Na jakich warunkach będzie można zarejestrować elektronicznie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością w 24 godziny?

Rządowy pakiet deregulacyjny przewiduje m.in., że obok obecnej standardowej procedury rejestracji spółki z o.o. możliwe będzie skorzystanie z szybkiej ścieżki elektronicznej. W efekcie rejestracja zająć ma nie więcej niż dobę (stąd popularnie funkcjonująca nazwa projektu „S24”). Warunkiem skorzystania z e-rejestracji ma być zawarcie umowy spółki na urzędowym formularzu. Według wzoru sporządzona zostanie też lista wspólników. Ponadto wkłady na kapitał zakładowy będzie trzeba wnieść w gotówce (tryb S24 nie przewiduje aportu). Formularz będzie mógł być podpisany nawet zwykłym podpisem elektronicznym (a więc tak, jak podpisuje się np. e-maila). W konsekwencji decydując się na rejestrację w trybie S24, wyeliminujemy fazę spółki z o.o. w organizacji.

Jak w praktyce może wyglądać rejestracja?

Załóżmy, że spółkę z o.o. będzie chciało zarejestrować dwóch wspólników, którym nie zależy na modyfikacjach standardów kodeksowych. Dla nich skorzystanie z formularza będzie ułatwieniem, a nie ograniczeniem. Przyjmijmy, że zdecydują się na kapitał zakładowy 5000 zł. Kwotę tę wniosą w gotówce. Będą zatem mogli zarejestrować spółkę w trybie S24, przez internet, bez udziału notariusza. Jeżeli sąd rejestrowy nie wezwie ich do usunięcia ewentualnych braków, spółka zostaje zarejestrowana w ciągu jednego dnia od daty wpływu wniosku do sądu. Od tej chwili wspólnicy będą mieli siedem dni na wniesienie wkładów, a zarząd na potwierdzenie tego faktu sądowi i złożenie wzorów podpisów. Wspólnicy mogą też wtórnie modyfikować umowę spółki, tyle że już w formie aktu notarialnego.

Czy elektroniczna forma rejestracji spółek z o.o. może nieść ze sobą jakieś zagrożenia dla pewności obrotu gospodarczego?

W proponowanym kształcie istnieje takie ryzyko. Otóż w skrajnym wypadku można będzie zarejestrować spółkę z o.o. na cudze dane osobowe. Pamiętajmy, że zwykły podpis elektroniczny może składać się z wpisanego imienia i nazwiska, które przesyłane są wraz z danymi identyfikacyjnymi danej sesji. Te ostatnie nie ułatwią jednak identyfikacji, jeśli nadawca korzystał z publicznego komputera. Nie wiadomo też, czy sąd rejestrowy będzie w stanie w ciągu doby przeanalizować dołączone do formularzy „ukryte” dane. Istnieje więc ryzyko pojawienia się spółek zarejestrowanych na niczego nieświadome podmioty. Co prawda ciągle za takie oszustwo grozić będą sankcje karne, jednak identyfikacja nieuczciwego e-wspólnika może okazać się bardzo utrudniona. Ponadto, wobec braku wyróżnika „w organizacji”, spółka wyglądająca z zewnątrz na pełnoprawnego uczestnika obrotu może nie mieć pokrytego kapitału zakładowego. Zagrożenia te mają ustać w ciągu siedmiu dni od rejestracji, tj. z upływem terminu na wniesienie wkładów i złożenie oświadczeń zarządu. W praktyce jednak takie fikcyjne spółki mogłyby działać dłużej, aż do rozwiązania ich decyzją sądu, zaciągając przez ten czas zobowiązania lub, co gorsza, budując wielopiętrowe struktury firm-słupów, jeszcze trudniejsze do weryfikacji przez sądy.

W jaki sposób można zatem uniknąć tych potencjalnych niebezpieczeństw?

Rozsądną modyfikacją trybu S24 wydaje się więc zawieranie umowy spółki przed notariuszem, który za pośrednictwem swojego e-certyfikatu przesyłałby dokumenty do sądu rejestrowego. Zaletami takiego rozwiązania byłaby weryfikacja tożsamości wspólników oraz możliwość zawarcia umowy spółki na miarę (co i tak w większości przypadków nastąpi tuż po rejestracji w proponowanym trybie S24). Co więcej, przenosząc część obowiązków weryfikacyjnych na notariuszy, spółka potencjalnie mogłaby zostać zarejestrowana nawet w ciągu godziny. Wejście w życie ustawy S24 planowane jest na 2012 rok, a więc po wprowadzeniu dowodów osobistych z chipem. Stąd słusznym postulatem wydaje się też wykorzystanie tego sposobu weryfikacji tożsamości, niezależnie od przyjętej formuły e-rejestracji spółek z o.o.