Czy jakość prawa administracyjnego w Polsce jest na tyle niska, by obywatele mieli obawiać się kontaktów z organami, które to prawo stosują?

W drodze akademickich dyskusji w ramach konferencji doszliśmy do wniosku, że kryzys to zbyt mocne słowo na określenie obecnej sytuacji, jednak jesteśmy daleko od ideału.

Podczas tegorocznego spotkania potwierdziły się obawy moje i wielu innych przedstawicieli świata nauki, że mamy do czynienia z inflacją prawa administracyjnego. Jej przyczyną są chociażby zbyt częste zmiany przepisów, co wbrew pozorom nie wpływa na lepsze uregulowanie poszczególnych kwestii.

W wielu sytuacjach prawu szkodzi również tendencja, że niektóre kwestie chcemy uregulować zbyt szczegółowo. W efekcie powstają przepisy cechujące się specjalistycznym i niezrozumiałym dla zwykłych ludzi urzędniczym żargonem. Niski poziom jest zauważalny przede wszystkim w aktach implementujących przepisy unijne, które przygotowuje się opierając na złym tłumaczeniu.

Być może właśnie ułomność prawa jest przyczyną słabości organów?

Tak, oczywiście równie ważne są wyszkolenie pracowników, ich przygotowanie merytoryczne i wypracowanie przez administrację określonych mechanizmów działania. Trudno jednak oczekiwać, że organy zawsze postąpią bezbłędnie w sytuacji, gdy muszą opierać się na źle skonstruowanych regulacjach. Natomiast negatywną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest przekonanie obywateli i przedsiębiorców, że w kontaktach z aparatem państwa są poszkodowani.

Jakie są pomysły, by to skutecznie zmienić?

Jako środowisko administratywistów, wspierane przez rzecznika praw obywatelskich, postulujemy stworzenie jednego, złożonego z zaledwie kilkudziesięciu artykułów aktu prawnego, kompleksowo regulującego podstawowe kwestie prawa administracyjnego materialnego, czyli czegoś na kształt kodeksu. Szczegółowo uzasadnione idee wraz z rozwinięciem zostaną przedstawione w pokonferencyjnym wydawnictwie, które opublikujemy za kilka tygodni.

Moim zdaniem stworzenie takiego kodeksu pozwoliłoby uporządkować cały system tej gałęzi prawa poprzez wyciągnięcie przed nawias najbardziej elementarnych regulacji. Dzięki temu wyznaczymy swego rodzaju ramy dla administracji i określimy standardy jej działania.

Oczywiście, taki kodeks nie zastąpiłby szeregu kilkuset ustaw szczegółowych poświęconych zagadnieniom administracyjnym, bo nie o to chodzi. Wszystko musiałoby tworzyć dopełniający się system.

Nie wydaje się to postulatem z kategorii niemożliwych do realizacji?

W Europie podobny akt opracowano jedynie w Holandii. Z jednej strony pokazuje to, że nie jest to zadanie proste, ale z drugiej uświadamia nam, że mając pewną determinację, można tego dokonać.