Jednym z powodów niewydolności sytemu egzekucji sądowej jest kierowanie do kolejnych kancelarii komorniczych tych samych spraw, które już wcześniej były, czasem nawet kilka razy, umarzane z powodu braku możliwości wyegzekwowania zadłużenia. Są bowiem dłużnicy, których sytuacja finansowa jest nie tylko zła, ale też bez nagłego wygrania na loterii, nierokująca poprawy. Przez długi czas tytuły egzekucyjne w takich „beznadziejnych” sprawach były jednak masowo kierowane do komorników, ponieważ wierzyciele, poza wniesieniem opłaty na zaliczki na wydatki komornika, nie ponosili w zasadzie żadnych opłat. W razie umorzenia postępowania opłata – stanowiąca 5 proc. wartości wierzytelności pozostałej do wyegzekwowania – i tak obciążała dłużnika.

Jednak wraz z wejściem w życie nowej ustawy o kosztach komorniczych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2363 ze zm.) 1 stycznia 2019 r. sytuacja się radykalnie zmieniła. Po umorzeniu postępowania z uwagi na bezskuteczność, bezczynność wierzyciela czy na jego wniosek opłatę egzekucyjną ponosi wierzyciel. W pierwszym z wymienionych przypadków wynosi ona 150 zł. Natomiast jeśli postępowanie umarzane jest na wniosek wierzyciela (lub z urzędu z powodu jego bezczynności), wówczas musi on uiścić opłatę w wysokości 5 proc. długu pozostałego do ściągnięcia. W przepisach jest jednak istotne zastrzeżenie. Otóż „jeżeli jednak wierzyciel wykaże, że przyczyna umorzenia postępowania egzekucyjnego wiąże się ze spełnieniem świadczenia przez dłużnika w terminie miesiąca od dnia doręczenia dłużnikowi zawiadomienia o wszczęciu egzekucji albo z zawarciem w tym terminie porozumienia między wierzycielem a dłużnikiem dotyczącego sposobu lub terminu spełnienia świadczenia, opłata ta obciąża dłużnika”.

Automatyczne porozumienie

Okazuje się, że by uniknąć ponoszenia kosztów wynikających z dochodzenia nieściągalnych długów, część wierzycieli masowych stara się ominąć przepisy. Przykładowo jedna ze spółek zajmujących się obrotem wierzytelnościami zaczęła wysyłać do komorników wnioski o umorzenie postępowania z uwagi na zawartą ugodę. Tyle że bez kopii jakiegokolwiek dokumentu podpisanego przez dłużnika, który by zawarcie owej ugody potwierdzał.

– Okazało się, że takie „porozumienie systemowe” zostało zawarte automatycznie na skutek wpłaty przez dłużnika kwoty 10 zł, co skutkowało rozłożeniem wierzytelności na ponad 170 rat. Tyle że ów dłużnik zaprzeczał, że zawarł z wierzycielem jakąkolwiek ugodę, i zapewnił, że nie wpłacał też żadnych pieniędzy. Nie wiem, czy wierzyciel sam sobie spłaca jakiś ułamek długu, czy tylko księguje to bez rzeczywistych przepływów finansowych, ale z całą pewnością jest to robione wyłącznie po to, by uniknąć wnoszenia opłaty końcowej – mówi nam jeden z komorników proszący o anonimowość. – Wierzytelności kierowane z tej firmy, przynajmniej w przypadku mojej kancelarii, to jakiś dramat. Na 250 spraw udaje się wyegzekwować ok. 300 zł miesięcznie. W zasadzie wszystkie kwalifikują się do umorzenia, co by oznaczało, że wierzyciel musiałby zapłacić ponad 35 tys. zł. Dlatego nie dziwne, że bardziej opłaca im się wpłacić sobie po 10 zł. Lecz takie postępowanie podchodzi pod oszustwo, dlatego rozważam powiadomienie organów ścigania – dodaje komornik.

Rozwodnione przepisy

To nie pierwsza próba obejścia przepisów o opłacie końcowej pod pretekstem rzekomej ugody wierzyciela z dłużnikiem. – Sam osobiście też dostaję np. screeny z ekranu telefonu, z treścią propozycji ugody wysłanej SMS-em do dłużnika i SMS-a potwierdzającego rzekomą zgodę na jej zawarcie. Rzekomą, bo wiadomość jest wysłana z jakiegoś nieznanego numeru, którego nie sposób przypisać do dłużnika – przyznaje Rafał Łyszczek, prezes Krajowej Rady Komorniczej. – Inni próbują też robić wszystko, by maksymalnie przedłużyć postępowanie egzekucyjne i uniemożliwić umorzenie go. Wysyłają więc cykliczne wnioski o zawieszenie postępowania albo ponawianie wciąż tych samych czynności, np. kolejne sprawdzenie, czy osoba, która nie posiada rachunku bankowego, może go jednak założyła. Jednak chciałbym zdecydowanie podkreślić, że dotyczy to tylko niektórych wierzycieli masowych – zastrzega prezes KRK. Dodając, że wprowadzenie opłaty końcowej zmotywowało wiele podmiotów do bardziej przemyślanego kierowania tytułów egzekucyjnych do komorników. – Część dużych firm zaczęła weryfikować sprawy pod kątem możliwości wyegzekwowania długów. Widać to choćby po tym, że coraz rzadziej kierują one do egzekucji sprawy, które wcześniej były już kilkukrotnie umarzane z powodu bezskuteczności. Natomiast ciągle są podmioty, które kierują do komorników wszystko, co tylko kupią na rynku, a dopiero później zastanawiają się, co zrobić, by nie musieć płacić za kierowanie do egzekucji nieściągalnych długów – dodaje prezes Łyszczek.

Co wynika z przepisów

Co wynika z przepisów

źródło: DGP

Jego zdaniem to efekt zbyt dużej liczby wyjątków w art. 29 (patrz infografika) od reguły obciążającej wierzyciela opłatą w przypadku bezskuteczności egzekucji. – Gdyby ta regulacja została uchwalona w kształcie, w jakim trafiła do Sejmu, z pewnością byłoby lepiej. Jednak dodanie ust. 5, który wymienia, w jakich przypadkach opłaty końcowej się nie pobiera, spowodowało, że część wierzycieli robi wszystko, by podpadać pod ten katalog wyłączeń – mówi prezes KRK.

Oprócz tego komornicy wskazują na zbyt łatwą możliwość zawieszenia postępowania przez wierzyciela, bez podawania jakiejś istotnej przyczyny. – W ten sposób można ciągnąć postępowanie w zasadzie w nieskończoność, a zawieszając je co jakiś czas, wierzyciel wykorzystuje komornika jako straszak na dłużnika – mówi nam jeden z komorników.

Przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości uspokajają, że próby ominięcia opłaty na skutek zawarcia fikcyjnego porozumienia z dłużnikiem nie powinny być skuteczne, ponieważ wierzyciel musi udowodnić, a nie tylko uprawdopodobnić, że do niego doszło. – A to oznacza, że na poparcie swoich twierdzeń wierzyciel powinien przedstawić dowody – informuje MS, dodając, że na razie żadna zmiana przepisów nie jest planowana, natomiast resort na bieżąco analizuje funkcjonowanie nowych regulacji w praktyce.