Sprawa dotyczyła kobiety oskarżonej o znęcanie się nad świnką morską. Prokurator dowodził, że przez kilka tygodni nie zapewniała ona zwierzęciu należytych warunków bytowych. Przede wszystkim nie dostarczała odpowiedniej ilości pokarmu, co miało doprowadzić do skrajnego niedożywienia i wycieńczenia świnki. Punktem zwrotnym w sprawie było wystawienie jej w zanieczyszczonej klatce na balkon, gdzie pozostawała bez opieki, narażona na działanie różnych czynników atmosferycznych, takich jak deszcz czy słońce.

Cierpiące zwierzątko zauważył przechodzień i anonimowo powiadomił o sprawie organizację ochrony praw zwierząt. Stowarzyszenie przyjechało na miejsce i widząc warunki, w jakich przebywa świnka natychmiast powiadomiło policję. Tej nie udało się skontaktować z oskarżoną, wobec czego zdecydowano się wezwać straż pożarną, która ściągnęła zwierzę z balkonu. Trafiło ono niezwłocznie do weterynarza w stanie zagrożenia życia.

Oskarżona broniła się tym, że klatka nie została wystawiona na balkon złośliwie, tylko podczas sprzątania mieszkania. Wskazała również, że źle się czuła z uwagi na ciążę. Mimo to nie zaniedbywała zwierzęcia, dostarczając mu jedzenie i picie. Takiej wersji zdarzeń nie potwierdzili ani zeznający w sprawie świadkowie, ani powołany biegły. Stwierdził on, że zachowanie kobiety nie było jednorazowe, o czym miało świadczyć wychudzenie świnki. Ostatecznie sąd wymierzył kobiecie karę 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz zakaz posiadania wszelkich zwierząt na trzy lata. Orzeczono również przepadek świnki, dozór kuratora i nawiązkę w kwocie 2 000 zł na rzecz Stowarzyszenia Pomocy Świnkom Morskim.

Reklama

Również małe zwierzęta

Reklama

Eksperci ocenili to orzeczenie jako przełomowe. Dlaczego?

- Wyrok skazujący wobec osoby, która dopuściła się znęcania nad gryzoniem, traktowanym w prawie jako problem praktycznie nieistniejący lub jako niską szkodliwością czynu, jest dla nas olbrzymim, ale i miłym zaskoczeniem. Mamy nadzieję, że wyrok ten stworzy precedens i otworzy oczy środowiskom parlamentarnym i sędziowskim, że czas zakończyć nierówne traktowanie krzywdzicieli zwierząt towarzyszących i domowych. Czas najwyższy przestać rozróżniać, czy znęcanie dotyczyło psa, kota, świnki morskiej czy chomika – mówi Joanna Jąkalska, Prezes Stowarzyszenia Pomocy Świnkom Morskim.

Równie pozytywnie ocenia to rozstrzygnięcie adwokat Paweł Janas - Świnki morskie (kawie domowe), zasługują na takie samo traktowanie jak inne zwierzęta domowe. Ustawa o ochronie zwierząt zabrania znęcania się nad zwierzętami, przez które należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień. Jednym z przykładów jest właśnie utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, które miało miejsce w sytuacji opisanej w wyroku.

- Prawo w Polsce stanowi wyraźnie: zwierzę nie jest rzeczą, i to każde zwierzę. I warto to stale podkreślać. Bo nadal spotykamy się z „wartościowaniem” zwierząt. Niektórzy uważają, że wilka powinniśmy bronić z większą determinacją niż np. chomika europejskiego. Katowanie psa spotyka się nadal z większym oburzeniem niż znęcanie się nad świnką morską czy karpiem noszonym w foliowej torbie. Dlatego ten wyrok daje wyraźny sygnał, że każde zwierzę powinno być chronione przed znęcaniem się, że za każde zwierzę, które znajduje się pod naszą opieką, ponosimy odpowiedzialność. Bo nie jesteśmy właścicielami i właścicielkami zwierząt - a ich opiekunami i opiekunkami – mówi dr Sylwia Spurek, posłanka do Parlamentu Europejskiego, radczyni prawna, w latach 2015-2019 Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

Lepsza świadomość, ale przepisy do poprawy

Eksperci wskazują, że w ostatnich latach doszło do poprawy społecznej świadomości problemu znęcania się nad zwierzętami, niestety nie poszły za tym odpowiednie zmiany w prawie. Z jednej strony są niedoskonałe przepisy w tym zakresie, z drugiej zaś problem z ich egzekwowaniem. To w praktyce rodzi często bezkarność sprawców.

- Problematyka znęcania się nad zwierzętami staje się coraz bardziej popularna we współczesnym świecie. Coraz częściej za pomocą mas mediów trafiają do nas akcje typu: „Zwierzęta są jak ludzie, czują”, czy „Uwaga, zły Pan”. Mnogość organizacji prozwierzęcych, nagłaśniających odbija się coraz szerszym echem. Ponadto zwierzęta zaczynają być traktowane jak członek rodziny, a dodatkowo nie przejawiają one negatywnych zachowań tak często jak ludzie, przez co zmienił się na przestrzeni lat ich odbiór w społeczeństwie – mówi socjolog Patryk Madeński. Dodaje, że nie raz zwierzęta stają się ofiarami, a ludzka empatia działa w taki sposób, że największe emocje wywołuje cierpienie innej jednostki - im bardziej bezbronny podmiot, tym więcej ładunku emocjonalnego nam dostarcza.

Pomimo tego ochrona prawna zwierząt przed znęcaniem jest daleka od doskonałości. Jak wskazuje Tomasz Argasiński z Fundacji Czarna Owca Pana Kota głównym czynnikiem, odpowiedzialnym za ten stan rzeczy jest to, że przestępstwo znęcania się nad zwierzętami można popełnić jedynie w zamiarze bezpośrednim. Chodzi o to, że prokurator musi udowodnić, że sprawca działał z zamiarem znęcania się nad ofiarą, że krzywda zwierzęcia nie była efektem niejako ubocznym innego zamiaru.

- Problem ilustruje sprawa, która ujrzała światło dzienne w 2018 roku. Na filmie, dołączonym przez organizacje społeczne do zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, widać jak pracownicy jednej z firm podczas rozładunku biją twardymi przedmiotami, zrzucają z samochodu, kopią i szarpią za uszy lub głowy zmęczone transportem świnie. Na nagraniu wyraźnie słychać jak zwierzęta kwiczą z bólu. Prokuratura umorzyła postępowanie, a po odwołaniu organizacji z kolei sąd ponownie je umorzył. Sędzia tłumaczył, że nie sposób przyjąć, że zamiarem działania pracowników było znęcanie się nad zwierzętami. Udowodnienie zamiaru bezpośredniego w takich przypadkach, jak brak wiedzy, niedbalstwo, ignorowanie potrzeb zwierząt czy chęć ograniczenia kosztów w prowadzeniu biznesu jest często trudne, czy wręcz niemożliwe, dlatego sprawcy unikają odpowiedzialności za krzywdzenie zwierząt – mówi Tomasz Argasiński.

W praktyce kłopoty są również z egzekwowaniem przepisów w tym zakresie. Tylko mały procent spraw o znęcanie się nad zwierzętami trafia ostatecznie do sądu. Fundacja Czarna Owca Pana Kota w partnerstwie z wrocławskim Stowarzyszeniem Ochrony Zwierząt EKOSTRAŻ realizowała od października 2014 do marca 2016 r. monitoring egzekucji w praktyce zapisów ustawy o ochronie zwierząt i jak traktowane są sprawy dotyczące przemocy wobec zwierząt. Objęto nim działalność 1/3 wszystkich działających na terenie Polski — losowo wybranych rejonowych sądów, prokuratur i komend policji. Z raportu wynika, że tylko 19,2 proc. spraw o przestępstwa z Ustawy o ochronie zwierząt kończy się wniesieniem do sądu aktu oskarżenia.

- Z naszego monitoringu jasno wynika, że największym problemem jest wysoki odsetek umorzeń i orzekanie kar, które nie są dotkliwe dla sprawców. Dlatego najważniejsze jest zwiększenie dolegliwości orzekanych kar, a nie ich wysokość. Większość orzekanych kar to kary w zawieszeniu, które w żadnym wypadku nie są dotkliwe ani edukacyjne dla sprawców. Dlatego sądzimy, że dobrym rozwiązaniem są kary wolnościowe takie jak np. wykonywanie kontrolowanej, nieodpłatnej pracy czy konieczność zapłaty grzywny – mówi Joanna Wydrych z Fundacji Czarna Owca Pana Kota.

Na trudności z jakimi spotkają się w praktyce obrońcy zwierząt zwraca również Joanna Jąkalska. Wcześniejsze zabiegi prawne, sprawy zgłaszane przez nas policji były zazwyczaj umarzane lub też my byliśmy zniechęcani do składania zawiadomienia, i mieliśmy przykre wrażenie "walenia głową w mur" w kwestii domagania się sprawiedliwości w imieniu pokrzywdzonych zwierząt. Tym bardziej zaskakujący jest wyrok skazujący, gdyż sprawa nie dotyczyła śmierci z powodu znęcania się. Jeśli chodzi o zmiany - to w naszym przypadku poza tą przełomową sprawą, nie dostrzegamy pozytywnych zmian - niestety.

- Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że sprawy dotyczące znęcania się nad zwierzętami są przez organy ścigania oraz sądy taktowanie po macoszemu, często są traktowane jako mniej istotne niż np. przestępstwa przeciwko mieniu. Ta tendencja jest dobrze widoczna przy orzekaniu w sprawach o kilka przestępstw. W grudniu 2019 roku szczeciński sąd orzekał w sprawie 17-latka oskarżonego o zakatowanie na śmierć psa i kota, o kradzież dwóch telefonów komórkowych i wystraszenie grupy 13-nastolatków. Sędzia wprost poinformował, że w jego ocenie brutalny mord zwierząt miał dużo mniejsze znaczenie niż w pozostałe czyny – mówi Tomasz Argasiński.

Jak się zachować?

Eksperci wskazują również na inny walor orzeczenia. Sprawa ta pokazuje bowiem pewien wzorzec zachowania w sytuacji, w której jesteśmy świadkami znęcania się nad zwierzęciem.

- Najgorsza w takiej sytuacji jest ludzka bierność. Stanowi ona ciche przyzwolenie na tego typu zachowania. Nie można zapominać, że zwierzęta, szczególnie te małe, zdane są przeważnie na łaskę swoich opiekunów – twierdzi socjolog Patryk Madeński.

Co powinniśmy zatem zrobić? Jak tłumaczy adwokat Paweł Janas -jeżeli jesteśmy świadkami znęcania się nad zwierzętami, to taki przypadek należy zgłosić policji, straży miejskiej bądź organizacji zajmującej się statutowo ochroną praw zwierząt.

Adam Walas, prawnik, Prezes Fundacji Smart Law dodaje z kolei, że przepisy pozwalają w sytuacjach oczywistych, niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, uprawnione organy, do których zalicza się wyłącznie policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, mają prawo odbierać właścicielowi zwierzę, przy czym jednocześnie mają obowiązek zawiadomić o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

Jednak i w tej sytuacji przepisy nie nadążają za rzeczywistością. - Raptem kilka linijek przepisów, choć z pozoru dość jasnych i oczywistych, w praktyce powoduje dość dużo zamieszania i jest przyczyną wielu nieporozumień. Co do zasady decyzja wójta, o której mowa w przepisie jest niezbędna dla legalności interwencji, powinna być podjęta po uzyskaniu informacji od policji, straży gminnej, lekarza weterynarii lub upoważnionego przedstawiciela organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt. Interwencja bez „urzędowego glejtu” może być uznana za nielegalną. Wszak nie każdy ma wystarczającą wiedze przyrodniczą, pozwalającą ocenić jakie warunki bytowe są właściwe dla danego gatunku lub też jakie warunki atmosferyczne mogą być dla konkretnego zwierzęcia niebezpieczne – tłumaczy Adam Walas.

Orzecznictwo

Wyrok Sądu Rejonowego w Ostrowi Mazowieckiej z dnia 5 czerwca 2019 r., II K 385/18.