Weszły w życie znowelizowane przepisy prawa autorskiego. Jakie będą praktyczne konsekwencje wprowadzonych zmian dla twórców?

Zmiany są istotne, powiedziałbym nawet, przełomowe. Przede wszystkim potwierdzono znaczenie tabel wynagrodzeń autorskich jako normujących sztywne stawki, od których nie ma odstępstw, chyba że na korzyść twórców czy artystów. Trochę szkoda, że ustawodawca nie przyznał stronom możliwości odstępstw od tych stawek w umowie. Wciąż uznajemy twórcę za słabszą stronę umowy. Tymczasem tzw. masowa eksploatacja utworów uzasadniałaby moim zdaniem pewne odstępstwa od tego modelu, zabezpieczając jednocześnie interesy zainteresowanych w związku z tzw. efektem skali. Nie przekonuje mnie argument równego traktowania, jaki się przy tej okazji podnosi.

Prawo unijne wymaga, aby w trakcie sporu umożliwić stronom możliwość ugodowego rozwiązania sporu. W jaki sposób nowe przepisy rozwiązują ten problem?

W noweli zrezygnowano z obowiązkowego pośrednictwa Komisji Prawa Autorskiego w sporach dotyczących reemisji kablowej, a więc jednego z najbardziej znanych masowych sposobów eksploatacji utworów. Jedynie więc przez kilka miesięcy, po wydaniu uchwały Sądu Najwyższego z 13 lipca 2010 r., stan prawny wydawał się unormowany. Obowiązywała zasada wyczerpania przez strony sporu drogi postępowania przed komisją przed wszczęciem postępowania sądowego. Obecnie mamy nieobowiązkową mediację komisji. Sytuacja ta nie jest jednak sprzeczna z prawem unijnym, więc nie sądzę, aby obowiązkowe pośrednictwo komisji miało powrócić. Jedyna sprzeczność, jaką dostrzegam, to brak możliwości wszczęcia mediacji w każdej chwili – jak chce ustawodawca unijny – na wniosek jednej ze stron w toku postępowania sądowego. W Polsce muszą się na to zgodzić obie strony, a więc także organizacja zbiorowego zarządzania. To niedobre i niedostosowane do specyfiki tego typu sporów rozwiązanie.

Bolączką polskiego systemu praw autorskich jest ich ochrona. Procesy są długotrwałe i skomplikowane. Co należy zrobić, aby usprawnić te procedury?

To dość złożony problem. O kilku rzeczach wspomniałem wcześniej w kontekście mediacji. Ogólnie najistotniejsze są znajomość prawa i pilnowanie terminów. To dość banalny argument, jednak podnoszę go nieprzypadkowo. Rynek doradztwa prawnego w zakresie praw autorskich, a w szczególności sporów z organizacjami zbiorowego zarządzania, bardzo się sprofesjonalizował. Powoduje to, że czas rozpoznania spraw mógłby paradoksalnie przyśpieszyć. Nie jest to jednak możliwe, przy wyznaczaniu przez sądy jednej, dwóch lub trzech rozpraw w roku. Z mojego doświadczenia wynika, że w większości przypadków długość spraw sądowych dotyczących praw autorskich jest wprost proporcjonalna do sposobu organizacji procesu i znajomości prawa autorskiego przez sędziów.

Czy w tym kontekście przepis upoważniający ministra sprawiedliwości do wyznaczenia jednego sądu okręgowego właściwego do rozpatrywania spraw dotyczących zatwierdzania tabel wynagrodzeń jest słuszny?

Jeden sąd dla tabel to dobre rozwiązanie. Otwiera możliwość promowania przepływu międzyzawodowego co bardziej doświadczonych radców czy adwokatów zainteresowanych orzekaniem i dalszym profilowaniem swojej wiedzy. Podobne sądy, a raczej wydziały, powinny powstać we wszystkich apelacjach i rozstrzygać spory związane z własnością intelektualną. Oczywiście, sprawy mogą się nakładać, tzn. zawierać w jednym pozwie także inne roszczenia stron, niezwiązane z własnością intelektualną. Decydować powinien wniosek strony, której może zależeć na poddaniu sporu pod rozstrzygnięcie wyspecjalizowanemu wydziałowi, któremu nieobce będą również sprawy szeroko pojętego prawa cywilnego i gospodarczego.