Jest to stworzenie jakiejś fikcji prawnej, wedle której kandydatów nie było. A to jest sprzeczne z obiektywnym stanem rzeczy. Nawet zwrot „fakt ten równoważny jest w skutkach” nie zmienia tej oczywistej prawdy.
Reklama

Wybory prezydenckie wyznaczone na 10 maja 2020 r. nie odbyły się. Stało się tak pierwszy raz po 1989 r. Państwowa Komisja Wyborcza tego samego dnia uznała w uchwale, że nie było kandydatów, zatem Sąd Najwyższy nie powinien zająć się sprawą ważności wyborów. PKW odrzuciła ideę przekazania do SN sprawozdania z wyborów z wynikiem zerowym. Wykorzystała art. 293 par. 3 kodeksu wyborczego. Wedle tej uchwały, Marszałek Sejmu ma zarządzić nowe wybory, a SN nie ma prawa orzekać tu. Proces wyborczy rusza od nowa. Będzie nowy kalendarz wyborczy, będą rejestrowane na nowo komitety wyborcze i kandydaci na Prezydenta, a także będą powoływane komisje wyborcze. W przypadku starych kandydatów szef PKW zasugerował możliwość uznania praw nabytych, tj. rejestracji. Szef PKW wezwał polityków do współpracy.

Niemniej, uchwałę PKW z 10 maja br. należy poddać ostrej krytyce, ponieważ wyłączyła SN z procesu stwierdzania ważności wyborów, nadinterpretowała prawo, złamała konstytucję, naruszyła reguły wykładni prawa, w tym najważniejszą regułę kolizyjną - regułę hierarchiczną.

Spójrzmy jednak najpierw na kodeks wyborczy. Zgodnie z art. 293 par. 1 kodeksu wyborczego, „jeżeli w wyborach na Prezydenta RP głosowanie miałoby być przeprowadzone tylko na jednego kandydata, Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza ten fakt w drodze uchwały, którą przekazuje Marszałkowi Sejmu, podaje do publicznej wiadomości i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”. Zgodnie z par. 3 tego artykułu, ten powyższy przepis „stosuje się odpowiednio w przypadku braku kandydatów”. PKW uznała, że sytuacja z 10 maja, gdy nie odbyły się wybory, da się podciągnąć pod przepis par. 3. W związku z tym, zgodnie z art. 293 par. 2, „Marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw”. To jest podstawa prawna dla PKW.

Reklama

Powstaje pytanie: Jak to nie było kandydatów? Byli. Nie było tylko wyborów.

SN ma, bez wątpienia, konstytucyjne prawo do oceny ważności wyborów, czy nie? Jako wykładowca logiki prawniczej i prawoznawstwa (i rule of law), uczący za granicą i w Polsce, przyznaję, że język to jest jednak elastyczna „rzecz”, zwłaszcza co do zakresu nazw, interpretacji norm, znaczeń słów, ale nie możemy przesadzać i tworzyć wykładni wbrew prawu, contra legem...
Otóż, PKW przyjęła, że nazwa "brak możliwości głosowania na kandydatów" (czyli są kandydaci, ale nie ma głosowania) równoważy się nazwie "brak możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów" (czyli nie ma kandydatów, zatem nie ma głosowania). PKW stwierdziła, że „w wyborach zarządzonych na 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów", a "fakt ten równoważny jest w skutkach z przewidzianym w art. 293 ust. 3 Kodeksu wyborczego brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów". Tymczasem to nie są sytuacje równoważne. Jest to stworzenie jakiejś fikcji prawnej, wedle której kandydatów nie było. A to jest sprzeczne z obiektywnym stanem rzeczy. Nawet zwrot „fakt ten równoważny jest w skutkach” nie zmienia tej oczywistej prawdy.

Sięgnijmy do konstytucji, bo to jest dla każdego najwyższe prawo w Polsce. Zgodnie z art. 129 ust.1 konstytucji, „ważność wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej stwierdza Sąd Najwyższy”. Według ust. 3 tego artykułu, „w razie stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej przeprowadza się nowe wybory, na zasadach przewidzianych w art. 128 ust. 2 dla przypadku opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej”. Co to za zasady? Zgodnie z art. 128 ust. 2, „wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów” (patrz: druga część przepisu).
Z wykładni systemowej art. 129 ust. 1 i 3 w związku z art. 128 ust. 2 wynika, że najpierw trzeba stwierdzić nieważność wyborów przez SN, by móc zarządzić nowe wybory.

Powstaje tu też inny problem. Jaka reguła prawna jest wyższa? Czy ta z konstytucji, czy ta z kodeksu wyborczego? Jest to proste do rozwiązania. W naszej kulturze prawnej mamy reguły kolizyjne, które są częścią reguł wykładni prawa. Reguły kolizyjne mówią nam, co zrobić gdy mamy sprzeczne normy prawne i którą normę stosować w danej sytuacji. Podstawowa i najważniejsza reguła kolizyjna to reguła hierarchiczna, z łaciny lex superior derogat legi inferiori, czyli norma wyższa uchyla normę niższą.

Według mnie, powinniśmy obecnie stosować art. 128 ust. 2 i 129 ust. 1 i 3 konstytucji, a nie art. 293 kodeksu wyborczego. Wynika to z reguły hierarchicznej. Jest bowiem sprzeczność art. 128 i art. 129 konstytucji z art. 293 kodeksu. Konstytucja wymaga stwierdzenia nieważności przez SN. A kodeks wyborczy nic o tym nie stanowi w tym artykule. Jest tylko mowa o braku kandydatów.
Ponadto, jest jeszcze inna, bardziej detaliczna, sprzeczność w przepisach konstytucyjnych i ustawowych. Art. 128 ust. 2 konstytucji stanowi, że wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu ”na dzień przypadający nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów”. Oczywiście, nie było 10 maja sytuacji opróżnienia urzędu, tj. śmierci albo rezygnacji Prezydenta. Mamy tylko nieodbyte wybory i uchwałę PKW. Z kolei zgodnie z kodeksem wyborczym, „Marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw”. Ale nazwa „dzień przypadający nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu” i nazwa „nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw” to nie jest to samo! To nie są równoznaczne nazwy. To nie są te same daty. Uchwała PKW nie jest uchwałą SN. A tylko uchwałę SN w sprawie stwierdzenia ważności wyborów można by potraktować przez analogię i wykładnię systemową jako sytuację analogiczną do sytuacji opróżnienia urzędu. Jest tu sprzeczność, a gdy jest sprzeczność konstytucji i ustawy, powinniśmy stosować konstytucję. Ale jak stosować konstytucję, gdy nie ma tzw. opróżnienia urzędu ani nie ma stwierdzenia nieważności wyborów? Po prostu sprawą wyborów powinien zająć się Sąd Najwyższy, by te kwestie osądzić niezależnie i po pewnej dyskusji.

Powstaje i pytanie polityczne, bo prawo i prawnik nie mogą tu uciec od polityki. Na ile krytyczna zeszłotygodniowa wypowiedź prof. Lemańskiej z SN na temat porozumienia politycznego z 6 maja br. w sprawie "przewidywanego orzeczenia" SN i narada partyjna z 9 maja br. (na ul. Nowogrodzkiej) przełożyły się na tę uchwałę PKW. Proszę zwrócić uwagę, że to niespotykane polityczne porozumienie liderów partii rządzących z 6 maja br. mówiło o tym, że „Po upływie terminu 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu RP ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie”. Porozumienie nie jest źródłem prawa, ale rola SN była ujęta tutaj. Tymczasem PKW dokonała takiej wykładni prawa wyborczego w swej uchwale z 10 maja br., że SN nie jest już potrzebny do stwierdzania ważności czy nieważności wyborów. PKW ominęła konstytucję, tj. art. 128 i 129 konstytucji. Więcej, postąpiła wbrew niej i ją naruszyła.

Szczerze mówiąc, nie rozumiem prawniczego sensu tej uchwały PKW z 10 maja br. Moim zdaniem, w sprawie tych wyborów, które się nie odbyły, powinien wypowiedzieć się Sąd Najwyższy. Zresztą tak stanowi art. 129 ust. 1 polskiej konstytucji, że SN stwierdza ważność wyborów. Dopiero wtedy, po ewentualnym stwierdzeniu nieważności wyborów, można by zastosować ten tryb, który teraz ma być niby stosowany przez Marszałek Sejmu. Wtedy bowiem można by działać wedle art. 128 ust. 2 (w zw. z art. 129 ust. 3). Zatem w ciągu 14 dni od uchwały SN ogłaszamy wybory, które wyznaczamy na dzień przypadający w terminie kolejnych 60 dni.

Problem jednak z SN jest taki, że odpowiednia izba, tj. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która miałaby się tym zająć, nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego i w świetle uchwały SN z 23 stycznia br. (Uchwała SN z 23 stycznia ma moc zasady prawa i TK nie może jej uchylić.) Można by było kwestionować zatem potencjalne orzeczenie tej izby SN. Niemniej, sprawą musiałaby się zająć najlepiej inna izba, np. Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych albo połączone izby czy cały SN. Jest to ogromny galimatias prawny. Tylko stan nadzwyczajny, formalnie ogłoszony, odpowiedni dla sytuacji epidemicznej i związanej z zakazami w Polsce, pomógłby. Nie byłoby problemu także z wyborami. Byłyby automatycznie przełożone.

Dawid Bunikowski, dr, polski teoretyk prawa żyjący w Finlandii