Wprowadzając grzywny za złamanie zakazu przemieszczania się, ustawodawca zapomniał o rozszerzeniu kompetencji policji. Ta, przekazując dane do sanepidu, działa bez podstawy prawnej.
ikona lupy />
DGP
Suma grzywien nałożonych przez organy inspekcji sanitarnej za nieprzestrzeganie przepisów w związku ze zwalczaniem pandemii koronawirusa przekroczyła już 8,3 mln zł. Większość decyzji, jak informuje Główny Inspektorat Sanitarny, dotyczy nałożenia kar za nieprzestrzeganie obowiązku kwarantanny, a tylko nieliczne dotyczą złamania zakazu przemieszczania się. W tym drugim przypadku kary, zgodnie z art. 48a ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.), mogą wynieść od 5 do 30 tys. zł.
Jeśli funkcjonariusze stwierdzą, że powód, dla którego ktoś wyszedł z domu, nie jest związany z zaspokojeniem potrzeb życia codziennego, wówczas zawiadamiają powiatowego inspektora sanitarnego.

Legalizm się nie przyjął

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że policja nie ma kompetencji do wykonywania czynności wyjaśniających na potrzeby postępowania administracyjnego w tych sprawach. Kiedy zapytaliśmy Komendę Główną Policji, na jakiej podstawie funkcjonariusze przekazują ustalenia do lokalnych sanepidów, jej rzecznik Mariusz Ciarka wyjaśnił: – Do podstawowych zadań funkcjonariuszy należy m.in.: ochrona bezpieczeństwa ludzi oraz utrzymywanie bezpieczeństwa i porządku publicznego. Szczegółowe zadania opisane są w art. 1 ustawy o Policji. Na tej podstawie policjanci oraz każdy obywatel mogą przekazać innym organom i instytucjom informację o naruszeniu porządku publicznego, co funkcjonariusze czynią.
To wszystko prawda. Artykuł 1 ust. 2 pkt 6 stanowi, że do zadań policji należy kontrola przestrzegania przepisów porządkowych i administracyjnych obowiązujących w miejscach publicznych. Jednak czym innym są ogólne zadania, jakie stawia przed policją ustawa, a czym innym zakres jej uprawnień.
– Te uregulowane są między innymi w art. 14 ustawy o policji. Ustęp drugi tego przepisu stanowi o tym, że policja wykonuje również czynności na polecenie m.in. organów administracji państwowej i samorządu terytorialnego w zakresie, w jakim obowiązek ten został określony w odrębnych ustawach – zwraca uwagę mec. Andrzej Grzywna. – Taką konstrukcję prawną wyraźnie zastosowano w ustawie o tarczy antykryzysowej w odniesieniu do kar administracyjnych nakładanych przez sanepid za naruszenie obowiązku hospitalizacji, kwarantanny lub izolacji – dodaje radca prawny.
Artykuł 15zzzn ust. 2 ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (Dz.U. z 2020 r. poz. 374 ze zm.) określa, że stwierdzenie naruszenia obowiązku kwarantanny, hospitalizacji lub izolacji może nastąpić w szczególności na podstawie ustaleń policji, innych służb państwowych lub innych uprawnionych podmiotów. – Analogicznego przepisu zabrakło natomiast w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych. Zatem policja w zakresie naruszenia ograniczeń w przemieszczaniu się prowadzi czynności wyjaśniające na rzecz sanepidu bez wyraźnej podstawy prawnej – podkreśla mec. Grzywna.
Podobne wątpliwości ma dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Wydaje się, że art. 1 ustawy o policji jest podstawą zbyt ogólną. W ten sposób pod ten przepis można by podciągnąć każde działanie policji, nawet jeśli taka kompetencja nie została szczegółowo określona w ustawie – wskazuje karnista. – Co więcej, ustawowe uregulowanie zadań policji chroni także ją samą przed tym, by nie dorzucać tej służbie pozaustawowo nowych obowiązków do wykonania na życzenie administracji – dodaje prawnik.

Słowo funkcjonariusza droższe od pieniędzy

Rzecznik GIS Jan Bondar nie potrafił wskazać podstawy prawej, ale zapewnia, że decyzje o karach nie są nakładane automatycznie na podstawie notatek funkcjonariuszy. – Informacje od policji są weryfikowane, zarówno jeśli chodzi o naruszenie obowiązku kwarantanny, jak i zakazu przemieszczania się – zapewnia rzecznik.
W praktyce bywa z tym różnie. „Ustalenia naruszenia przedmiotowego nakazu organ dokonał w oparciu o notatkę urzędową funkcjonariusza komendy powiatowej w B. z dnia 6 kwietnia 2020 r. Wskazany dokument organ ocenił jako wiarygodny, rzetelny i stanowiący istotne oraz kluczowe źródło dla ustalenia stanu faktycznego” – czytamy w jednej z takich decyzji. O wyjaśnieniach obywatela, czy choćby podjętych próbach ich uzyskania, w uzasadnieniu decyzji nie ma ani słowa.
Za to w cytowanej decyzji organ poprzestał na najniższej możliwej administracyjnej karze pieniężnej wynoszącej 5 tys. zł, z uwagi na to, że mężczyzna za ten sam czyn został też ukarany mandatem karnym.
A nakładanie podwójnej kary w dwóch różnych reżimach – najpierw w wykroczeniowym przez policję i później administracyjnym przez sanepid – łamie konstytucyjną zasadę ne bis in idem, która zakazuje podwójnego karania. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 11 października 2016 r. (sygn. akt K24/15) orzekł co prawda, że kumulatywne stosowanie sankcji karnych i administracyjnych jest dopuszczalne, ale po pierwsze, pod warunkiem że nie stanowi to nieproporcjonalnej ingerencji w prawa i wolności jednostki, a po drugie charakter tych sankcji jest różny. TK doszedł do takich wniosków, rozpatrując stosowanie za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 50 km/h w obszarze zabudowanym zarówno grzywny z kodeksu wykroczeń, jak i kary administracyjnej w postaci zatrzymania prawa jazdy na trzy miesiące.
– W aktualnym jednak przypadku mamy do czynienia z sankcjami o tożsamym charakterze pieniężnym, ze zbieżnym celem i możliwą represyjnością, a zatem naruszenie zasady ne bis in idem jest wyraźne – zauważa mec. Grzywna.

Nie zapominajmy o RODO

Ale to nie wszystko. Wątpliwości dotyczą również samego przekazywania danych osobowych osób kontrolowanych przez funkcjonariuszy. Nie ma ku temu podstawy prawnej. Sama policja w zakresie zwalczania wykroczeń nie stosuje RODO, bo obejmuje ją ustawa o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości (tzw. ustawa DODO, t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 125), która z kolei wdrożyła dyrektywę 2016/680 o tym samym tytule (zwaną potocznie dyrektywą policyjną). Nie oznacza to jednak, że policja może te dane przekazywać w sposób dowolny innym organom, a z taką sytuacją mamy tu w zasadzie do czynienia.
– Policja realizując ustawowe uprawnienia, nie może ich nadużywać i takim przykładem jest sytuacja, kiedy wystawiając mandat obywatelowi, który nie jest objęty kwarantanną, zawiadamia jednocześnie sanepid. Pojawiają się wątpliwości co do zgodności takich działań z art. 10 dyrektywy policyjnej, gdzie przetwarzanie danych o zdrowiu jest dopuszczalne przy odpowiednim zabezpieczeniu praw i wolności osoby, której dane dotyczą. Działanie policji jest niezgodne z dyrektywą, gdyż trudno tutaj mówić o zabezpieczeniu praw i wolności – uważa Aneta Sieradzka, partner zarządzający w Sieradzka & Partners Kancelaria Prawna.
Sama policja bez wątpienia może przetwarzać dane osobowe w związku ze ściganiem wykroczeń. Co więcej, zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy DODO przetwarzanie to odbywa się w formie akt. więc jest wyłączone spod ustawy. To zaś oznacza, że nawet prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie może skontrolować tych działań.
Pojawia się natomiast pytanie, czy to samo dotyczy przekazywania akt. Zdaniem zapytanych przez nas ekspertów tej czynności nie można już podciągnąć pod wskazane wyłączenie.
– Wykładnia powinna tu iść w kierunku proeuropejskim, proprywatnościowym i wreszcie mamy zakaz wykładni rozszerzającej, a zatem czynność udostępniania danych podlega już nadzorowi prezesa UODO – wskazuje dr Paweł Litwiński, adwokat w kancelarii Barta Litwiński.