Pomysł na sukces

Już od kilku lat rządy państw rozwiniętych gospodarczo podejmują działania mające ukrócić proceder nielegalnej wymiany plików.

Sprawa jest na tyle drażliwa, że niedawno zastanawiano się, czy nie warto byłoby ujednolicić w tym zakresie przepisów wspólnotowych. We wrześniu ubiegłego roku wypowiedział się na ten temat Parlament Europejski, który ostatecznie odrzucił propozycję, by karać internautów pobierających nielegalne pliki z sieci. Państwa wspólnoty mają więc w tym zakresie autonomię.

Tymczasem inspirowane przez organizacje stojące na straży praw i majątków autorów władze państw członkowskich, zazwyczaj ograniczają swoje działania do wprowadzania dodatkowych nieudogodnień dla ściągających pliki i ścigania rekordzistów, którzy udostępniają zasoby liczone w terabajtach.

Na oryginalny pomysł wpadł ostatnio rząd Francji. W styczniu tego roku weszła w tym państwie nowa ustawa, która pozwala na odcięcie od sieci internautów, którzy przesadzą z liczbą ściągniętych nielegalne plików muzycznych bądź filmowych. Wyszukiwanie takich osób jest zadaniem operatorów internetowych. Po namierzeniu delikwenta natychmiast jest wysyłane do niego ostrzeżenie. Jeżeli to nie pomoże internauta otrzyma drugie pouczenie. Wraz z trzecim zostaje odcięty od sieci nawet na okres całego roku. Plany wprowadzenia podobnych kar miało także brytyjskie Ministerstwo Kultury, jednak po licznych konsultacjach wycofało się z tego pomysłu.

Straszenie po polsku

Nieudolną próbę przeniesienia francuskich pomysłów na polski grunt podjął ostatnio jeden z czołowych dostawców Internetu. Dokonał zmiany regulaminu ostrzegając swoich klientów przed udostępnianiem w sieci filmów, muzyki i oprogramowania bez zezwolenia. W razie braku posłuchu miał blokować dostęp do Internetu. Operator szybko się przekonał, że udzielanie pouczających wykładów o prawie autorskiego po prostu mu się nie opłaca. Na odcinanie od Internetu nie pozwala polskie prawo, a zniesmaczeni klienci w ciągu kilku dni uśmiechnęli by się do konkurencji.

Do zalegalizowania takich procedur potrzebna jest zmiana prawa. W ciągu najbliższych dwóch lub trzech lat możemy się jednak nie spodziewać drastycznego zaostrzenia kar za nielegalną wymianę plików.

W ubiegłym roku w wielu przekazach medialnych twierdzono, że Ministerstwo Kultury przymierza się do dużej nowelizacji prawa autorskiego, która miałaby zmienić przepisy dotyczące nielegalnego rozpowszechniania utworów. Dziennikarzom wtórowali przedstawiciele organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, którzy namawiali ministerstwo, aby przy owej rzekomo dużej nowelizacji wprowadzili surowe sankcje takie jak kilkuset złotowe grzywny, możliwość odcinania od Internetu, jak i konfiskaty komputera (tak naprawdę - to ostatnie Policja może robić już dawno).

Tymczasem rząd nie chce podejmować działań, które mogłyby go narazić na nieprzychylność milionów polskich internautów i w przekazanej w lutym tego roku pod obrady Sejmu projekcie nowelizacji nie znalazło się ani słowo o Internecie.

Kiedy internauta łamie paragrafy

Ściganie internautów wymieniających się plikami to prywatna sprawa każdego państwa. Polskie prawo autorskie jest niezmienne w tym zakresie od wielu lat.

Zgodnie z jego zapisami każdy utwór zamieszczony na stronie internetowej lub pobierany za pomocą łączy internetowych przy wykorzystaniu programów P2P jest chroniony ustawą. Jego ściągnięcie i rozpowszechnianie wbrew woli autora naraża nas na konieczność wypłaty odszkodowania twórcy, a teoretycznie nawet na karę więzienia.

To sucha teoria. Na wstępie warto dowiedzieć się jednak , co należy rozumieć przez stwierdzenie, że z utworu może korzystać tylko osoba uprawniona. Osoba uprawniona to ktoś, kto ma prawa do utworu albo legalnie je nabył. Kiedy korzystamy z utworów w internecie zgodnie z prawem?

Tylko gdy ściągamy licencjonowane pliki. Najczęściej są to utwory dostępne odpłatnie, z których zyski czerpie nie tylko właściciel portalu, na którym są zamieszczone, ale także sam twórca lub osoba, która ma do nich prawa majątkowe (np. wydawca, producent).

Sporą część plików można ściągać jednak bez konieczności płacenia za nie, np. gdy znajdziemy oznaczenie freeware pod plikami z darmowym oprogramowaniem. Czasami licencja freeware zawiera dodatkowe ograniczenia, najczęściej polegające na tym, że część freeware jest całkowicie darmowa, a część darmowa jedynie do użytku domowego. Gdy przy utworach umieszczany jest podpis copyright musi to być dla nas ostrzeżenie, że danego pliku nie można pobierać, a tym bardziej rozpowszechniać bez zgody autora.

Podobnych informacji nie znajdziemy ściągając pliki za pośrednictwem P2P. Użytkownik komputera podłączonego do internetu otwiera innym dostęp do danych zgromadzonych na swoich dyskach, lecz nie zdarza się żeby załączał do niego informacje o tym, że ma go prawo legalnie rozpowszechniać. Dlatego na nic zda się nam zachowanie szczególnej ostrożności podczas używania programów P2P. Lepiej przyjmijmy domniemanie, że ściągany utwór jest rozpowszechniany przez innego internautę nielegalnie (zwłaszcza gdy, ścigamy hity z czołowych miejsc list muzycznych czy premiery kinowe).