Zaletą pracy prawnika wewnętrznego jest możliwość poznania mechanizmów funkcjonujących w firmie, otoczenia rynkowego. W kancelarii o takie doświadczenia bardzo trudno – mówi Marcin Czapiewski , nagrodzony właśnie tytułem Lidera Prawników Przedsiębiorstw 2016.
Reklama
Z badania „Prawnicy przedsiębiorstw – dziś i jutro” przeprowadzonego w 2016 r. przez Polskie Stowarzyszenie Prawników Przedsiębiorstw wynika, że większość dyrektorów działów prawnych to radcowie prawni, niewielką grupę stanowią adwokaci, a jeszcze mniejszą prawnicy bez tytułów zawodowych. Pan zalicza się do trzeciej grupy. Czy w codziennej pracy nie doskwiera panu brak uprawnień? Do sądu już pan nie pójdzie.
Jeszcze w trakcie studiów pracowałem w kancelarii adwokackiej i wówczas zdążyłem poznać specyfikę sali sądowej. Jeżeli mam być szczery, to mnie nie urzekła. Wtedy też uznałem, że w ogóle praca prawnika kancelaryjnego nie do końca mi pasuje. Dlatego po otrzymaniu dyplomu podjąłem pracę w dużej, międzynarodowej firmie konsultingowej, gdzie byłem odpowiedzialny za kwestie podatkowe. To było pierwsze doświadczenie związane z wielkim biznesem, które zdeterminowało całą moją późniejszą karierę. Na kolejnym etapie związałem się natomiast z firmą z branży leasingowej, gdzie miałem okazję zobaczyć, jak w praktyce wygląda praca dla jednego przedsiębiorcy. Doszedłem wówczas do przekonania, że chcę się realizować zawodowo jako in-house lawyer. W kolejnych latach pracowałem już tylko dla biznesu – głównie jako szef departamentów prawnych. To jest to, co lubię i w czym się realizuję.
Podobno rola dyrektorów działów prawnych wzrasta. Może pan to potwierdzić?
W moim przypadku faktycznie tak jest. W głównej mierze ma to związek z kalibrem prowadzonych spraw. Ich znaczenie dla firmy jest na tyle duże, że wymaga nieustannego zaangażowania prawnika.
A komu pan bezpośrednio podlega?
Prezesowi zarządu.
Zawsze tak było?
Generalnie tak. Tylko przez krótki okres podlegałem wiceprezesowi.
To też chyba świadczy o tym, że jako dyrektor działu prawnego ma pan w firmie silną pozycję.
Myślę, że tak.
Jest pan bardziej prawnikiem czy menedżerem zarządzającym obsługą prawną? A może jednym i drugim?
Zdecydowanie łączę te dwie role. Kiedy jakiś czas temu analizowałem rozkład moich zadań na przestrzeni miesiąca, to wyszło mi, iż stricte prawnicza praca zajmuje mi ok. 40 proc. czasu. Pozostałe 60 proc. pochłaniają zadania związane z zarządzaniem zespołem, raportowaniem, kontrolami, kontaktami z akcjonariuszami i zewnętrznymi kancelariami.
Chciałabym, żeby pan dokończył zdanie. Bycie prawnikiem w przedsiębiorstwie to...
Duża odpowiedzialność.
Większa niż w kancelarii?
Uważam, że tak. Przede wszystkim dlatego, że w pismach, które przedstawiamy zarządowi, nie zawieramy klauzul wyłączających odpowiedzialność. Poszczególne piony firmy, dla których pracujemy, oczekują od nas jasnych rekomendacji. Często jesteśmy zaangażowani w proces decyzyjny, podczas gdy prawnik w kancelarii ten aspekt może przerzucić na klienta, przedstawiając mu jedynie warianty konkretnych rozwiązań.
Jeżeli miałby pan dokonać gradacji spraw, które trafiają do działu prawnego, którym pan obecnie kieruje, to jak wyglądałaby pierwsza trójka?
Z uwagi na fakt, iż nasza firma tworzy wiele innowacyjnych rozwiązań, także dla klientów indywidualnych, na pierwszym miejscu wymieniłbym projekty sprzedażowe. Następne w kolejności są kwestie korporacyjne. Jesteśmy członkiem dużej międzynarodowej grupy ubezpieczeniowej japońsko-niemieckiej, dlatego odpowiednie relacje z akcjonariuszami i przepływ informacji mają dla nas kluczowe znaczenie. Na trzecim miejscu wymieniłbym z kolei kontakty z regulatorami rynku – UOKiK i KNF. To są podmioty, które mają sporą władzę i duże możliwości bezpośredniego kontaktu z nami.
A sprawy sądowe?
Na pewno stanowią nieodłączną część biznesu ubezpieczeniowego. Zdarzają się np. przełomowe procesy, którym poświęcamy bardzo dużo uwagi, albo postępowania grupowe, które też wymagają sporego zaangażowania.
Zajmują się nimi wyłącznie prawnicy zatrudnieni w firmie, czy przekazywane są kancelariom zewnętrznym?
Różnie. Część procesów obsługujemy swoimi siłami, niektóre zlecamy jednak podmiotom zewnętrznym.
I to pana zdaniem optymalny model?
Myślę, że tak. Prowadząc sprawy we własnym zakresie, mamy lepszy wgląd w to, co się w nich dzieje. Z drugiej strony, korzystając z zewnętrznych kancelarii, zyskujemy świeże spojrzenie na niektóre kwestie. Przedstawiane nam są również nowe rozwiązania czy pomysły na obronę pewnych stanowisk, na które sami nie wpadliśmy. To jest wartość dodana. Kolejny plus to większa elastyczność w zarządzaniu zespołem ludzi. Trudno przecież przewidzieć liczbę spraw sądowych, które będziemy musieli prowadzić. Obciążenie pracą poszczególnych prawników mogłoby być więc nierównomierne.
Z badania, o którym wspomniałam na początku, wynika również, że prawnicy przedsiębiorstw funkcjonują w relatywnie mało zaawansowanym technologicznie środowisku. Też pan to zauważył?
Nie w swojej praktyce. Firma, w której obecnie pracuję, jest akurat bardzo zinformatyzowana. Nie twierdzę jednak, że jest tak wszędzie.
Skoro nowe technologie są panu bliskie, to czy zaufałby pan opinii prawnej wygenerowanej przez system informatyczny?
Aż tak daleko bym się nie posunął. Uważam, że pracy prawnika nie można sprowadzić do prostych algorytmów i czynnik ludzki ma w niej ogromne znaczenie. Technologia jeszcze długo nie zastąpi człowieka. Dopuściłbym natomiast wykorzystanie narzędzi informatycznych przy tworzeniu umów na bazie szablonów.
Czym różni się praca w kancelarii od pracy w dziale prawnym firmy?
Kluczowa różnica polega na rozumieniu biznesu. In-house lawyer powinien się dobrze orientować w branży, w której działa klient. Z mojego punktu widzenia ogromną zaletą w pracy prawnika wewnętrznego jest właśnie możliwość poznania mechanizmów funkcjonujących w firmie, otoczenia rynkowego czy specyfiki biznesu. Pracując w kancelarii, o takie doświadczenia jest bardzo trudno.
Zastanawiam się, czy młodzi absolwenci prawa, bez doświadczenia, mogą ubiegać się o pracę jako in-house lawyer? Czy może dział prawny firmy to miejsce dla prawników z doświadczeniem?
W działach prawnych firm jak najbardziej jest miejsce dla młodych prawników. Ja bardzo często zatrudniam osoby, które dopiero ukończyły studia, albo takie, które coś wcześniej robiły, ale ich staż pracy nie jest imponujący. Prawnicy, którzy nie praktykowali w kancelarii, nie są bowiem „skażeni” innymi metodami pracy.
Obecnie duży nacisk kładzie się na specjalizację. Postrzegana jest ona jako szansa na utrzymanie się na trudnym rynku. Czy w obrębie działów prawnych też stawia się na specjalizację?
Tak, ale funkcjonuje ona tylko do pewnego stopnia. Siłą rzeczy, pracując w firmie o takim profilu działalności jak nasz, jesteśmy ograniczeni do pewnego fragmentu prawa, dlatego w pewnym sensie specjalizacja rzeczywiście się wykształca. Nie jest ona jednak tak ograniczona jak w przypadku kancelarii, które poszukując swojej niszy na rynku, bardzo często decydują się na działalność w bardzo wąskim obszarze prawa. Specjalizacja prawników w przedsiębiorstwie jest mimo wszystko szersza. Muszę jednak przyznać, że moi pracownicy traktują ją często jako ograniczenie możliwości rozwoju.
Skuteczny lider
Marcin Czapiewski jest prawnikiem, absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego. Niemal od początku kariery pracuje dla biznesu jako in-house lawyer. Blisko 10 lat spędził w branży leasingowej, po czym przeszedł do ubezpieczeń. Od ponad czterech z powodzeniem kieruje departamentem prawnym i compliance Grupy Ubezpieczeniowej Europa. Jego skuteczność w „zarządzaniu nieustannym kryzysem w przedsiębiorstwie o wielomiliardowej sumie bilansowej” doceniło niedawno PSPP, przyznając mu nagrodę Lidera Prawników Przedsiębiorstw 2016. On sam uważa to wyróżnienie za jeden z największych sukcesów w swojej karierze. Dumny jest też z aktywności w programie Allerhand Advocacy, prowadzonym przez Instytut Allerhanda, który jest poświęcony „sprawom o istotnym znaczeniu dla prawa, praworządności i przejrzystości życia publicznego”. Wykłada również – jako praktyk – prawo podatkowe na Uniwersytecie Wrocławskim. Czas wolny poświęca rodzinie. Lubi fotografować, więc wszędzie zabiera ze sobą aparat.