W 1995 r. po wyborach pojawiło się ponad 580 tys. protestów. Zakończone starcie prezydenckie pod tym względem jest drugie. Wczorajsze orzeczenie Sądu Najwyższego nie było zaskoczeniem. Pojawiło się jednak pytanie, jak SN odniesie się do katalogu zarzutów dotyczących przebiegu kampanii, nieodbycia się wyborów z 10 maja i zmian w ordynacji w trakcie wyborów.

‒ Mimo niewprowadzenia żadnego stanu nadzwyczajnego wybory 10 maja nie odbyły się. Wobec tego obowiązkiem państwa było niezwłoczne przeprowadzenie (ich ‒ red.) – podkreślała sędzia Ewa Stefańska. Sędziowie uznali, że nadzwyczajna okoliczność, jaką była epidemia, usprawiedliwia zarówno nadzwyczajny tryb nieopisany w konstytucji, jak i zmiany prawa wyborczego już w trakcie kampanii i zarządzenie na tej podstawie przez marszałek Witek nowego terminu na 28 czerwca.

Sędzia przywołała stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, że poza nadzwyczajnymi okolicznościami o charakterze obiektywnym niedopuszczalne jest wprowadzenie zmian w ciągu sześciu miesięcy przed wyborami. ‒ Prawo wyborcze nie przewiduje rozwiązań adekwatnych do epidemii. Stan epidemii łącznie z nieodbyciem się wyborów mieści się w kategorii nadzwyczajnych okoliczności o charakterze obiektywnym ‒ uzasadniała.

Jak dodała, zmiany prawa ‒ np. dobrowolne głosowanie korespondencyjne ‒ poszerzyły możliwości oddawania głosu w trakcie epidemii. Zdaniem SN nadzwyczajne okoliczności uzasadniają także dopuszczenie do wyborów kandydatów na podstawie rejestracji przed 10 maja bez konieczności zbierania podpisów. SN nie widzi także przeciwwskazań do różnicowania limitów finansowych na kampanię.

Odniesiono się też do zarzutów, że stronniczość TVP rzutowała na równe szanse kandydatów. ‒ Nierówny dostęp kandydatów do środków masowego przekazu nie wpływa na ważność wyborów, dopóki jest zapewniony nieskrępowany w aspekcie prawnym i faktycznym pluralizm mediów ‒ stwierdzono. ‒ Kampania powinna być relacjonowana we wszystkich mediach, zwłaszcza w publicznych, w sposób rzetelny. Naruszenia standardów nie przybrały postaci, która ograniczałaby ważność wyborów‒ dodano. O uznanie ważności elekcji wnosili też PKW i prokurator generalny.

‒ Cieszę się z rozstrzygnięcia ‒ mówił po orzeczeniu wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. W PO nie było entuzjazmu. ‒ SN zachował się jak Piłat, umył ręce. Sąd podszedł do orzeczenia wąsko. Tak naprawdę akceptuje, że TVP stała się telewizją rządową ‒ komentował poseł PO Robert Kropiwnicki. ‒ Skoro SN uznał, że wybory były ważne, to były ważne ‒ ocenia szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.

Zdaniem konstytucjonalisty Ryszarda Piotrowskiego SN zaakceptował naruszenie konstytucji. Prawnik wskazuje tu zmianę prawa wyborczego w czasie wyborów, uchwalenie ustawy wyborczej z naruszeniem zasad przyzwoitej legislacji, nieprzeprowadzenie wyborów zarządzonych na 10 maja, niewprowadzenie stanu klęski żywiołowej, zarządzenie wyborów przez marszałek Sejmu wbrew konstytucji, przekroczenie uprawnień przez PKW czy nierówność kandydatów z powodu zachowania telewizji publicznej i aparatu państwa w trakcie kampanii. ‒ Gdyby nie zmiany w SN, to jest prawdopodobne, że stanowisko właściwej izby byłoby inne. Mamy teraz do czynienia z kolejnym aktem oswajania bezprawia konstytucyjnego ‒ ocenia Piotrowski.

Orzeczenie SN oznacza, że Andrzej Duda może zostać zaprzysiężony w najbliższy czwartek przed Zgromadzeniem Narodowym i oficjalnie rozpocząć drugą kadencję. Będzie drugim po Aleksandrze Kwaśniewskim politykiem, któremu to się udało. Ale podobnie jak w przypadku wyborów, tak i nad zaprzysiężeniem położy się cień epidemii.

Po wykryciu koronawirusa u senatora PSL Jana Filipa Libickiego większość senatorów zapewne nie pojawi się na zaprzysiężeniu. Nie wiadomo, ilu przyjdzie posłów. Decyzje miały zapaść na prezydium Sejmu po zamknięciu tego wydania DGP. Na pewno na zaprzysiężenie wybiera się większość posłów PiS. Reszta klubów czeka z podjęciem decyzji na ustalenia prezydium Sejmu. W tym przypadku chodzi jednak o to, jak liczna ma być reprezentacja danego klubu.