Procesy wytaczane przez ofiary nazizmu mediom używającym sformułowania "polskie obozy koncentracyjne" doprowadziły do uznania w polskiej doktrynie prawnej, że godność i tożsamość narodowa to dobra osobiste - podkreślają prawnicy, który prowadzą takie sprawy.
Reklama

We wtorek w Parlamencie Europejskim w Brukseli odbyła się konferencja z udziałem trzech polskich prawników: Lecha Obary, Andrzeja Dramińskiego i Piotra Dubera, którzy pro bono prowadzą procesy w obronie praw ofiar i rodzin ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Argumentują oni, że posługiwanie się przez zachodnie media sformułowaniem "polski obóz koncentracyjny" czy "polski obóz zagłady" jest naruszeniem dóbr osobistych ofiar. Organizatorem konferencji był europoseł Kazimierz Michał Ujazdowski.

"Jestem głęboko przekonany, że prawda o niemieckich zbrodniach popełnionych w niemieckich obozach koncentracyjnych i zagłady jest kluczową częścią pamięci narodów Europy, czymś, o czym wspólnota międzynarodowa nie może zapomnieć" - powiedział Ujazdowski, otwierając spotkanie.

"Ta prawda jest szczególnym dobrem tych narodów, które doświadczyły zbrodni na ogromną skalę, narodu żydowskiego, polskiego, Rosjan, Ukraińców, Romów, wszystkich tych, którzy zostali poddani barbarzyńskiej, niszczycielskiej machinie nazistowskich Niemiec. Dlatego ma to sens uniwersalny" - podkreślił, wskazując, że na te tematy należy rozmawiać także na poziomie europejskim i wspierać inicjatywy służące utrwaleniu pamięci.

Reklama

Mecenas Lech Obara zauważył, że protesty dyplomatyczne w przypadkach posługiwania się przez media zagraniczne sformułowaniem "polskie obozy" nie były wystarczająco skuteczne, bo po sprostowaniach i przeprosinach takie określenia pojawiały się po raz kolejny. "A świat ogarniało przekonanie, że jeśli były obozy zagłady i koncentracyjne, to były to polskie obozy" - powiedział Obara. Dlatego w 2009 roku stowarzyszenie prawników i byłych więźniów Patria Nostra postanowiło występować na drogę sądową, argumentując, że tego rodzaju stwierdzenia naruszają godność osobistą ofiar, a także dobra osobiste, nieznane dotąd w doktrynie: godność narodową i tożsamość narodową.

"W sądach wywoływało to zdziwienie, bo przecież w katalogu nie znajdowały się takie dobra osobiste" - powiedział Obara. Jak dodał, w ciągu ośmiu lat udało się "wywalczyć wszystko, co było możliwe", w tym to, że sprawy toczyły się przed sądami polskimi. "Wywalczyliśmy też to, że istnieją dobra osobiste jak godność i tożsamość narodowa, są wpisane w orzecznictwo i komentarze, oraz że możemy domagać się ochrony prawnej i żądać złożenia określonej treści oświadczenia" - mówił Obara. "Osiągnęliśmy określony stan prawny w Polsce" - dodał.

Dotyczyło to trzech spraw dotyczących użycia fałszywego określenia przez niemieckie media, w tym sprawy byłego więźnia obozu Auschwitz Karola Tendery, który pozwał niemiecką telewizję ZDF za użycie sformułowania "polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz". W grudniu 2016 roku Sąd Apelacyjny uznał za zasadne jego roszczenia i nakazał telewizji przeproszenie powoda na portalu internetowym. Do tej sprawy przystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich.

Zdaniem mecenasa Andrzeja Dramińskiego sprawa Karola Tendery i inne pokazały, że można mówić o naruszeniu dóbr osobistych poprzez publikacje używające określenia "polskie obozy" również w przypadkach, gdy dana osoba nawet nie jest wymieniona w publikacji. Dotyczy to nie tylko bezpośrednio ofiar, ale także ich rodzin; w jednej ze spraw występował wnuk ofiar, Zbigniew Osewski. "Z tego wypływa wniosek, że każda osoba, która poczuje, że poprzez takie haniebne określenia dochodzi do naruszenia dóbr osobistych, jak tożsamość narodowa, godność narodowa, może wystąpić do sądu. To olbrzymie rozszerzenie wiedzy prawniczej i postęp, jeśli chodzi o doktrynę prawniczą" - powiedział Dramiński.

Sprawa Karola Tendery ma dalszy ciąg w Niemczech, bo adwokaci uznali, że ZDF nie w pełni wykonała orzeczenie polskiego sądu. Prowadzi ją mecenas Piotr Duber, który wystąpił o nadanie orzeczeniu polskiego sądu klauzuli wykonalności w Niemczech. "Na razie niemieckie sądy stanęły na wysokości zadania, bo sąd pierwszej instancji nadał wyrokowi klauzulę wykonalności. Teraz jesteśmy na etapie odwoławczym" - poinformował. Według Dubera adwokaci ZDF powołują się w swej argumentacji na artykuł 34 unijnego rozporządzenia, który mówi m.in., że orzeczenia sądu w innym państwie nie uznaje się, jeżeli byłoby to "oczywiście sprzeczne z porządkiem publicznym państwa członkowskiego, w którym wystąpiono o uznanie".