Cyberbezpieczeństwo stało się dziś tematem numer jeden kampanii wyborczej. Gdyby ktoś powiedział mi o tym miesiąc temu, to bym go wyśmiał. A jednak! Wszystko za sprawą Pegasusa, czyli stworzonego w Izraelu systemu. Obsługujący go ludzie są w stanie włamać się na dowolny smartfon, w dowolnej sieci i z dowolnymi zabezpieczeniami.

Już po kilku sekundach można pobrać dane z telefonu. System „czyta” SMS-y, maile, może nas podsłuchiwać przez mikrofon i kamerę. Do tego, gdy program rozpozna, że zaczynamy szukać śladów jego obecności, natychmiast sam się usuwa z naszego urządzenia. Wszelkie znaki na niebie wskazują, że Centralne Biuro Antykorupcyjne zakupiło licencję. Tym samym - polskie służby mają Pegasusa i mogą go wykorzystać przeciwko obywatelowi. Lub - jak kto woli - w celu ochrony bezpieczeństwa ogółu.

Warto wyjaśnić rzecz kluczową: Pegasus to ani pierwszy, ani ostatni system tego typu. Czy najpotężniejszy? Być może, ale zdaniem ekspertów niekoniecznie. I nie chodzi mi o umniejszanie rangi wykorzystywania tego narzędzia, lecz o pokazanie, że do 2019 r. nie żyliśmy w próżni. Służby miały możliwości podsłuchiwania ludzi oraz kontrolowania korespondencji.