Apolityczny Trybunał wybierają związani z partiami posłowie. Pan profesor postulował, aby wprowadzić choćby pewien okres karencji dla senatorów i posłów starających się o to stanowisko. Czy sędziowie TK powinni być wybierani w inny sposób?

Sam wybór sędziów przez Sejm daje poczucie silnej legitymacji, wychodzącej od suwerena. Jest to istotne, gdyż Trybunał orzeka w przeważającej mierze o efektach prac Sejmu. To co od szeregu lat budzi natomiast troskę, to wypełnienie nienajgorszych norm prawnych w tym zakresie, właściwymi zwyczajami parlamentarnymi. Jeszcze innym problemem jest pytanie z jakiego grona należałoby dobierać kandydatów. Na pewno warto zachować równowagę między kandydatami wywodzącymi się ze środowiska ściśle naukowego oraz praktykami.

W jakiej proporcji?

Zawsze trzeba zachować zdrowy rozsądek. Jeśli mówię o praktykach, to o takich, którzy brali udział w bieżącym funkcjonowaniu państwa. Warto zaznaczyć, że Trybunał nie sprawuje wymiaru sprawiedliwości, więc nie trzeba koniecznie wybierać sędziów TK na takich samych zasadach jak w przypadku sądów powszechnych. W Trybunale decyduje się o podstawach normatywnych państwa, a zatem spojrzenie wyniesione z funkcjonowania organów publicznych jest równie istotne, jak przygotowanie teoretyczne.

Pan profesor ma doświadczenie w Radzie Legislacyjnej, był zastępcą Rzecznika Praw Obywatelskich za czasów Janusza Kochanowskiego…

Tak, to prawda. Poprzednio pracowałem jeszcze bez mała przez sześć lat w Trybunale Konstytucyjnym, a wcześniej jako ekspert w Kancelarii Sejmu.

Janusz Kochanowski jako RPO składał więcej niż jego poprzednicy wniosków do TK i to w sprawach drażliwych. Które z tych wniosków Pan pisał?

Jak pokazują statystyki, kolejni Rzecznicy zawsze byli jednymi z najaktywniejszych inicjatorów postępowania przed Trybunałem. Wnioski do hierarchicznie wysokich organów władzy sądowniczej nie powstają jednoosobowo. Ale rzeczywiście współuczestniczyłem w przygotowaniu np. ostatnio rozpatrywanego wniosku w sprawie nadawania przez Marszałka Sejmu statutu Biura RPO. Trybunał uznał niekonstytucyjność tego przepisu. Ponad w sprawie dekretów o stanie wojennym. Jest to chyba ostatni wniosek Rzecznika, w którego przygotowaniu brałem osobisty udział, a jaki nie został jeszcze rozpoznany. Wniosek powstawał m.in. w kontekście problemu, że późniejsze regulacje nie w pełni dawały możliwość uzyskania odszkodowań przez osoby poszkodowane przez wprowadzenie stanu wojennego.

Trybunał w swych uzasadnieniach zawsze tłumaczy, że wykonywanie prawa nie jest przedmiotem jego zainteresowań, istotna jest zgodność normy ze wzorcem konstytucyjnym.

I tak, i nie. To jest delikatny problem. Niekiedy istnieje taki poziom niewykonywania lub niekonstytucyjnego rozumienia ustawy, że możemy powiedzieć, że przekroczono wymogi płynącej z konstytucyjnej zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa. A to, przynajmniej w skrajnych wypadkach, w pełni mieściłoby się w ocenie Trybunału.