Hotelarze liczą straty. Samorządy widzą poważny problem. Stali mieszkańcy centrów obleganych przez turystów miast narzekają na hałas i zagrożenie bezpieczeństwa. A resort sportu i turystyki zapowiada zmianę regulacji o usługach turystycznych. Ale dopiero za dwa sezony.

Co powoduje takie emocje? Krótkotrwały wynajem mieszkań, co do zasady własnych, który gdy się pojawił w ramach gospodarki współdzielenia (ang. sharig economy), miał służyć możliwości poznawania nowych miejsc za niewielkie pieniądze. A stał się wielkim rynkiem wynajmu turystycznych apartamentów. Często na dziko. Bez żadnych rejestracji i płacenia podatków.

Niedawno Ministerstwo Sportu i Turystyki zaalarmowali hotelarze. Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego zgłosiła do resortu uwagi do opracowywanej ustawy o usługach hotelarskich dotyczące m.in. wynajmu lokali mieszkalnych. Członkowie izby domagają się przede wszystkim rejestrów wynajmowanych mieszkań i ograniczeń czasowych, a także uregulowania kwestii finansowych. „Krótkotrwały wynajem lokali jest de facto świadczeniem usług noclegowych” – wyjaśniają w przesłanym do TGP stanowisku. Dlatego, ich zdaniem, zarówno osoby fizyczne, jak i przedsiębiorcy go prowadzący powinni stosować się do analogicznych przepisów jak te, które obowiązują hotelarzy. Teraz wielu z nich tego nie robi, bo przepisy są niedostosowane do szybko zmieniających się warunków na rynku, a brak sankcji utwierdza nieuczciwych graczy w poczuciu bezkarności (stanowisko Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego).