Istnieje już 10 ustaw, w których PiS wprowadził niemal identyczny zapis mówiący o zakazie zatrudniania osób, które od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. pracowały w organach bezpieczeństwa lub były ich współpracownikami. Najnowsza nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej wchodzi w życie za kilka dni. Ilu osób dotyczy? Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że na razie nie potrafi tego oszacować.

Zebraliśmy dane dotyczące regulacji wprowadzanych wcześniej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje DGP, że w oparciu o nowy przepis ustawy o służbie zagranicznej oraz ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 wygaszono stosunek pracy 51 pracownikom, 41 – członkom służby cywilnej i służby zagranicznej, 10 – spoza korpusu. Krajowa Administracja Skarbowa podaje, że propozycja służby nie została przedłożona 174 osobom z powodu przesłanek określonych w art. 144 ust. 1 ustawy o KAS.

– Dotychczas w ramach sprawowanego nadzoru minister sportu nad działalnością polskich związków sportowych przeprowadzono jedno postępowanie w sprawie pozbawienia funkcji członka zarządu polskiego związku sportowego, który został powołany wbrew zakazowi wynikającemu z art. 9 ust. 3 pkt 9 ustawy o sporcie – odpowiada kolejny resort. Podkreśla, że inna jest sytuacja, gdy wchodzące w skład zarządów polskich związków sportowych osoby w chwili wejścia w życie omawianych przepisów nie złożyły ministrowi właściwemu ds kultury fizycznej oświadczeń lustracyjnych i z tego tytułu zostały pozbawione tej funkcji. Ówcześnie takich przypadków odnotowano 56. Dziś nowych już nie ma, a resort wysyła do związków sportowych pisma przypominające o obowiązkach lustracyjnych.

Z kolei w Polskim Związku Łowieckim słyszymy, że po wejściu w życie przepisów o prawie łowieckim osoby pełniące określone funkcje mogły po prostu zrezygnować z ich piastowania bez podania przyczyny. – Takie sytuacje były, ale nie wiemy ile z uwagi na ustawę – mówi Magdalena Raban ze związku. Nieoficjalnie dowiadujemy się o kilkudziesięciu takich rozstaniach.

Jak sprawa wygląda w przypadku ustaw o ABW czy CBA? – Od chwili objęcia przez Mariusza Kamińskiego stanowiska koordynatora służb specjalnych jego celem było doprowadzenie do sytuacji, w której osoby pracujące w służbach z okresu komunistycznego nie pełnią służby w żadnej z podległych mu instytucji – mówi Stanisław Żaryn, rzecznik ministra. I przypomina słowa Kamińskiego z debaty nad wotum nieufności wobec niego:„ Kiedy w 2015 r. przejmowałem nadzór nad polskimi służbami specjalnymi, w ich szeregach było jeszcze 500 funkcjonariuszy SB. Dziś nie ma żadnego. W ten, nie tylko symboliczny sposób, ostatecznie zerwaliśmy więź polskich służb specjalnych z komunistyczną bezpieką”.

Ustawa o szkolnictwie wyższym mówi, że członkiem rady uczelni nie może być osoba związana z organami bezpieczeństwa przed 1990 r. Członek rady zobowiązany jest jednocześnie do złożenia oświadczenie lustracyjnego. – MNiSW nie ma wiedzy, aby jakikolwiek organ prowadził statystyki dotyczące liczby osób, które mogłyby mieć uzasadnioną obawę poddania się procesowi lustracji. Od momentu zmiany ustroju politycznego w Polsce i rozwiązania PZPR minęło ponad ćwierć wieku, co powoduje, że liczba osób, które działały w strukturach organów bezpieczeństwa państwa, w konsekwentny sposób maleje – mówi nam rzecznik resortu szkolnictwa.

– Myślę, że te liczby są znacznie zaniżone. Ustawodawca w tych ustawach poszedł dalej niż w samej ustawie dezubekizacyjnej, bo nie chodzi wyłącznie o osoby, które już przeszły na emeryturę, ale również o te, które są jeszcze aktywne zawodowo. Znów mamy do czynienia z odpowiedzialnością zbiorową, bez analizowania, co człowiek faktycznie robił. Tak prowadzona dekomunizacja jest rugowaniem ludzi z życia publicznego, wprowadzanym po cichu, na szeroką skalę. Pamiętajmy, że w kolejce jest ustawa o dostępie do informacji niejawnej, a znając zapędy PiS to pewnie nie koniec – mówi Andrzej Rozenek z Lewicy.

Jarosław Krajewski z PiS, wiceprzewodniczący komisji ds. służb specjalnych, potwierdza, że najpóźniej w czerwcu komisja wróci do dyskusji nad zmianami w ustawie o dostępie do informacji niejawnych. – Założenie, by takiego dostępu raz na zawsze pozbawić osoby, które pracowały dla służb państwa totalitarnego, jest bez dyskusji. To konieczne w kontekście wieloletnich zaniedbań wobec bezpieczeństwa państwa. Na ile zmiany mogą dotknąć osoby, które pracują dziś w spółkach Skarbu Państwa, założyły agencje ochrony osób i mienia albo zajmują się handlem produktami koncesjonowanymi jak bronią? To będzie element poważnej dyskusji – mówi.

Zdaniem Zdzisława Czarneckiego, przewodniczącego Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, ta właśnie ustawa mogłaby mieć największą siłę rażenia. – Szacujemy, że dotknęłaby 80–90 tys. osób z ok. 130 tys. osób zatrudnionych w pionie informacji niejawnych. Trzy czwarte tej grupy stanowią byli żołnierze i funkcjonariusze – ocenia.

– Dwie ustawy dezubekizacyjne, 10 innych ustaw i kolejna o ochronie informacji niejawnych, w przygotowaniu. Odcina się tych ludzi od kolejnych źródeł dochodu, mimo że z tytułu służby na rzecz organów bezpieczeństwa zostały im już znacznie obniżone emerytury, a nawet renty inwalidzkie. Dlaczego takie zapisy znalazły się akurat w ustawie o prawie łowieckim czy o sporcie? Wiele klubów sportowych było związanych przez lata z milicją czy wojskiem i stąd też piastowali później stanowiska, np. w zarządach klubów. Były to miejsca, w których początkowo byli zawodnikami, a później zintegrowani z tym środowiskiem, podejmowali pracę jako działacze sportowi – mówi mec. Aleksandra Karnicka.

– Nie jest to zemsta, ale naprawianie dekomunizacyjnych zaniechań poprzedników. Ustawy są odpowiedzią na apele różnych środowisk, które chcą oczyścić swoje szeregi. Z jakiego klucza to dobór? Aby np. nauczaniem młodzieży nie zajmowały się osoby z takim rodowodem – to jeśli chodzi o ustawę o szkolnictwie wyższym, lub by nie stanowiły antywzorów dla innych – gdy mowa o ustawie o sporcie. Nie jest to odpowiedzialność zbiorowa, tylko dziejowa sprawiedliwość. Ludzie, którzy czują się dotknięci takimi działaniami, mają zawsze drogę sądową – mówi Marek Ast z PiS, przewodniczący komisji praw człowieka i wice przewodniczący komisji ustawodawczej.