Chodzi o przyjęty w środę przez rząd projekt ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 (tzw. tarcza antykryzysowa 4.0). Choć nazwa może być myląca, to wiele z jego przepisów dotyczy rynku zamówień publicznych. Początkowo przewidziano je w tarczy 3.0, ale w ostatecznej wersji projektu tamtej, obowiązującej już ustawy, nie zostały one ujęte. Teraz odnalazły się w projekcie tarczy 4.0.

Wśród nich jest przepis obligujący do zmian w umowach, jeśli okoliczności wywołane epidemią mają wpływ na ich realizację. Brak pracowników (spowodowany nie tylko zagrożeniem chorobą, ale i wyjazdami obywateli Ukrainy), załamanie się łańcuchów dostaw – to tylko niektóre z czynników mogących wpływać na opóźnienia. Już pierwsza wersja ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 374 ze zm.) dostrzegła ten problem i przewidziała możliwość aneksowania umów. Problem w tym, że była to jedynie możliwość, a nie wszyscy zamawiający godzą się na to, by z niej skorzystać. Tarcza 4.0 wprowadzi taki obowiązek. W sytuacji, w której COVID-19 wpłynął na prawidłowe wykonanie umowy, strony będą zobowiązane do dokonania odpowiednich zmian w kontrakcie.

– To dobra wiadomość dla przedsiębiorców. Zabiegaliśmy o to od początku epidemii, bo niektórzy wykonawcy są postawieni pod ścianą. Teraz, jeśli wykażą wpływ choroby na możliwości realizacji kontraktów, będą nie tylko mogli prosić, ale i żądać zmiany umowy. Obowiązek uwzględnienia tych okoliczności będzie wynikać z mocy prawa – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Zmiany będą dotyczyć również możliwości kar umownych. I nie chodzi tylko o to, że za opóźnienia wynikające z okoliczności spowodowanych COVID-19 kary takie nie powinny być w ogóle naliczane. Przez cały okres epidemii i 90 dni po jego odwołaniu zamawiający nie będzie mógł w ogóle potrącać kar umownych.

Co to oznacza w praktyce? Ministerstwo Rozwoju tłumaczy to na przykładzie:

„Niewykonanie umowy nie było spowodowane okolicznościami związanymi z COVID-19, zamawiający uprawniony jest zatem do naliczenia i dochodzenia od wykonawcy kar umownych. Zamawiający mógłby wyegzekwować należną karę umowną poprzez jej potrącenie z wynagrodzenia wykonawcy. W takiej sytuacji wykonawca otrzymałby mniejsze wynagrodzenie, co odbiłoby się na jego płynności finansowej. Zakaz potrąceń przewidziany w ustawie oznacza, że wykonawca otrzyma pełne wynagrodzenie za wykonanie zamówienia, natomiast zamawiający będzie mógł dochodzić kary umownej dopiero po upływie okresu wskazanego w ustawie albo poprzez wezwanie do zapłaty” – czytamy w komunikacie.

Nowe przepisy mają też poprawić płynność na rynku zamówień publicznych. Dlatego przy umowach zawieranych na okres dłuższy niż 12 miesięcy zamawiający będą zobowiązani do płacenia wynagrodzenia w częściach lub też udzielenia zaliczek. Dzisiaj mają taką możliwość, ale rzadko z niej korzystają. W pierwszym kwartale 2020 r. zaliczkowanie przewidziano w zaledwie 0,47 proc. przetargów poniżej progów unijnych. Tarcza 3.0 zobowiąże zamawiających do płacenia zaliczek w wysokości co najmniej 5 proc. ogólnej zapłaty lub wynagrodzenia w częściach, przy czym ostatnia z części nie będzie mogła wynosić więcej niż 50 proc.

Na korzyść wykonawców zmienią się też reguły pobierania i zwrotu zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Nowością jest również zniesienie obowiązku żądania wadium w przetargach powyżej progów unijnych. 

Etap legislacyjny

Projekt przyjęty przez rząd