Nawacki, przebywający na urlopie, nie wahał się wczoraj zameldować przełożonym, że będzie pełnił obowiązki „zdalnie” tylko po to, by o 6 rano cofnąć sędziemu Juszczyszynowi delegację do Warszawy. Zaraz uruchomiono również lojalnych „dziennikarzy”, by napomnieli Kancelarię Sejmu, żeby list nie udostępniała, skoro delegacja została cofnięta. Nic to, że delegacja – świstek potrzebny do zwrotu za paliwo – nie decyduje w praworządnym (podobno) kraju o czynnościach sądu.

Kilku elementów zabrakło: policja nie przyjechała skontrolować stanu technicznego auta, którym poruszał się Juszczyszyn. Nie zatrzymała go do kontroli trzeźwości. Skarbówka nie postanowiła sprawdzić, czy samochód jest zatankowany legalnym paliwem. I czy za paliwo został wydany prawidłowy paragon. Tyle jeszcze można było zrobić, by powstrzymać sędziego Juszczyszyna!

Ale to następnym razem. Na razie skompromitowaliście dopiero trzy z czterech władz: Sejm, sądownictwo i dziennikarstwo.