Gdy kontrolę nad samochodami przejmuje komputer, należy zdawać sobie sprawę z konieczności rozwiązania wielu zupełnie nowych problemów prawnych.
Reklama
Prężnie rozwijający się świat sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence – AI) stał się powodem rewolucji także w przemyśle samochodowym. Od 2014 r. producenci samochodów, np. Toyota, Mercedes-Benz czy Tesla, testują w różnych krajach świata autonomiczne, tzn. prowadzone bez udziału kierowcy, samochody (ang. autonomous/driverless/self-driving cars). Ambicje, aby wprowadzić na rynek „samojeżdżące” samochody mają nie tylko wielkie koncerny samochodowe, lecz również niedoświadczeni w produkcji samochodów pionierzy technologiczni z Doliny Krzemowej. Google, Apple czy Uber testują autonomiczne samochody osobowe na drogach Kalifornii. I choć ich liczba (kilkaset) w stosunku do liczby wszystkich samochodów jeżdżących po Ziemi (ponad miliard) nie robi większego wrażenia, to jest dokładnie przeciwnie w przypadku liczby problemów – także prawnych – związanych z używaniem takich samochodów, zwłaszcza że producenci zapowiadają, że będą one w powszechnej sprzedaży już nawet w 2020 r.
W obliczu przejęcia kontroli nad samochodem przez „komputer”, należy zdawać sobie sprawę z konieczności rozwiązania wielu zupełnie nowych problemów prawnych. Przede wszystkim należy określić, kto będzie ponosił odpowiedzialność za szkody spowodowane przez autonomiczny samochód. Na pewno nie kierowca, ponieważ go nie będzie – samochód będzie „samodzielnie” przewoził pasażerów lub jechał pusty (np. do garażu, na parking czy po pasażera).
Być może taką odpowiedzialność będzie ponosił posiadacz pojazdu tak, jak jest to obecnie, przy czym konieczna byłaby modyfikacja art. 35 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 473), zgodnie z którym zakresem podmiotowym ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych objęta jest „(…) odpowiedzialność cywilna każdej osoby, która kieruje pojazdem mechanicznym (…)”. Niewątpliwie ani samochodu autonomicznego jako całości, ani komputera sterującego tym samochodem nie można kwalifikować jako osoby kierującej pojazdem. Rozszerzenie definicji osoby o samochód autonomiczny lub komputer kierujący tym samochodem wydaje się zbyt daleko idące, choć w przyszłości niewykluczone, zwłaszcza mając na uwadze konieczność zdefiniowania tzw. żyjących robotów.
Nawet jeżeli art. 35 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych zostanie w przyszłości odpowiednio zmodyfikowany, to należy zwrócić uwagę, że odpowiedzialnością za szkody spowodowane przez taki samochód będą mogły zostać obciążone podmioty dotychczas niebrane pod uwagę. Dotyczyć to może zwłaszcza producentów oprogramowania oraz przedsiębiorców telekomunikacyjnych zapewniających dostęp do sieci bezprzewodowej (dostawców internetu). Rola tych pierwszych przy projektowaniu, konstruowaniu oraz eksploatacji samochodów autonomicznych będzie nie do przecenienia, nie tylko w sensie wyboru rozwiązań technicznych, ale także etycznych. Kiedy kierowcy są pytani o to, czy należy skręcić kierownicę i zabić jedną osobę, ocaliwszy pięć innych znajdujących się na ich pierwotnym torze jazdy, zazwyczaj wybierają tę pierwszą opcję. Przy czym mają możliwość podjęcia decyzji, podczas gdy informatycy – programiści autonomicznych pojazdów będą musieli z wyprzedzeniem rozważyć takie scenariusze i odpowiednio zbudować swoje algorytmy. Wydaje się zatem, że osoby piszące algorytmy sztucznej inteligencji powinny przynajmniej w jakimś zakresie odpowiadać za wyniki swoich prac.
Kluczowym czynnikiem rozwoju samochodów autonomicznych będzie technologia 5G, a więc jedną z potencjalnych przyczyn szkód będzie brak (lub słaby zasięg) sieci bezprzewodowej powodujący zakłócenia w funkcjonowaniu samochodów (np. brak reakcji na inne pojazdy, znaki lub sygnały drogowe). Można w takich przypadkach rozważać, czy i w jakim zakresie konsekwencjami takich zdarzeń powinni zostać obciążeni przedsiębiorcy telekomunikacyjni.
Omawiając kwestię odpowiedzialności za szkody spowodowane przez „samojeżdżące” samochody, trzeba zwrócić uwagę na fakt, iż rozszerzenie ubezpieczenia OC o szkody wynikające z wadliwości oprogramowania oraz braku dostępu do sieci bezprzewodowej wydaje się nieuniknione. Najbardziej przekonującą koncepcję przyjęto w Wielkiej Brytanii. Zgodnie z nią, jeżeli wypadek samochodowy został spowodowany przez zaistnienie któregokolwiek z wyżej wymienionych czynników, poszkodowany ma prawo do odszkodowania bezpośrednio od ubezpieczyciela posiadacza pojazdu (lub od samego posiadacza, jeżeli nie był ubezpieczony), a dopiero następnie ubezpieczyciel może dochodzić roszczeń regresowych od producenta oprogramowania lub dostawcy internetu (ewentualnie ich ubezpieczycieli). Niezależnie jednak od przyjętej koncepcji, wzrosną składki ubezpieczeniowe. Nie tylko ze względu na wysoką cenę samochodu autonomicznego, ale przede wszystkim na zdecydowanie rozszerzone ryzyko ubezpieczyciela.
Zarówno na kwestię odpowiedzialności, jak i ubezpieczenia będą miały wpływ obowiązki osób podróżujących samochodem autonomicznym (już nie kierowcy). Czy będą miały obowiązek (jeżeli w konstrukcji samochodu będzie przewidziana taka możliwość) kontrolowania jazdy i funkcjonowania pojazdu? Z założenia samochody czwartej grupy zaawansowania technologicznego (brain off) będą kierowane przez komputer bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka. Pytań jest więcej, np. czy niedokonanie nowych, wcześniej nieznanych czynności serwisowych w postaci aktualizacji oprogramowania czy zakupu bezpiecznego dostępu do sieci bezprzewodowej będzie traktowane jako przyczynienia się posiadacza pojazdu do powstania szkody lub zwiększenia jej rozmiarów? Czy zbierane i przechowywane przez samochody autonomiczne dane o przebiegu ich jazdy oraz ewentualnych kolizji drogowych będą dostępne tylko dla właścieiela, oznaczonego kręgu podmiotów (np. posiadaczom i ubezpieczycielom) czy powszechnie? Na te i inne pytania należy pilnie poszukiwać odpowiedzi.
To tylko niektóre problemy związane z funkcjonowaniem samochodów autonomicznych. Postęp technologiczny na pewno wykreuje ich w nadchodzących latach o wiele więcej. Pewnie uda się je wszystkie rozwiązać (w drodze odpowiedniej interpretacji przepisów obowiązujących albo interwencji legislacyjnej ustawodawcy wprowadzającej nowe, precyzyjne regulacje). Tej misji trzeba się jednak podjąć jak najszybciej, ponieważ świat sztucznej inteligencji coraz głębiej ingeruje w nasze codzienne życie, powoli przejmując nad nim kontrolę. Na pewno będzie to misja trudna, ale nie mission impossible!