Oznaczanie domów osób zakażonych COVID-19 czy publiczne podawanie danych umożliwiających ich identyfikację jest bezprawne. Za takie działania grozi sankcja finansowa lub nawet odpowiedzialność karna.
Starosta wysokomazowiecki (woj. podlaskie) Bogdan Zieliński, działacz PiS, chce, aby domy osób zakażonych COVID-19 były znaczone. Miałaby to być przydatne dla listonoszy, dostawców żywności, kurierów, weterynarzy, służb komunalnych i porządkowych. Starosta w wywiadzie dla Radia Białystok argumentował, że takie działanie jest jak najbardziej wskazane w przeciwdziałaniu rozprzestrzenianiu się choroby zakaźnej i służyłoby dobru ogółu. Przyrównuje je do oznaczania gospodarstw rolnych, w których wykryto przypadki afrykańskiego pomoru świń.
– To absurdalny pomysł bez jakiejkolwiek podstawy prawnej ani w rozporządzeniu RODO, ani w obecnie wprowadzanych spec ustawach. Godzi w cześć, dobre imię, prywatność i narusza dane wrażliwe jednostki – komentuje dr Paweł Litwiński, adwokat w kancelarii Barta Litwiński.
Reklama
I dodaje, że to pomysł, który powinien zostać jedynie na kartach historii z okresu średniowiecza. Tak samo jak nakazy noszenia kołatek przez trędowatych, którymi mieli informować przechodniów o swojej chorobie.
Katarzyna Muszyńska, ekspert ds. ochrony danych osobowych LexDigital, zwraca uwagę, że informowanie dostawców o domach, w których przebywają osoby zakażone, mogłoby prowadzić do tego, że kurierzy i listonosze omijaliby szerokim łukiem takie nieruchomości.

Reklama
– A zatem, poza naruszeniem prywatności i danych osobowych szczególnej kategorii (o zdrowiu – red.), chorzy mieliby również uniemożliwiony dostęp do usług – zauważa.
Eksperci krytycznie oceniają również politykę informacyjną prowadzoną przez starostę wysokomazowieckiego. Na swoim facebookowym profilu pisze on o nowych przypadkach zakażenia koronawirusem. Spotyka się to z pozytywnym odbiorem wśród obserwujących go internautów. I choć w większości przypadków starosta nie podaje danych umożliwiających jednoznaczną identyfikację osób fizycznych, nieco inaczej jest w przypadku wpisu z 7 kwietnia br. (zachowano oryginalną pisownię): „Mamy potwierdzony przypadek zarażenia koronawirusem w Wysokiem Mazowieckiem! Pisze o tym z konieczności ponieważ osoba ta jest znany lekarz rodzinny z ul. Szpitalnej 2. Ze względów oczywistych nie podaje danych personalnych ale wszyscy niemal w mieście o tym mówią i się nie mylą”.
Katarzyna Muszyńska przypomina, że aby zidentyfikować osobę fizyczną, wystarczą czasem pośrednie dane, tak jak w opisywanym przypadku, o płci, zawodzie i dokładnym miejscu wykonywania tej profesji. Osoba poszkodowana ma prawo złożyć skargę do UODO i starać się o odszkodowanie na drodze cywilnej, jako że mogło dojść do naruszenia jego danych osobowych dotyczących zdrowia.
Doktor Litwiński zauważa, że samorządowcy oraz przedstawiciele instytucji publicznej po raz kolejny frywolnie dzielą się wiedzą o osobach zakażonych. Ekspert przypomina, że w podobny sposób (była już) szefowa sanepidu w Słubicach zdradzała na konferencji prasowej intymne szczegóły dotyczące życia prywatnego osoby zakażonej oraz jej bliskich.
– W takich sytuacjach bezsprzecznie powinien interweniować prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Zuchwałe pomysły samorządowców powinny zostać natychmiast usuwane na podstawie decyzji UODO, a samemu organowi publicznemu może grozić kara finansowa do 100 tys. zł – uważa dr Litwiński.
Jego zdaniem w przypadku naruszania prywatności osób fizycznych wobec samorządowców powinno być wytaczane postępowanie karne. Zgodnie z art. 107 ust. 2 ustawy z 10 maja 2018 r. (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1781) za ujawnianie danych dotyczących zdrowia jednostki grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat trzech. – Wszczęcie postępowania karnego dałoby wyraźny sygnał samorządowcom, że ich poczynania wcale nie są słuszne i zgodne z prawem. Bo jak widać, samorządowcy, chcąc wykazywać inicjatywę, za bardzo wsłuchują się w oczekiwania tłumu i zapominają o prawach i obowiązkach jednostek – konkluduje dr Paweł Litwiński.
Starosta Bogdan Zieliński podkreśla, że pomysł – który zresztą był odpowiedzią na wnioski firm obsługujących mieszkańców – nie zyskał akceptacji wojewody i nie będzie miał dalszego biegu. Zapewnia, że nie doszło do ujawnienia danych pozwalających na identyfikację. Przekonuje jednocześnie, że po jego publikacji do sanepidu zgłosiło się ponad sto osób, które podejrzewały, że mogły zostać zakażone, a u kilkunastu stwierdzono koronawirusa.