statystyki

Brak motywu, narzędzia zbrodni i świadków. Skazany na podstawie śladów krwi

autor: Mira Suchodolska03.01.2020, 08:20; Aktualizacja: 03.01.2020, 08:45
Ślady krwi mogą wiele powiedzieć o tym, co się wydarzyło na miejscu zbrodni. Pod warunkiem że się wie, jak je czytać.

Ślady krwi mogą wiele powiedzieć o tym, co się wydarzyło na miejscu zbrodni. Pod warunkiem że się wie, jak je czytać.źródło: ShutterStock

Ślady krwi mogą wiele powiedzieć o tym, co się wydarzyło na miejscu zbrodni. Pod warunkiem że się wie, jak je czytać.

Jest 17 czerwca 2017 r. Andrzej Rater jedzie do swojego domku letniskowego w miejscowości Głębokie (gmina Uścimów), aby tam z Wiesławem J., przyjacielem od 30 lat, świętować narodziny pierworodnej wnuczki.

Jak opowiadają znajomi obu panów, nie wiadomo, który z nich cieszy się bardziej – 54-letni dziadek czy jego o parę lat starszy kumpel. – Był dla nas jak rodzina – mówi o Wiesławie syn Andrzeja, Łukasz. Jego ojciec wraz z przyjacielem prowadził w Świdniku sklepy. Mężczyźni wspierali się, spędzali razem czas, obaj lubili wędkowanie. Andrzej – wylewny i ekstrawertyczny, Wiesław – spokojny i wsobny, uzupełniali się.

Tego dnia jadą na daczę samochodem Andrzeja, po drodze robią zakupy – jakieś jedzenie i kilka flaszek whisky. Na imprezę dobija jeszcze dwóch znajomych – drugi Andrzej i Tadeusz. Biesiada zaczyna się około 18.00 wieczorem, a jako że pogoda jest niezbyt ładna, dżdżysta, towarzystwo siedzi na werandzie. Co robią? To, co się zwykle robi na tego typu męskich spotkaniach. Ostro tankują, gadają, wspominają. Śmieją się i sprzeczają. Kiedy po półtorej godziny zabrakło alkoholu, Andrzej nr 2 dzwoni do swojego syna. Ten dwa razy kursuje do sklepu po łyskacza i zostaje na imprezie jako jedyny niepijący. Reszta towarzystwa jest już nieźle wcięta. Języki się plączą, ale jest miło. Jako pierwszy z imprezy wychodzi Tadeusz, żona mobilizuje go do tego telefonicznie. Chwilę później, tuż przed 22.00, syn Andrzeja nr 2 skłania ojca, aby wracali do domu. Na werandzie zostają Andrzej Rater i Wiesław.

Co się dzieje potem? Rater zezna wkrótce, że jeszcze trochę wypili, po czym sam poszedł się położyć, zostawiając Wiesława na werandzie. Pamięta też, że wcześniej szarpał się z nieznanym typem, który usiłował się wbić na imprezę. Miał go wziąć za fraki i wyprowadzić za furtkę. Co było dalej, już niewiele kojarzy. Twierdzi, że spał. Czy mówi prawdę? Nie wiadomo. Bezsprzeczny jest tylko efekt zdarzeń, do których doszło w nocy z 17 na 18 czerwca 2017 r. Trup.

Jak można wyczytać w aktach sądowych, Andrzej Rater budzi się około 7.00 rano. Jest splątany, w jego krwi wciąż krąży alkohol. Nic dziwnego, przyznaje, że wypił co najmniej 0,7 litra 40-procentowego trunku. Jeśli wierzyć kalkulatorom, które przekładają ilość wypitej wódki na kondycję jej konsumenta, całkiem trzeźwy będzie dopiero mniej więcej o północy tego dnia. Wstaje i spostrzega, że łóżko, w którym miał spać jego przyjaciel, jest puste. Wychodzi przed domek i zauważa jakąś męską postać leżącą na brzuchu przed werandą. Podchodzi, zaczyna do niej mówić, pochyla się, stara się obrócić na plecy, szarpie. Nic, zero odzewu. Rater łapie za komórkę i zaczyna wydzwaniać do znajomych, z którymi pił poprzedniej nocy – najpierw do Wiesława, potem do Tadeusza, a następnie do Andrzeja nr 2. Dwaj pierwsi nie odbierają, Andrzej nr 2 odzywa się i radzi koledze, żeby powiadomił policję i pogotowie. Zamiast tego Rater dzwoni do sąsiada zza płotu, Adama. Ten przychodzi i także rekomenduje wezwanie służb, gdyż leżący mężczyzna nie daje oznak życia.

Andrzej Rater bierze znów smartfon i dzwoni – najpierw na 912 (pewnie mu się pomyliło z numerem alarmowym 112), a potem na policyjny 997. Jest godzina 7.40. Raportuje dyżurnemu Komendy Powiatowej Policji w Lubartowie, że odkrył na swojej posesji niezdradzające oznak życia ciało mężczyzny. Mówi też, że jego zdaniem jest to lokalny lump o imieniu Mietek, który poprzedniej nocy usiłował – już po odjeździe dwóch pozostałych biesiadników – wedrzeć się na jego działkę. Na miejsce przyjeżdżają funkcjonariusze z posterunku w Ostrowie Lubelskim, potem pojawia się prokurator. Ustalają, że zabity to nie żaden Mietek. To Wiesław, przyjaciel gospodarza.

Oględziny miejsca zdarzenia są przeprowadzane w dwóch turach – 18 i 19 czerwca, ale potencjalnego sprawcę znajduje się błyskawicznie. Policja zatrzymuje Andrzeja Ratera. Ich podejrzliwość budzi zachowanie mężczyzny – mówi nieskładnie, jest zdenerwowany i skołowany, a to, że od razu nie rozpoznał wieloletniego kumpla, zostaje zinterpretowane przez śledczych (a potem przyjęte za fakt przez sąd) jako nieudolna próba opóźnienia postępowania lub skierowania go w ślepy zaułek. Kiedy tożsamość nieboszczyka zostanie potwierdzona, Rater – już w celi – miał kilkukrotnie powtórzyć, że „on nie mógłby tego zrobić”. Według funkcjonariuszy, gdyby był niewinny, powiedziałby raczej: „nie zrobiłem tego”. To jest kolejna poszlaka, której będą się trzymać śledczy.

Zwłoki, które policyjna ekipa zastaje na miejscu, są potwornie skatowane. Ciało Wiesława J. wygląda tak, jakby przynajmniej ze trzech bandziorów znęcało się nad nim przez kilka kwadransów.


Pozostało 76% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane