Na piątkowym posiedzeniu Sejm dał zielone światło dla nowelizacji przepisów, która miałaby uregulować zasady wyboru sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa. Zgodnie z nią 15 sędziów ma być wybieranych w bezpośrednich i tajnych wyborach organizowanych przez Państwową Komisję Wyborczą, a kandydatami będą mogli być sędziowie, którzy mają co najmniej dziesięcioletni staż w zawodzie, w tym co najmniej pięcioletni w sądzie, w którym obecnie orzekają. Problematyczną kwestię KRS rządząca koalicja podejmuje już po raz drugi, jednak sygnały płynące z Pałacu Prezydenckiego wskazują na to, że i ta będzie skazana na porażkę.
Tymczasem kadencja obecnej rady kończy się w maju tego roku – jeśli nowi sędziowscy członkowie nie zostaną wybrani, będą w niej zasiadać dotychczasowi. W części środowiska rozgorzała więc dyskusja, jak pogodzić ciążącą na Polsce konieczność zastosowania się do wyroków europejskich trybunałów z obowiązującym przepisem, zgodnie z którym 15 członków KRS – spośród sędziów SN, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych – wybiera Sejm. Tak powstał pomysł sędziowskich prawyborów do KRS, których akceptacja przez Sejm byłaby czystą formalnością.
O tej koncepcji w październikowym wywiadzie z DGP mówił już szef Ministerstwa Sprawiedliwości Waldemar Żurek.
– Wybory dokonane przez sędziów zostaną zatwierdzone przez Sejm (…). To sędziowie dokonają wyboru, a posłowie go zatwierdzą – wskazał, nie przesądzając jednak wprost, czy nie byłoby to obarczone wadą prawną. Pytany, która ustawa dopuszcza taki model, szef resortu sprawiedliwości odparł też wprost, że żadna, ale „nie widzi problemu w tym, żeby wprowadzić go w trybie nieuregulowanym na szczeblu ustawowym”.
Nieoficjalnie wiadomo, że ważną rolę w opracowaniu zasad prawyborów ma odegrać sędziowskie stowarzyszenie Iustitia. Pomysł ma być omawiany na nadzwyczajnym zebraniu delegatów 7 lutego. Oficjalne komunikaty są jednak oszczędne. Przewodniczący stowarzyszenia Bartłomiej Przymusiński w rozmowie z DGP przyznał, że model, w którym sędziowie dokonują wyboru, a parlament tylko go zatwierdzi, jest „czymś, o czym można dyskutować”. Dopytywany, czy wiadomo, kto konkretnie miałby takie prawybory przeprowadzić, sędzia Przymusiński odparł, że nie chce mówić o szczegółach. – Ale jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić – zapewnił.
Prawybory, ale na jakiej podstawie?
W rozmowie z DGP zasiadający w KRS senator Krzysztof Kwiatkowski podkreślił, że pożądanym scenariuszem wciąż pozostaje podpis prezydenta pod ustawą. „Zapasowy” pomysł prawyborów organizowanych w przypadku prezydenckiego weta pozwoliłby jednak jego zdaniem „zrealizować istotę wyroków sądów europejskich i krajowych”.
– W instytucjach europejskich czy w Komisji Weneckiej wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jaka jest sytuacja w Polsce. Jeżeli po raz drugi uchwalimy ustawę o KRS, pokażemy, że ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, żeby rozwiązać ten problem na drodze ustawowej. Jeżeli nie uda się tego zrobić drogą ustawową, to jest odpowiedzialnością obecnie rządzących, żeby ten problem rozwiązać i pokazać, że w KRS ponownie zasiadają prawdziwi przedstawiciele sędziów – ocenił.
Pomysłowi kategorycznie sprzeciwia się za to sędzia Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków Piotr Mgłosiek, który w rozmowie z DGP wyraża wątpliwość, czy do prawyborów z entuzjazmem podejdzie większość sędziów.
– Postrzegam to wręcz jako podzielenie się odpowiedzialnością za to, że obecnie rządzącym nie udało się wygrać wyborów prezydenckich i szanse na wprowadzenie tego rozwiązania ustawą są zerowe – ocenia. Wrocławski sędzia wskazuje przy tym, że dla takiego przedsięwzięcia nie ma i nie będzie podstawy prawnej.
– Nawet jeśli minister sprawiedliwości wyda jakieś rozporządzenie, to nie ma do tego podstawy ustawowej. Jeśli Sejm wyda uchwałę, to nie jest ona źródłem powszechnie obowiązującego prawa. Jeśli pojawi się pomysł uchwalenia osobnej ustawy, to zawetuje ją prezydent – wymienia. Jego zdaniem dość prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym resort zleci przeprowadzenie prawyborów prezesom sądów.
– Ale i wówczas rodzą się pytania. Po pierwsze, znowu: na jakiej podstawie? Po drugie: czy każdy prezes sądu na to przystanie? Bo jeśli wyłamie się choć jeden, to wybory nie będą już powszechne. Wątpliwe są również różne inne techniczne aspekty tego projektu. Kto ma czuwać nad całością? Kto ma liczyć głosy? A jeśli ktoś będzie chciał złożyć protest wyborczy? Musi być przecież organ, który go rozpozna – pyta sędzia Mgłosiek.
Sędziowie sobie, Sejm sobie
O tym, że dla potencjalnych prawyborów do KRS nie ma żadnej procedury ustawowej i „trudno wyobrazić sobie sytuację, w której takowa by powstała”, w rozmowie z DGP mówi też sędzia Sądu Rejonowego w Przemyślu, prezes Stowarzyszenia Absolwentów i Aplikantów KSSiP VOTUM Marek Antas. Samego pomysłu prawyborów nie uważa przy tym za „niewłaściwy”, wskazuje jednak, że należałoby zadać sobie pytanie, czy te faktycznie doprowadziłyby do wyłonienia kandydatów w sposób równy, jasny i transparentny.
– Inna sprawa, że jeśli obsadzenie KRS nowymi sędziami odblokowałoby wreszcie wstrzymywaną od dwóch lat procedurę sędziowskich nominacji przed radą, to ja osobiście będę zadowolony. Obsadzenie stanowisk w sądach jest priorytetem, bo wakaty są po prostu ogromne – ocenia.
Jednocześnie, zdaniem sędziego Antasa, prawybory w żaden sposób nie wyeliminują wady prawnej, którą obarczony jest obecny skład KRS, bowiem nie zmieni się ustawa, na podstawie której rada funkcjonuje. Mogą za to przebiec w sposób, którego rządzący nie przewidzieli.
– Mam poważne wątpliwości, czy kandydatury, które ostatecznie trafią do marszałka Sejmu, bo tak właśnie jest zapisane w obecnej ustawie, będą odzwierciedlały wyniki prawyborów, jakiekolwiek by one były. Żeby skutecznie zgłosić kandydata, musi to zrobić 2 tys. obywateli albo 25 sędziów – to jest warunek formalny. Później tymi kandydaturami zajmują się kluby poselskie – każdy klub może wskazać maksymalnie dziewięć osób, a ostateczna lista 15 kandydatów sporządzana przez sejmową komisję musi uwzględniać co najmniej jednego kandydata wskazanego przez każdy klub – tłumaczy Antas. Jego zdaniem wystarczy więc, że jeden klub poselski wytypuje kandydata, którego nie wyłoniono w prawyborach, i już runie cały konsensus między środowiskiem sędziowskim a politycznym.
Zmiany na ostatniej prostej
Potencjalną trzecią drogą w przypadku KRS miał być zapowiadany na styczeń prezydencki projekt zmian, choć trudno wyobrazić sobie, dlaczego koalicja miałaby na niego przystać, zwłaszcza że zgodnie z zapowiedziami miał utrzymać model, w którym sędziowską część KRS nadal wybiera Sejm. Na razie w planach są więc przede wszystkim senackie prace nad ministerialną nowelą, aby można było jak najszybciej przedstawić ją do podpisu prezydentowi.
Choć w przeciwieństwie do pierwszej nowelizacji ustawy o KRS w drugiej porzucono najdalej idące przepisy, zgodnie z którymi obecni sędziowscy członkowie Rady mieliby stracić mandaty, nowa wersja również budziła dyskusje. Wśród zgłaszanych wątpliwości znalazł się np. sztywny podział miejsc między sędziów określonych sądów czy próg 100 podpisów koniecznych do tego, by zgłosić danego kandydata do KRS.
Ostatecznie na ostatniej prostej sejmowych prac próg wymaganych podpisów obniżono do 50. Nieoczekiwanie zmieniono również pierwotne przepisy, zgodnie z którymi do KRS nie mogli kandydować jej obecni członkowie. Jak usłyszała DGP, zmiana ma na celu uniknięcie oskarżeń o niekonstytucyjność przepisów. ©℗
Podstawa prawna
Etap legislacyjny
Ustawa uchwalona przez Sejm