Po interwencji DGP turyści i narciarze nie muszą już podawać adresu zamieszkania, gdy chcą zwrócić bilety na Kasprowy Wierch.
Z problemem żądania zbyt szczegółowych danych osobowych przy reklamacji zgłosili się do DGP czytelnicy. Kupili oni skipassy na Kasprowy Wierch. Ostatniego dnia ich pobytu wyciąg nie działał z powodu zbyt silnego wiatru. W takich sytuacjach Polskie Koleje Linowe zwracają pieniądze. Gdy jednak czytelnicy poprosili o to pracownika kasy, ten zażądał podania adresu zamieszkania. Odmówili, uznając to za zbyt dużą ingerencję w prywatność.
Po opublikowaniu artykułu otrzymaliśmy informację od PKL, że spółka zmieniła podejście i oddaje pieniądze za niewykorzystane z powodu złej pogody bilety bez konieczności podania adresu. Decyzję taką podjęła po ponownej analizie prawnej.
Dlaczego wcześniej uważała, że podanie adresu jest niezbędne? Z obawy przed zastrzeżeniami kontroli skarbowej. Zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów w sprawie kas rejestrujących (Dz.U. z 2013 r., poz. 363 ze zm.), protokół zwrotu powinien być podpisany przez sprzedawcę i nabywcę.
Reklama
– Z naszej praktyki wynika jednak, że sam podpis na protokole byłby niewystarczający – klienci podpisują się nieczytelnie lub parafką. Powoduje to, iż spółka, jako podatnik VAT, mogłaby się narazić na zarzut braku należytej staranności przy dokonywaniu zwrotu za niewykonaną usługę, a tym samym nieuzasadnione obniżenie wykazanego obrotu w zakresie podatku VAT – tłumaczyła nam Luiza Rosłon z Biura Prasowego PKL.
Zapytany przez nas ekspert uznał jednak, że wskazane przez spółkę przepisy nie dają podstaw, by żądać tak szczegółowych danych. Zwłaszcza od 25 maja, kiedy to zaczęło być stosowane regulacje RODO, które wprowadziło zasadę minimalizacji danych. Zgodnie z nią nie można przetwarzać więcej informacji, niż jest to niezbędne.
– Skoro zwrot następuje z powodu tego, że usługa nie została wykonana, bo kolejka nie kursowała, to firma nie ma podstaw, aby żądać informacji, których przy sprzedaży biletu nie żądała – czyli danych adresowych niedoszłego pasażera – uważa Maciej Gawroński, partner zarządzający w kancelarii Gawroński & Partners s.k.a.