statystyki

Sporu o Sąd Najwyższy nie da się potraktować jak zwykłej politycznej walki [OPINIA]

autor: Prof. dr hab. Maciej Gutowski, Prof. dr hab. Piotr Kardas12.07.2018, 07:40; Aktualizacja: 12.07.2018, 08:41
Sąd Najwyższy

Sąd Najwyższyźródło: PAP

Stwierdzenie, że w sporze o Sąd Najwyższy chodzi o władzę, ma w sobie pierwiastek prawdziwości, jest jednak nadmiernym uproszczeniem. Wejście w życie „prezydenckiej” ustawy o Sądzie Najwyższym (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.) obudziło debatę dotyczącą zasad funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, a także relacji między poszczególnymi rodzajami władzy publicznej.

Ożywiło uśpione przez pewien czas spory dotyczące pytania, czy w świetle zasad rządów prawa można zwykłą ustawą zmienić określone w konstytucji gwarancje niezawisłości i niezależności sędziów. Problem, czy sześcioletnia kadencja I prezes SN ma charakter bezwzględny, czy też powinna być rozumiana z uwzględnieniem ustawowych regulacji określających wiek przejścia w stan spoczynku sędziów SN, rozstrzygany jest przez prawników na różnorakie sposoby. Można mieć wrażenie, że kontrowersje wokół SN oraz innych organów istotnych z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości to prawnicze łamigłówki, których rozstrzygnięcie ma znaczenie dla określonej grupy osób, nie wpływa zaś na pozycję obywatela.

Tak nie jest, choć argumentacja z arsenału rozumowań prawniczych hermetyzuje debatę, a czas jej trwania wywołuje efekt znużenia. Odmieniane przez wszystkie przypadki określenie „rządy prawa” samo w sobie niejednoznaczne, używane jest przez wszystkich uczestników debaty toczonej wokół SN, którzy odwołując się do różnorakich przesłanek, twierdzą, że prezentowane przez nich – skrajnie przecież przeciwstawne – twierdzenia stanowią realizację zasady rządów prawa. Tymczasem sprawa dalece wykracza poza spory prawnicze, ma charakter nadzwyczajny, dotyczy kwestii dla każdego fundamentalnych, zaś jej rozstrzygnięcie określać będzie zasady funkcjonowania państwa w relacjach wobec każdego obywatela na lata. Nie da się sporu o SN, zachowując odrobinę rozsądku, potraktować jak zwykłej politycznej walki o władzę czy konfliktu elit prawniczych.

Próbując dotrzeć do odpowiedzi na pytanie, kto ma w tym sporze rację, być może warto odwołać się do kilku podstawowych kwestii.

Po pierwsze, tylko w świecie idealnym stanowione prawo jest zawsze słuszne, wszyscy je jednakowo rozumieją i przestrzegają. W świecie realnym prawo bywa niesłuszne, wymaga interpretacji, a jego przestrzeganie wymuszone jest państwowym przymusem. Absolutny władca skupiał w jednym ręku stanowienie prawa, jego interpretację, stosowanie oraz wykonywanie. W konsekwencji nie będąc nim związany, miał naturalną skłonność do jego instrumentalnego wykorzystywania. Co ciekawe, Napoleonowi, wielkiemu kodyfikatorowi, przypisuje się powiedzenie „Prawo to ja”, będące parafrazą słynnego powiedzenia Ludwika XIV. Oznaczałoby to, że Napoleon dostrzegając potrzebę związania władzy zasadami prawa, sam nie chciał być nimi związany. Ot, naturalna skłonność władcy do nadużywania władzy. Właśnie z uwagi na tę skłonność dostrzeżono potrzebę związania władcy prawem, co dało podwaliny pod koncepcję rządów prawa opartą na założeniu, iż relacje między jednostkami a państwem oraz relacje między jednostkami regulowane są przez prawo. Jest ono podstawowym instrumentem społecznego sterowania, któremu podporządkowani są wszyscy, w tym także rządzący. Syntetycznie, ale w sposób oddający istotę tej zasady, określali ją ojcowie założyciele w USA, wskazując „The law is king” w miejsce średniowiecznego „The king is law”. W tym twierdzeniu zawarte jest zarówno to, że każdy, a więc także przedstawiciele najwyższych władz publicznych podporządkowani są prawu, jak i to, że to prawo, jako system reguł, nie zaś jakakolwiek jednostka lub grupa osób, rozstrzyga o zasadach funkcjonowania państwa, społeczeństwa i jednostek.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • prawnik(2018-07-12 09:49) Zgłoś naruszenie 21

    Władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie. Lekiem na to, by grzeszni - bo będący ludźmi - politycy nie byli zdeprawowani absolutnie jest właśnie prawo. Uniemożliwiające władzę absolutną. Dlatego powinniśmy dbać, by prawo nie dawało nikomu władzy nadmiernej.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane