statystyki

USA: W sądzie liczą się ludzie. Sędziowie nie chcą odgrywać roli marionetek Białego Domu

autor: Emilia Świętochowska31.07.2020, 07:42; Aktualizacja: 31.07.2020, 08:57
Republikańscy kongresmeni nie przejmą się więc oskarżeniami o hipokryzję, które padną, jeśli będą mieli okazję przyspieszyć ścieżkę do SN kandydatowi Trumpa, wykorzystując wytrychy proceduralne

Republikańscy kongresmeni nie przejmą się więc oskarżeniami o hipokryzję, które padną, jeśli będą mieli okazję przyspieszyć ścieżkę do SN kandydatowi Trumpa, wykorzystując wytrychy proceduralneźródło: ShutterStock

Mechanizmy powoływania sędziów amerykańskiego Sądu Najwyższego są z gruntu polityczne, ale jego obecna obsada nie chce odgrywać roli marionetek Białego Domu.

W ielokrotnie mówiłam, że pozostanę członkiem Sądu Najwyższego tak długo, jak będę mogła pracować pełną parą. Nadal jestem do tego całkowicie zdolna – zapewniła 87-letnia sędzia Ruth Bader Ginsburg w oświadczeniu, które zmroziło liberałów.

Ich wyrocznia prawna, ikona feminizmu i fenomen popkultury ogłosiła, że ma nawrót choroby nowotworowej (piąty od czasu pierwszej diagnozy) i przechodzi chemioterapię. Wprawdzie zaznaczyła, że leczenie przynosi pozytywne efekty, a ona sama jest na bieżąco z pisaniem opinii, ale biorąc pod uwagę jej wiek i długą historię choroby, nie uspokoiła swoich sympatyków. Zwłaszcza na 3,5 miesiąca przed wyborami prezydenckimi.

Demokraci przewidują, że gdyby Ginsburg zmarła albo zrezygnowała z urzędu przed listopadowym głosowaniem, Biały Dom i jego sojusznicy w Senacie szybko dokooptują do SN kolejnego konserwatywnego sędziego, który na dekady zabetonuje przewagę ich opcji ideowej w najbardziej wrażliwych sprawach: aborcji, opieki zdrowotnej, finansowania kampanii wyborczych czy uprawnień policji. Zamierzają więc mocno grać tą sprawą przed wyborami, aby zmobilizować umiarkowany elektorat w „chwiejących się” stanach, niekoniecznie zachwycony perspektywą niepodzielnych rządów prawicy w jednej z najważniejszych instytucji w kraju przez trudny do przewidzenia okres. Koalicja organizacji non-profit o progresywnym profilu ogłosiła już, że w najbliższym czasie wyda 2 mln dol. na spoty alarmujące, że jeśli Trump zwycięży ponownie, SN zawładną ultrakonserwatyści.

Reguła? Jaka reguła?

Dominujący w Senacie republikanie wielokrotnie dawali do zrozumienia, że jeśli tylko dostaną szansę wypełnienia wakatu w roku wyborczym, to machina nominacyjna jest gotowa do startu. Od dłuższego czasu mają zresztą na oku nie tylko fotel po Ginsburg – sędzi seniorki SN – lecz także jej trzech kolegów, którzy przekroczyli siedemdziesiątkę (Stephen Breyer ma 81, Clarence Thomas 72, a Samuel Alito 70 lat). Spekulacje o ich emeryturze trwają od paru lat, choć żaden nie sygnalizował, że w tym roku planuje zakończyć karierę orzeczniczą. Ginsburg wysłuchuje za to „życzliwych” sugestii o przejściu w stan spoczynku przynajmniej od początku drugiej kadencji Obamy. Tylko że wtedy presję wywierali na nią demokraci, stosując moralny szantaż: jeśli sędzia dba o swoją spuściznę, to powinno jej zależeć, aby to demokratyczny prezydent mianował jej następcę.

Republikańscy kongresmeni nie przejmą się więc oskarżeniami o hipokryzję, które padną, jeśli będą mieli okazję przyspieszyć ścieżkę do SN kandydatowi Trumpa, wykorzystując wytrychy proceduralne. W 2016 r. sięgnęli po nie, aby zablokować proces zatwierdzenia kandydatury Merricka Garlanda, wskazanego przez Baracka Obamę na miejsce po zmarłym konserwatywnym sędzim Antoninie Scalii. Choć wtedy do wyborów było jeszcze osiem miesięcy, lider republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell oświadczył, że w finałowym roku swoich rządów prezydent nie powinien nominować nowych sędziów – prawo to przechodzi już na jego następcę. Senacka komisja ds. sądownictwa odmówiła nawet wyznaczenia terminu publicznego przesłuchania Garlanda, które poprzedza głosowanie w sprawie zatwierdzenia kandydata. – Pozwólmy, by zadecydowali amerykańscy obywatele – przekonywał McConnell, powołując się na bliżej nieokreśloną „regułę”. Już po wyborach przyznał, że nie była ona zakorzeniona w żadnym precedensie czy zwyczaju prawnym – wymyślił ją na potrzeby politycznej walki.

Teraz republikanie tłumaczą, że gdyby wakat pojawił się pod koniec kadencji Trumpa, wypełniliby go bez wahania, bo sytuacja jest inna niż cztery lata temu. Ich rozumowanie jest takie: w 2016 r. demokraci mieli swojego prezydenta, a ich przeciwnicy kontrolowali Senat; obecnie zarówno egzekutywa, jak i izba wyższa Kongresu są w rękach Partii Republikańskiej. Tym razem nawet nie twierdzą, że jest jakaś „reguła”, która potwierdza ich wersję.


Pozostało 61% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (5)

  • abcd(2020-08-01 11:07) Zgłoś naruszenie 100

    No, no. A ja myślałem, że w sądzie liczy się prawo...

    Odpowiedz
  • Sart Ass(2020-07-31 18:41) Zgłoś naruszenie 92

    Na wszystko jest recepta. Po prostu lewactwo powinno przeforsowac w kongresie zapis , ze wszyscy lewacy aja byc niesmiertelni i amy wtedy klopot z glowy !

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Filip(2020-08-01 17:11) Zgłoś naruszenie 70

    Sedziowie nie chca odgrywac marionetek Bialego Domu....... Chca, czy nie chca ale zawsze odgrywaja Solide dziennikarstwo podobno ma za zadanie opisywac stan faktyczny,ale autorka tego artykulu pani Emilia Swietochowska jest innego zdania , Sad Najwyzszy jest wybierany przez kongres , Gdyby byl wybierany przez spoleczenstwo tak jak to ma miejsce w rzadach stanowych wtedy mial by szanse byc niezaleznym i apoliycznym.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane