Postawmy sprawę jasno – doroczne Zgromadzenie Izby Adwokackiej w Warszawie wyraźnie powiedziało stanowcze „dość” takiej formie samorządności, jaką oferują nam obecni działacze.

Głos Zgromadzenia, choć niezwerbalizowany wprost, jest dobrze słyszalny. To głos kilku tysięcy nieobecnych adwokatów, którzy nie wzięli udziału w Zgromadzeniu. W końcowej jego części, na te kilka tysięcy osób uprawnionych do głosowania, uchwały podejmowało ledwie niewiele ponad 100. Jakby zliczyć wszystkich adwokatów pełniących funkcję w samorządzie (członków ORA, sędziów SD, rzeczników dyscyplinarnych, członków wszelakich i licznych komisji) to okaże się, że nawet oni wszyscy, choć nierzadko otrzymują należne im wynagrodzenie ze środków samorządowych, przynajmniej nie dotrwali do końca Zgromadzenia.

To nie żaden feler demokracji, to nie wina adwokatów, że nie chcą brać udziału w Zgromadzeniu. To katastrofa i klęska obecnego samorządu, której wyrazem jest absencja właściwie całej społeczności stołecznej Palestry na Zgromadzeniu. Dlaczego tak się dzieje?

Pewnie przyczyn jest wiele a ich dokładne opisanie wymaga dłuższej dyskusji. Ale co bezsporne, obecny samorząd, na poziomie lokalnym i krajowym, całkowicie oderwał się od codziennego życia adwokatów. Nie odpowiada na żadne ich potrzeby i oczekiwania. Warunki wykonywania zawodu coraz się pogarszają. To nie zaprząta jednak specjalnie głowy działaczom.

Reklama

Tymczasem Dziekan podczas swojego wystąpienia stwierdził, że warto inwestować setki tysięcy złotych ze środków samorządowych w różne projekty sportowe i wydarzenia towarzyskie, bo one jednoczoną adwokatów.

Pytam, komu to służy? Skoro, rzekomo, dobrze wydajemy te pieniądze, to gdzie podziali się ci wszyscy, którzy utożsamiają się z takim samorządem, jaki oferuje obecna ekipa. Odpowiedzieli, Panie Dziekanie, ich absencją. To prawdziwe wotum nieufności wobec obecnego samorządu.

Reklama

A codzienność samorządowa skrzeczy. Niedawno w gazetach, a potem na Zgromadzeniu, z pompą obwieszczono, że wreszcie, po dwóch latach ciężkiej i wytężonej pracy, ORA w Warszawie uchwaliła regulamin powoływania i odwoływania wykładowców szkolenia aplikantów adwokackich.

Dwa lata radzono i uchwalano regulamin, ale w zakresie prawdziwiej reformy aplikacji nie zrobiono od 2016 roku nic istotnego. Zgoda, wprowadzono e-dziennik, tylko, proszę darować, trudno mi uwierzyć, że od jego wprowadzenia (zwykłego narzędzia informatycznego), poprawi się jakość samego szkolenia. To, że aplikanci od lat korzystają ze wsparcia prywatnych szkół prawa, też nie daje, jak widać, powodów do wytężonej refleksji działaczom samorządowym. Za to zaproponowano kolejną uchwałę, sprzeciwiającą się aplikacji uniwersyteckiej. O tak! W przyjmowaniu pełnych niepokoju, troski i sprzeciwu uchwał obecna władza samorządowa nie ma sobie równych. A na koniec aplikanci wybiorą aplikację uniwersytecką, bo uznają ją, niestety, za lepszą. I jak tak dalej pójdzie, żadna uchwała tego nie zatrzyma.

Mnożą się za to stanowiska. W Warszawie już nie wystarczy sekretarz i zastępca sekretarza (jakby konieczne było stanowisko tego drugiego).

Otóż tu ORA zadziałała szybko i na początku swojej kadencji powołała dodatkowo sekretarza ds. prawniczych – oczywiście z odrębną dietą. Już trzy osoby robią to, co powinna robić jedna.

Ten ogólny stan zadowolenia działaczy samorządowych z samych siebie najlepiej oddają wręczone w czasie Zgromadzenia odznaczenia „Adwokatura Zasłużonym”. Członkowie ORA w Warszawie uważają, że oni właśnie bardzo dobrze zasłużyli się Adwokaturze. Dlatego w tym roku ORA w Warszawie wystąpiła o nadanie tego odznaczenia aż czterem ze swoich aktualnych członków, w tym trojgu z Prezydium ORA, trochę według zasady „działacze – działaczom”. Sądzę, że byłoby jednak lepiej, gdyby nasze dokonania były oceniane po pewnym czasie przez innych. Sprawa smaku.

Skoro jest źle, to może można liczyć na NRA? Nic z tego. W 100-lecie Adwokatury próżno szukać jakiegokolwiek wydarzenia, które przewidywałoby dyskusję nad przyszłością samorządu, najlepiej na nadzwyczajnym KZA.

Będą bale i gale, ale dyskusji pod patronatem NRA o przyszłości Adwokatury nie będzie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że tak dalej być nie może. Nie brakuje tych, którym na sercu leży przyszłość samorządu, choć na pewno innego, odformalizowanego, mniej zbiurokratyzowanego, tańszego, nastawionego na potrzeby adwokatów a nie działaczy. Tę nową koncepcję trzeba jednak opracować – nikt za nas tego nie zrobi. Wszystkich, którzy chcą wnieść swój wkład w pracę nad koncepcją nowej Adwokatury, zapraszam do współpracy.

adwokat dr Łukasz Chojniak