źródło: DGP

Duże miasta, duży problem

Najwięcej wakatów jest oczywiście w sądach okręgowych mających siedzibę w dużych miastach. Dla przykładu: Gdańsk – 32 wakaty, Łódź – 24, Wrocław – 23.

– To jest dramat. Proszę sobie wyobrazić, jak duża liczba spraw mogłaby zostać obsadzona, gdyby te stanowiska były uzupełnione – komentuje Sławomir Pałka, sędzia, były członek Krajowej Rady Sądownictwa.

– Wakaty powodują, że rozpatrywanych jest mniej spraw, postępowania się wydłużają, a sędziowie mają więcej pracy – wtóruje Monika Pawłowska-Radzimierska, sędzia, rzecznik prasowy łódzkiego sądu okręgowego. Jak dodaje, praca w takich warunkach powoduje niezadowolenie. – Sędziowie muszą pracować dwa razy ciężej, a i tak nie ma to odzwierciedlenia w statystykach – tłumaczy.

Podobnie jest w mniejszym od łódzkiego rzeszowskim sądzie okręgowym. Tutaj brakuje co prawda tylko ośmiu sędziów, jednak proporcjonalnie jest to całkiem spora liczba. Przyznaje to tamtejszy rzecznik prasowy Tomasz Mucha.

– Najgorzej jest w wydziale gospodarczym. Kierownictwo sądu podjęło już działania mające na celu rozwiązanie tej sytuacji. Chce to osiągnąć poprzez przesunięcie sędziów z innych wydziałów do wydziału gospodarczego – informuje sędzia Mucha.

Jednak ma to być rozwiązanie doraźne, gdyż postępowanie zmierzające do zapełnienia brakujących etatów w rzeszowskiej jednostce jest już na zaawansowanym etapie – kandydaci zostali wyłonieni przez Krajową Radę Sądownictwa i czekają na powołanie przez prezydenta.

W trakcie procedury nominacyjnej są także kandydaci na sędziów SO w Łodzi. Co ciekawe, tutaj również, jak informuje sędzia Pawłowska-Radzimierska, najgorsza sytuacja kadrowa jest w wydziale gospodarczym.

Największy problem ma oczywiście SO w Warszawie, gdzie 31 grudnia 2018 r. nieobsadzonych pozostawało aż 86 na 348 przewidzianych etatów. Sytuacja jest tak zła, że – jak pisaliśmy w zeszłym tygodniu w DGP – prezes sądu alarmowała w sprawozdaniu z działalności za zeszły rok, że jednostka „zbliża się do momentu, gdy nie będzie w stanie zapewnić ciągłości pracy”. Problemem bowiem są także braki w kadrze urzędniczej.

Zła sytuacja kadrowa jest także w sądach apelacyjnych. Łącznie na koniec roku brakowało w nich 115 sędziów. Rekordzistą znów jest sąd mający siedzibę w Warszawie, gdzie były aż 34 wakaty. Ale w innych ośrodkach jest niewiele lepiej. W Sądzie Apelacyjnym w Katowicach brakowało 14 orzeczników, w SA w Krakowie – 12, a w SA w Lublinie – 10.

– Te liczby przerażają. Zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę, że obsada sądów apelacyjnych zazwyczaj nie jest bardzo liczna – zauważa Sławomir Pałka.

To, że najmniej wolnych wakatów na koniec roku było w sądach rejonowych, nie oznacza jednak, że te nie musiały mierzyć się z problemami wywołanymi brakami kadrowymi. Sądy wyższego rzędu bardzo często bowiem ratowały się delegacjami z sądów rejonowych. A to powodowało, że w rejonie automatycznie było mniej rąk do pracy.

Brak zaufania

Skąd jednak takie wyniki? Dlaczego to właśnie sądy okręgowe są tymi, w których wakatów jest najwięcej? Czyżby to miało związek z zapowiedzianym przez resort sprawiedliwości spłaszczeniem struktury sądowej? Pytane o to ministerstwo nabiera wody w usta. Podkreśla jedynie, że nieobsadzone etaty sędziowskie zostały obwieszczone w Monitorach Polskich i trwają procedury obsadzania tych stanowisk. „Część została już obsadzona w 2019 r. i prezydent RP powołał sędziów na te stanowiska, kolejną grupą są stanowiska, na które KRS już przedstawił kandydatów prezydentowi i oczekują oni na akt powołania” – podkreśla biuro prasowe MS.

– Tak naprawdę to nie wierzę w to, że dojdzie do spłaszczenia struktury. Moim zdaniem przyczyny tego stanu są dwie – mówi sędzia Pałka. Po pierwsze resort od momentu przywrócenia do porządku prawnego instytucji asesora sądowego ogromną część wolnych etatów w sądach rejonowych przekształca w stanowiska asesorskie. I tym sposobem zapełnia braki kadrowe w rejonach.

– Toczące się przed KRS konkursy w ogromnej mierze dotyczą stanowisk w sądach okręgowych i apelacyjnych właśnie – tłumaczy sędzia Pałka. Jednak jego zdaniem za całą tą sytuacją może kryć się coś jeszcze.

– Być może istnieje obawa spowodowana tym, że tak naprawdę nie wiadomo, kto się zgłosi na stanowiska w sądach wyższych szczebli. A rządzący nie chcą ludzi niepewnych – zauważa. ©℗

Jak to się zaczęło

Niedoetatyzowanie sądów to efekt podjętej przez ministra sprawiedliwości w 2016 r. decyzji o wstrzymaniu procesu obwieszczania w Monitorze Polskim informacji o wolnych stanowiskach sędziowskich. Decyzja ta oficjalnie motywowana była faktem przywrócenia do porządku prawnego instytucji asesora sądowego. Resort tłumaczył, że musi zapewnić asesorom miejsce pracy i w tym celu zgromadzić odpowiednią liczbę wolnych stanowisk sędziowskich, aby potem przekształcić je w stanowiska asesorskie. Decyzja ministra spowodowała, że na koniec 2017 r. zamrożonych było już ok. 700 etatów sędziowskich. Konkursy zostały odblokowane dopiero na początku 2018 r., kiedy to było już wiadomo, że rozpatrywać je będzie nowa Krajowa Rada Sądownictwa. Ta pracuje w dobrym tempie, gdyż do końca lutego br. na 12 posiedzeniach plenarnych podjęła uchwały w przedmiocie przedstawienia wniosków o powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego w stosunku do 447 osób. Część środowiska sędziowskiego jest jednak niezadowolona z wyborów rady, której zarzuca się m.in. to, że kieruje się niejasnymi kryteriami przy wyborze kandydatów. 


Drastyczne uprawnienia dla prokuratorów wobec firm i partii politycznych