Ekspresowe tempo

Raptem kilka dni minęło od zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego do złożenia w Sejmie projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz niektórych innych ustaw („Piątka dla zwierząt”). W środę Sejm zdecydował o przesłaniu projektu do komisji rolnictwa. W założeniu „Piątka…” ma poprawić szeroko pojęty dobrostan zwierząt. Ma temu służyć m.in. zakaz chowu i hodowli zwierząt futerkowych (z wyjątkiem królika), zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach, zakaz uboju rytualnego (bez ogłuszania zwierząt) za wyjątkiem uboju na potrzeby członków polskich gmin i związków wyznaniowych czy zwiększenie nadzoru nad schroniskami dla zwierząt.

Czy ustawa pomoże osiągnąć zamierzony cel? Zapytani o to przez nas eksperci i organizacje są w tym zakresie podzieleni.

Ustawa dobra, ale…

- Pozytywnie oceniamy projekt ustawy - mówi Cezary Wyszyński z Fundacji VIVA.- Wszystkie jego założenia powinny poprawić ochronę zwierząt w Polsce. Co więcej, mówiliśmy od lat o tych postulatach i próbowaliśmy wprowadzić je do porządku prawnego w drodze obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, pod którą 10 lat temu udało nam się zebrać ponad 200 tys. podpisów.
- Bardzo się cieszymy, że temat nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt wrócił do debaty politycznej. Jako Otwarte Klatki od ponad 8 lat walczymy o zakaz hodowli zwierząt na futro w Polsce. Prowadzimy śledztwa na fermach futrzarskich i publikujemy ich wyniki, rozmawiamy z politykami i zwiększamy świadomość społeczeństwa, a także zachęcamy firmy odzieżowe do rezygnacji z używania naturalnych futer w kolekcjach. Dobrze, że politycy dostrzegają cierpienie zwierząt hodowanych na futro i że zapis o zakazie hodowli zwierząt futerkowych został uwzględniony w projekcie nowelizacji – komentuje Marta Korzeniak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Optymizmu nie podziela dr. Sylwia Spurek, radczyni prawna, była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie posłanka do Parlamentu Europejskiego. - Projektowane rozwiązania to krok w dobrym kierunku, jednak z wieloma „ale”. Projekt słusznie przewiduje zakaz hodowli zwierząt na futra, bo taka hodowla to cierpienie zwierząt jedynie dla czyjejś fanaberii. Zakaz powinien być cywilizacyjnym standardem. Ale nie ma moralnego uzasadnienia dla wyłączenia z ustawy hodowli królików na futra.

Spurek zwraca uwagę, że projekt nie jest kompleksową regulacją, lecz obejmuje różne grupy zwierząt - towarzyszące, hodowlane, dzikie. W projekcie ustawy pojawia się m.in. zakaz organizowania i prowadzenia występów cyrkowych z udziałem zwierząt oraz podobnych widowisk lub pokazów, związanych z wykorzystywaniem zwierząt w celach rozrywkowych. Rozwiązanie to chwali przedstawiciel fundacji VIVA, Cezary Wyszyński, zwracając uwagę na fakt, że większość publiczności w takich miejscach stanowią dzieci, które uczą się przedmiotowego traktowania zwierząt. - Bez pokazywania młodym ludziom prawidłowych wzorców nie osiągniemy długofalowych zmian w świadomości jak powinno się traktować zwierzęta – wyjaśnia.

Ale jeśli mowa w ustawie o cyrkach, to co z innymi miejscami, którym daleko do traktowania zwierząt z szacunkiem należnym istotom żywym. - Mam nadzieję, że zakaz obejmie nie tylko cyrki, ale także delfinaria i papugarnie, bo tam też, dla ludzkiej rozrywki, przetrzymywane są zwierzęta – mówi Sylwia Spurek.

Sceptyczna wobec „Piątki PIS dla zwierząt” jest też Fundacja Czarna Owca Pana Kota. Joanna Wydrych z Fundacji daleka jest od euforii, bo wg niej proponowane zmiany to absolutne minimum, które powinna zawierać ustawa o ochronie zwierząt cywilizowanego kraju. - Nie tylko jeśli chodzi o wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra, z wyjątkiem niezrozumiałego wyjątku dla hodowli królików, czy wykorzystywania zwierząt w cyrkach, ale nawet na takim najbardziej elementarnym i wydawałoby się oczywistym poziomie jak zakaz trzymania zwierząt na uwięzi – tłumaczy Wydrych.

Z funkcjonariuszem na interwencję

Najczęściej chwalonym przez organizacje prozwierzęce rozwiązaniem przewidzianym w projekcie jest wprowadzenie możliwości asysty policji lub straży gminnej podczas odbierania zwierzęcia przez organizację społeczną oraz przyznanie prawa organizacji społecznej, korzystającej z asysty policjanta i strażnika straży gminnej, do wejścia na teren nieruchomości bez zgody lub pomimo sprzeciwu jej właściciela. - To jest bardzo potrzebny przepis. Niestety w Polsce dominuje przeświadczenie, że zwierzę to jest rzecz, moja rzecz i mogę z nią zrobić, co chcę. Kiedy chcemy sprawdzić zgłoszenie i wejść na wskazany teren, spotkamy się z mniejszym lub większym stopniem wrogości. Zdarzają się również przypadki pobicia – tłumaczy Cezary Wyszyński. Dodaje, że obecność policji bardzo pomaga uspokoić emocje. Jest to też to dodatkowa para oczu, świadek, który może później w razie potrzeby zaświadczyć o przebiegu interwencji przed odpowiednim organem.

O tym, że projektowane przepisy mogą być polem do nadużyć ze strony organizacji prozwierzęcych przekonuje prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz. Skąd taki pomysł? - Kontrole społeczne są przeprowadzane przez ludzi nie mających wykształcenia w kierunku chowu i hodowli zwierząt – uważa Szmulewicz. Przypomina, że kontrolą utrzymania zwierząt gospodarskich zajmuje się Inspekcja weterynaryjna i to ona posiada odpowiednie kadry, oceniające poprawność sposobu chowu zwierząt i zapewnienie odpowiedniego dobrostanu. Wg niego wejście na teren gospodarstwa osób trzecich łamie nie tylko prawo własności, ale również zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu utrzymywanych zwierząt. - Ważne jest utrzymanie odpowiedniego reżimu sanitarnego, aby nie rozprzestrzeniać groźnych chorób zwierząt – przekonuje Szmulewicz.

Zarzuty odpiera Cezary Wyszyński. Jego zdaniem wskazane ryzyko nadużyć jest iluzoryczne. Poza tym przedstawiciel organizacji prozwierzęcej, będący na terenie gospodarstwa, nawet w obecności policji, może w uzasadnionym przypadku samodzielnie podjąć jedynie decyzję o tymczasowym odbiorze zwierzęcia. Ponadto musi być ona zatwierdzona przez wójta lub burmistrza, a to wymaga złożenia zaraz po interwencji odpowiedniego wniosku. Konieczne jest również wysłanie zawiadomienia do prokuratury i przejść przez dalsze postępowanie przed sądem. Opinia przedstawiciela organizacji jest zatem weryfikowana przez szereg organów administracji publicznej i sądy. - Interwencja jest pierwszym krokiem czasami nawet wieloletniej batalii – mówi Wyszyński.

Z opracowanego przez Fundację Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenie Ekostraż raportu wynika, że istniejące rozwiązania działają dobrze, a gminy co do zasady potwierdzały decyzją administracyjną zasadność dokonanego przez organizację pozarządową odbioru zwierząt (aż w 86,6% przypadkach w 2018 r., a 71,8% monitorowanych jednostek samorządu terytorialnego dysponuje wiedzą o dalszym losie czasowo odebranych decyzją administracyjną zwierząt).

Joanna Wydrych z Fundacji Czarna Owca Pana Kota nie ukrywa jednak zdziwienia wprowadzoną regulacją. - To ważna zmiana na plus, jednak cokolwiek zaskakująca, bo jeszcze kilka miesięcy temu PiS wraz z lobby futrzarskim chciał odebrania zapisanej w Ustawie o ochronie zwierząt przysługującej organizacjom społecznym możliwości czasowego odbioru zwierząt, w sytuacji, gdy opiekun się nad nim znęca.

Zerwij łańcuch… ale czy na pewno?

Ustawa ma wprowadzić również zakaz trzymania zwierząt domowych na uwięzi na stałe oraz używania kolczatek. Natomiast w przypadku tymczasowego uwiązania długość uwięzi musi wynosić min. 6 m i zapewniać zwierzęciu korzystanie z powierzchni co najmniej 20 mkw. I w przypadku tej propozycji przedstawiciel Krajowej Rady Izb Rolniczych wypowiada się krytycznie. – W Polsce i w wielu innych krajach europejskich prowadzi się uwięziową hodowlę krów, powstaje również wiele nowych obiektów opartych o ten sprawdzony system. Jeżeli wprowadzi się taki zakaz, kto poniesie koszt przebudowy obór?

Sceptycyzmu wobec tego przepisu nie kryje również Joanna Wydrych, choć jego źródła są diametralnie inne niż w przypadku KRIR. Jej zdaniem z perspektywy praktyki prawnej ochrony zwierząt dotychczasowe rozwiązanie regulujące utrzymywanie zwierząt na uwięzi było praktycznie niemożliwe do wyegzekwowania. Proponowana zmiana tej kwestii utrzyma fikcyjną ochronę zwierząt wiezionych całe swoje życie na łańcuchach i będzie umożliwiać kontynuowanie tego barbarzyńskiego zwyczaju przekonuje przedstawicielka Fundacji Czarna Owca Pana Kota.

Zakaz uboju rytualnego

Najwięcej emocji, obok zakazu chowu i hodowli zwierząt futerkowych (z wyjątkiem królika), budzi przepis dotyczący uboju rytualnego.

- Rozwiązania te negatywnie wpłyną na ekonomię gospodarstw rolnych, doprowadzając do pogorszenia sytuacji finansowej rolników i ich rodzin – przekonuje Wiktor Szmulewicz. - Także na cały sektor rolno – przemysłowy, zmniejszając znaczenie polskich przedsiębiorstw, w szczególności na światowym rynku mięsa wołowego i drobiowego. Wg niego projekt ten dotknie również sektor usług utylizacyjnych, zwiększając rolę przedsiębiorców zagranicznych, przede wszystkim niemieckich. Jak to możliwe? Szmulewicz tłumaczy, że brak zwierząt futerkowych spowoduje, że odpady z hodowli drobiu, którymi są karmione zwierzęta futerkowe, będą musiały podlegać utylizacji, a na rynku dominują przedsiębiorstwa zagraniczne.

Szmulewicz idzie dalej w krytyce ustawy i przekonuje, że projektowane w tym zakresie przepisy nie poprawią sytuacji zwierząt, a wręcz mogą ją pogorszyć, bo żywe zwierzęta będą przewożone do krajów, gdzie ubój rytualny jest dozwolony. - Podczas transportu na dalekie odległości może dojść do urazów zwierząt i stresu oraz nadużyć ze strony przewoźników (np. brak dostępu do wody, brak bezpiecznego środka transportu). Przewóz zwierząt do innych krajów wydłuży również łańcuch dostaw mięsa, co odbije się na opłacalności produkcji.

Rzecznik, nie Rada

Projekt przewiduje także powołanie Rady do spraw zwierząt przy ministrze właściwym do spraw administracji publicznej składającej się z przedstawicieli stowarzyszeń ochrony zwierząt, schronisk dla zwierząt, stowarzyszeń działających w interesie zwierząt, instytucji naukowych, lekarzy weterynarii oraz hodowców. Rada byłaby zobligowana do publikacji co roku sprawozdania na temat dobrostanu zwierząt.

Eksperci zgadzają się, że konieczne jest powołanie odpowiedniego organu państwowego mającego na celu pracę na rzecz ochrony zwierząt, jednak nie w formie zaproponowanej przez PiS. - O ile wspieramy i postulujemy, podobnie jak inne organizacje prozwierzęce, stworzenie czegoś na kształt Rzecznika Ochrony Zwierząt, instytucji wzorowanej na Rzeczniku Praw Obywatelskich, która miałaby szeroki zakres uprawnień, to pomysł utworzenia Rady ds. zwierząt konkretnie przy ministerstwie właściwym do spraw administracji publicznej uznajemy za kompletnie nietrafiony, gdyż proponowana w projekcie formuła odbiera temu ciału niezbędną niezależność – stwierdza Joanna Wydrych.

O to jak zostanie wyłoniona Rada pyta Cezary Wyszyński. Choć przyznaje, że pozytywnym jest fakt, że nie będzie ona powołana przy ministrze rolnictwa, który raczej nie jest przedstawicielem ochrony zwierząt.

Niekompletna ochrona

Tomasz Argasiński z Fundacji Czarna Owca Pana Kota wskazuje na wielkiego nieobecnego projektowanej ustawy. - Zmiana, która radykalnie zwiększyłaby ochronę zwierząt, postulowana przez naszą Fundację i Stowarzyszenie Ekostraż, a także wielu prawników zajmujących się prawną ochroną zwierząt – to wprowadzenie do Ustawy zapisu, że przestępstwo znęcania się nad zwierzętami można popełnić zarówno w zamiarze ewentualnym, jak i bezpośrednim.

Obecnie funkcjonujący zapis, jak tłumaczy Argasiński, ogranicza się jedynie do ścigania przestępstw popełnianych w zamiarze bezpośrednim. Powoduje to, że większość spraw jest umarzana już na etapie prokuratury lub policji, które muszą udowodnić, że sprawca działał z zamiarem znęcania się nad zwierzęciem, a krzywda zwierzęcia nie była efektem ubocznym innego zamiaru. Co jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe w sytuacjach takich, jak np. brak wiedzy, niedbalstwo, ignorowanie potrzeb zwierząt, chęć ograniczenia kosztów w prowadzeniu biznesu.

- Dobrze ilustruje to hipotetyczna sytuacja: podczas włamania do mieszkania włamywacz zabija znajdujące się tam zwierzę, nie zostanie za to skazany, bo trudno udowodnić, że jego zamiarem było zabicie zwierzęcia, jego zamiarem było włamanie, a zabicie zwierzęcia wystąpiło można powiedzieć przy okazji – mówi Tomasz Argasiński.

Sylwia Spurek: Zwierzę nie jest rzeczą, czyli czego zabrakło w projekcie ustawy
- Co z zakazem chowu klatkowego i ogromnym zagęszczeniem na fermach zwierząt hodowanych na mięso, jajka i mleko, co z przeciwdziałaniem bezdomności zwierząt, patologiami w hodowlach rasowych zwierząt, co z kompletnie nieuzasadnionymi polowaniami na ptaki, co z wieloma niepotrzebnymi testami na zwierzętach? Projekt nie obejmuje także kompleksowego wzmocnienia kontroli nad przestrzeganiem przepisów w zakresie ochrony zwierząt, w tym dużo silniejszej pozycji organizacji pozarządowych, które bardzo często jako jedyne, zastępując tak naprawdę organy właściwe, w tym inspekcję weterynaryjną, reagują na krzywdzenie zwierząt, znęcanie się nad nimi.
Tego wszystkiego w projekcie zabrakło, żeby realizować nadrzędną zasadę prawa o ochronie zwierząt, czyli: „zwierzę nie jest rzeczą”. Ale zabrakło także kwestii, o której politycy i polityczki z lewa i z prawa, tak ekscytujący się obecnie projektowanymi regulacjami, zapominają. Bo wszyscy obecnie cieszą się na zakaz hodowli zwierząt na futra nie pamiętając, lub nie chcąc pamiętać o losie zwierząt hodowanych na mięso, mleko i jajka, szczególnie tych hodowanych na fermach przemysłowych.
Mogłabym długo wymieniać praktyki, które stanowią ogromne cierpienie zwierząt, a są powszechne i „normalne”. Są normalne, bo dotyczą nie zwierząt domowych, nie psów i kotów, tylko zwierząt hodowlanych, które wykorzystujemy, bo jemy mięso, nabiał, jajka. Bo umówiliśmy się, jak obrazowo nazywa to dr Dorota Sumińska, że jedne kochamy, a inne zjadamy. I ich cierpienie i krzywda nas nie interesuje lub interesuje, ale mniej. A obszar tych krzywd jest ogromny. I dopóki będziemy dzielić zwierzęta na te, które zasługują na ochronę i te, które możemy eksploatować, stwierdzenie „zwierzę nie jest rzeczą” będzie pustym sloganem.

Powtórka z 2017 r.?

- Zaledwie trzy lata temu, PIS proponował podobne zmiany, ale ostatecznie partia wycofała się z nich pod wpływem lobby futrzarskiego wspieranego przez imperium medialne ks. Rydzyka. Na pewno i obecnie będą to gracze mocno obecni w nadchodzącej debacie i podczas głosowania nad zmianami ustawy. Osobiście, obawiam się, że sytuacja może się powtórzyć, a „Piątka PIS dla zwierząt” podzieli los swojej poprzedniczki i trafi do tzw. zamrażalki parlamentarnej lub zostanie okrojona do mało istotnych kwestii – wskazuje Joanna Wydrych.

O zdanie w tej kwestii zapytaliśmy obecnego przy zapowiedzi projektu Michała Moskala, Dyrektora Biura Prezydialnego PiS, Przewodniczący FM PiS, do chwili publikacji nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi.

Etap legislacyjny:

Projekt ustawy trafił do komisji rolnictwa.