- Proces legislacyjny trwa. Jeśli są niedociągnięcia, jest jeszcze czas na ich naprawienie - mówi w rozmowie z DGP Marek Ast, przewodniczący sejmowej komisji ustawodawczej.
Krakowski Instytut Prawa Karnego przygotował ekspertyzę wskazującą ogromną liczbę błędów, luk i niekonsekwencji w przyjętej w ekspresowym tempie przez Sejm nowelizacji kodeksu karnego. Choć wprowadzano ją pod hasłem walki z pedofilią, okazało się, że niektóre takie czyny zdepenalizowano, a możliwość stosowania środków zabezpieczających wobec sprawców niektórych przestępstw seksualnych na małoletnich została wyłączona. Teraz, znowu na szybko, są przygotowywane konieczne poprawki. Czy nie dało się tak pracować nad ustawą, by ustrzec się tych wszystkich wpadek?
Decyzja była jednak taka, by skierować projekt do komisji ustawodawczej, czyli pan marszałek musiał się liczyć z tym, że przyjęcie ustawy w takim trybie może rodzić ryzyko popełnienia błędu.
Jeśli już projekt wpłynął do komisji ustawodawczej zamiast tej ds. zmian w kodyfikacjach, to mimo wszystko nie było przeszkód, by pan jako przewodniczący powołał podkomisję.
Reklama
Akurat jeśli chodzi o komisję ustawodawczą, to takiej praktyki nie ma. W tym przypadku było oczekiwanie, żeby ten projekt został przez komisję ustawodawczą przepracowany i to zrobiliśmy. Już raz się wypowiedziałem na ten temat i teraz to powtórzę, że w przypadku stwierdzenia błędów jest możliwość ich poprawienia chociażby na etapie Senatu, który lada moment zajmie się tą ustawą. Prace nad projektem jeszcze się nie zakończyły.

Reklama
Może po prostu wystarczyło poświęcić dużo więcej czasu na pracę w Sejmie?
Ale panie redaktorze, przecież pan dobrze wie, że albo te przepisy zaostrzające odpowiedzialność zostałyby przyjęte przez Sejm na tym posiedzeniu – w odpowiedzi na ewidentnie oczekiwania opinii publicznej – albo można było przyjąć normalny tryb wielotygodniowej pracy w komisji kodyfikacyjnej, a nie w komisji ustawodawczej. No, ale cel był taki, by te regulacje szybko weszły w życie, choć było to obarczone określonym ryzykiem. Ale powtarzam, proces legislacyjny nie jest zakończony. Jeśli wspomniana przez pana instytucja podnosi, że tego rodzaju błędy zostały popełnione, to bardzo dobrze, jest czas, aby je poprawić.
Mówi pan o oczekiwaniu szybkiego zaostrzenia przepisów dotyczących kar za pedofilię, natomiast doskonale zdaje pan sobie sprawę, że regulacje te stanowią promil nowelizacji. Ustawa jest ogromna i zawiera poważne zmiany systemowe, co wymagałaby jednak dłuższego procedowania, niż to miało miejsce.
Taką rozmowę moglibyśmy prowadzić długo. W normalnej sytuacji projekt byłby procedowany w komisji ds. zmian w kodyfikacjach i pewnie by trafił jeszcze do podkomisji. Sytuacja wymusiła tego rodzaju pracę i taki sposób procedowania. Rzeczywiście myśmy się zastanawiali nad tym, by wyodrębnić z projektu element dotyczący przestępstw pedofilskich. Jednak w związku z tym, że wiązało się to przede wszystkim ze zmianami systemowymi w postaci wydłużenia w ogóle kar pozbawienia wolności do 30 lat, projekt zostałby odchudzony zaledwie o 1/3. Zatem bardzo dobrze, że jest czynnik społeczny, który wskazuje na rozmaite błędy w procedurze legislacyjnej, zanim się jeszcze zakończyła. Jeżeli Senat uzna te racje, to z całą pewnością stosowne zmiany zostaną naniesione.
Czy jest pan przekonany, że przy takim trybie i tempie prac komisji posłowie, którzy głosowali nad konkretnymi zmianami, rozumieli je i zdawali sobie sprawę z konsekwencji własnych wyborów?
Posłowie zawsze są wsłuchani w głos z jednej strony ekspertów z Biura Legislacyjnego, z drugiej strony oczywiście w głos strony rządowej, bo to ona była autorem projektu. W sytuacji, kiedy są podnoszone wątpliwości i jest odpowiedź ze strony resortu, nikt nie wymaga od każdego członka komisji 100 proc. znajomości całego projektu. Ale o tych zastrzeżeniach, o których pan w tym momencie wspomina, na posiedzeniu komisji mowy nie było. Posłowie opozycji tego nie podnosili.
Może dlatego, że zwyczajnie zabrakło czasu na wnikliwą analizę projektu.
No, tutaj trudno jakby się z panem nie zgodzić.