzą one do tego, że „nielegalni niby-sędziowie zostaną usunięci z sądownictwa”.

W praktyce jednak może się to okazać nie takie proste. Należy pamiętać, że orzeczenia TSUE zapadną na skutek pytań prejudycjalnych. A to będzie oznaczać, że to przede wszystkim na barki tych składów orzekających, które je zadały, spadnie wdrożenie w życie decyzji TSUE.

– Wszystko więc będzie zależeć od tego, co i w jaki sposób powie TSUE – przyznaje Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Sytuacja może być podobna do tej, z jaką mieliśmy do czynienia po wyroku TSUE z listopada zeszłego roku dotyczącym niezależności ID SN oraz KRS. TSUE nie zdecydował się wówczas na podważenie wprost statusu izby oraz KRS. A to dlatego, że wówczas trybunał także orzekał na skutek pytań prejudycjalnych. W efekcie rząd uznał, że nie musi wprowadzać żadnych zmian, gdyż wyrok jest wiążący jedynie dla tego sądu, który zadał pytania. Jedynym wymiernym efektem listopadowego wyroku TSUE była więc uchwała trzech połączonych izb SN (sygn. akt BSA I-4110-1/20). Stanowiła ona doprecyzowanie rozstrzygnięcia trybunału i zawierała m.in. wskazówki, czym powinien się kierować sąd, badając status sędziego powołanego z rekomendacji obecnej KRS. Uchwała została podjęta na wniosek ówczesnej I prezes SN Małgorzaty Gersdorf.

– Rozstrzygnięcie w rozpatrywanych dziś sprawach trybunał zapewne wyda najwcześniej za dwa–trzy miesiące. Do tego czasu układ sił w SN może ulec znaczącej zmianie – zauważa sędzia Markiewicz. Jak mówi, do tego czasu prezydent zdąży powołać tyle nowych osób, że tzw. starzy sędziowie będą w mniejszości.

– Łatwo sobie więc wyobrazić, że obecna I prezesa SN Małgorzata Manowska zwoła wówczas pełny skład SN, który rozstrzygnie, w jaki sposób należy rozumieć orzeczenia TSUE. I zapewne, przy nowym układzie sił w SN, sposób patrzenia na kwestie osób powołanych na urząd sędziego w wadliwej procedurze ulegnie diametralnej zmianie – przewiduje prezes Iustiti.

Małgorzata Manowska nie przedstawiła stanowiska w rozpatrywanych dziś przez TSUE sprawach. Aleksander Stępkowski poinformował ponadto, że I prezes SN „nie będzie publicznie formułować swoich oczekiwań lub opinii co do treści decyzji, którą podjąć ma TSUE”.