Nie można się uchylić od konsekwencji z tytułu naruszenia dóbr osobistych poprzez brak moderacji wpisów internautów na portalu. Orzekł tak w piątek Sąd Najwyższy w sprawie z powództwa byłego ministra Radosława Sikorskiego przeciwko koncernowi RASP.
Na stronie fakt.pl umieszczony został artykuł o Sikorskim. Pod nim pojawiło się wiele komentarzy. Niektóre z nich były wulgarne i atakowały na antysemickim tle byłego ministra oraz jego żonę Anne Applebaum.
Sikorski, któremu „było wstyd przed żoną po zapoznaniu się z komentarzami”, pozwał wydawcę. Ten zaś, gdy tylko otrzymał powództwo, usunął wulgarne wpisy. Wydał też oświadczenie, w którym wyraził ubolewanie oraz potępił umieszczanie w internecie „ohydnych” komentarzy.
Reklama
To jednak Sikorskiemu nie wystarczyło. Pozwał koncern, żądając przeprosin.
Zarówno sąd okręgowy, jak i apelacyjny stwierdziły, że prawo jest po stronie RASP, wydawcy fakt.pl. Przede wszystkim chodzi o art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz.U. z 2017 r., poz. 1219). Zgodnie z nim nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto nie wie o bezprawnym ich charakterze, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych niezwłocznie uniemożliwi dostęp do kwestionowanej treści.

Reklama
Sąd Najwyższy uznał jednak, że sądy powszechne się myliły. Art. 14 ust. 1 ustawy nie może być bowiem rozumiany w ten sposób, że wydawca niewiedzący o komentarzach znajdujących się na zarządzanym przez niego serwerze nie ponosi za nie odpowiedzialności. Wówczas – jak sugerował przed SN pełnomocnik powoda adwokat Roman Giertych – premiowana byłaby całkowita obojętność na hejt w internecie.
– Art. 14 ust. 1 mówi o braku wiedzy co do bezprawności komentarza, a nie co do braku wiedzy na temat samego komentarza – wyjaśnił w ustnym uzasadnieniu sędzia Krzysztof Strzelczyk. Mówiąc prościej: wydawca portalu internetowego może nie wiedzieć, czy wpis o treści „Osoba A ukradła osobie B 1000 zł” jest bezprawny, bo nie jest w stanie ocenić, czy taka sytuacja miała miejsce. Gdy jednak komentarz jest stekiem wyzwisk pod adresem opisywanej przez dziennikarzy osoby chwila zapoznania się z wpisem przez pracownika wydawcy jest równoznaczna z momentem dowiedzenia się o bezprawności.
A dlaczego przedsiębiorcy nie mogą się bronić tym, że nie dostrzegli obraźliwych komentarzy?
Zdaniem SN – wydawanie portalu internetowego to biznes. A prowadzenie działalności gospodarczej wiąże się z określonymi ryzykami. Zalicza się do nich między innymi ryzyko poniesienia odpowiedzialności za działalność osób trzecich na serwerze wydawcy.
Sprawa wróci teraz do sądu apelacyjnego. Uzasadnienie SN wydaje się silnie sugerować, jak postępowanie powinno się zakończyć. Adwokat Anna Cichońska, pełnomocniczka RASP, uważa jednak, że RASP nie może uczynić więcej, niż już zrobił. Radosław Sikorski w powództwie zażądał usunięcia obraźliwych komentarzy, 20 tys. zł zadośćuczynienia oraz przeprosin. Wpisy skasowano niezwłocznie po otrzymaniu powództwa. Z domagania się rekompensaty finansowej były minister zrezygnował na etapie apelacji. Jak wyjaśniał w piątek mec. Roman Giertych – by dać dowód, że w sprawie chodzi o zasadę i brak zgody na dopuszczanie hejtu w internecie, a nie korzyści finansowe. Pozostała więc kwestia przeprosin.
Mecenas Cichońska twierdzi, że wydawca już się wywiązał ze swego obowiązku. Wydał bowiem jednoznaczne oświadczenie, w którym potępił antysemickie wpisy. A art. 24 par. 1 kodeksu cywilnego stanowi, że w razie dokonania naruszenia dóbr osobistych może być konieczne złożenie oświadczenia o odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie.
– Oświadczenie wydane przez wydawcę odbiło się szerokim echem w mediach. Cel więc został osiągnięty – uważa Anna Cichońska.
Roman Giertych twierdzi jednak, że jego klientowi chodzi nie o stwierdzenie, że RASP wyraża ubolewanie z tytułu hejtu w internecie. Chodzi o to, by wydawca przeprosił za to, że to wskutek jego działań i zaniechań w sieci dochodzi do wulgarnych zachowań.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Najwyższego z 24 listopada 2017 r., sygn. akt I CSK 73/17.