Ujawnienie tożsamości osób piszących pod pseudonimem w internecie stanowi naruszenie ich dóbr osobistych. Czasem takie działanie może być jednak usprawiedliwione.
Dwa dni temu Twitter rozgrzała informacja o ujawnieniu tożsamości osoby prowadzącej pod pseudonimem popularne konto (ponad 20 tys. użytkowników śledzi ten profil). Przez wielu określana jest ona jako troll, gdyż słynie z niewybrednych komentarzy. „Niech mi ktoś powie, że tej k... nie należy golić na łyso” – to o Agnieszce Holland. „Ten ch... knuł z Putinem, aby nie dopuścić PLK do Katynia” – to o Donaldzie Tusku. Mirosław Szczerba, prowadzący na Twitterze konto byłego prezydenta Lecha Wałęsy, opublikował zdjęcie radnego z południa Polski, sugerując, że to właśnie on jest tym anonimowym trollem. Jak się później okazało, nie miał racji i wskazał bogu ducha winną osobę (za co później próbował przepraszać). Zdarzenie to wywołało falę komentarzy na temat tego, czy można w ogóle mówić o prawie do anonimowości, czy ma ono granice i wreszcie co grozi za ujawnienie tożsamości osoby, która sobie tego nie życzy.
Dobra osobiste
W prawie próżno szukać przepisów, które wprost chroniłyby anonimowość w sieci. Najbliżej chyba są regulacje ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1191 ze zm.). Jej art. 16 stanowi, że twórcy przysługuje prawo do zachowania anonimowości lub posłużenia się pseudonimem. Tyle że nie zawsze można powołać się na ten przepis.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.