Gdy Trybunał Konstytucyjny odracza obowiązywanie orzeczenia, sądy nie wiedzą, czy zakwestionowane przepisy można nadal stosować, czy już nie. To powoduje napięcia między TK a sądami powszechnymi...

My jako sędziowie jesteśmy stale konfrontowani z ustawami niezawierającymi przepisów przejściowych. Istnieją powody, dla których trybunał odracza wykonanie wyroku, ale wydaje mi się, że niektóre uzasadnienia mogłyby być lepiej napisane. Powinny być ważone inne wartości konstytucyjne przy odraczaniu orzeczenia.

Czyli przepis niekonstytucyjny trzeba stosować aż do utraty jego mocy?

Tak tłumaczy trybunał. Ja jednak nie zgadzam się z tym, że w okresie odroczenia sądy mają stosować przepisy niekonstytucyjne, a następnie wznawiać postępowania. To jest nielogiczne. Jako sędzia muszę wykorzystać wszystkie argumenty w celu przywrócenia stanu konstytucyjności. Trzeba więc ostrożnie korzystać z odraczania mocy przepisu, zwłaszcza tam, gdzie to nie jest potrzebne.

Czy to oznacza, że jest pan przeciwny wznawianiu postępowań po orzeczeniu Trybunału?

W pewnych wypadkach Sąd Najwyższy wznawia postępowania, w innych nie. Nie ma jednolitej linii orzecznictwa. Grudniowa uchwała SN budzi zastrzeżenia. Moim zdaniem nie należało tak kategorycznie uznawać, że pewne kategorie orzeczeń TK nie mają żadnych skutków społecznych, gdyż po wyrokach zakresowych nie można wznawiać postępowań. Wydaje się, że SN nie odróżnia orzeczeń zakresowych od interpretacyjnych. W razie wątpliwości należałoby wznawiać postępowanie.

Skarga konstytucyjna wygrana przed TK nie gwarantuje obywatelowi pozytywnego rozpatrzenia jego sprawy w sądzie powszechnym. Czy słusznie?

Skarga konstytucyjna nie spełnia swojej roli, nie gwarantuje ochrony praw skarżącemu, często nie poprawia jego sytuacji. Sądy powszechne mogłyby zapewnić pomoc skarżącemu, który wygrał przed TK. Wprowadzanie jednostkowej sprawiedliwości przez wznowienie postępowania byłoby słuszne.

A co pan sądzi o pomyśle dodania trybunałowi prawa do orzekania o zgodności z konstytucją aktów stanowionych przez organizacje międzynarodowe?

Nadanie takich kompetencji oznacza wkraczanie sądu polskiego w kompetencje Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który ma dokładnie takie kompetencje: orzeka o zgodności prawa pochodnego z prawem traktatowym. Prowadziłoby to nieuchronnie do napięć między tymi trybunałami. Ten sam akt normatywny podlegałby kontroli zarówno ETS, jak i polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Załóżmy, że TK stwierdza niekonstytucyjność rozporządzenia, które przyznaje pewne uprawnienia obywatelom Unii. Skutek tego orzeczenia byłby taki, że tylko na terytorium Polski nikt nie mógłby z nich korzystać. Nie jestem euroentuzjastą, ale należałoby szanować kompetencje sądów międzynarodowych.