JAN BŁESZYŃSKI o niedoskonałościach procesu legislacyjnego i zagrożeniach, jakie niesie dla twórców i artystów nowelizacja ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która wchodzi w życie 21 października 2010 roku.
Reklama
Już za kilka dni – 21 października – zacznie obowiązywać nowelizacja prawa autorskiego. Czy dzięki wprowadzanym przez nią zmianom ustalanie stawek wynagrodzeń dla twórców i artystów będzie prostsze, bardziej przejrzyste?
Obawiam się, że nie. Nowelizacja dzieli postępowanie o zatwierdzenie stawek autorskich na dwa etapy. Pierwszy to zatwierdzanie tabel wynagrodzeń przez Komisję Prawa Autorskiego. Postępowanie przed tą komisją może trwać nawet sześć miesięcy, a jeśli tabele zostaną zakwestionowane przez jedną ze stron tego postępowania – organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi bądź organizację użytkowników praw autorskich lub pokrewnych – czeka je drugi etap: postępowanie przed sądem. Tu strony mogą wykorzystać wszystkie instrumenty prawne, by przedłużać postępowanie. A więc może trwać ono latami, co unicestwi sens dokonanej reformy.
O tym, że nowelizacja jest konieczna, wiadomo było już od czterech lat, kiedy Trybunał Konstytucyjny uchylił przepisy dotyczące zatwierdzania tabel wynagrodzeń. Dlaczego nie dostrzeżono tego problemu przed uchwaleniem ustawy?
Przyczyna tkwi w samym procesie legislacyjnym. Nie przeprowadzono poważnych konsultacji, które zmierzałyby do ustalenia problemów i skonfrontowania propozycji. Nie został dokonany bilans potrzeb. W mojej ocenie wystarczyło tylko uchylić dotychczasowe przepisy dotyczące zatwierdzania tabel, zrezygnować z Komisji Prawa Autorskiego i uchylić tabele, a w to miejsce wprowadzić jeden bardzo prosty zapis upoważniający ministra sprawiedliwości do wyznaczenia jednego sądu, do którego kognicji należałyby sprawy z zakresu zbiorowego zarządzania. Jeżeli znalazłyby się one w rękach jednego sądu, pozwoliłoby to na specjalizację zespołu, który rozpatruje te sprawy. To z kolei wpłynęłoby na szybsze ich rozpatrywanie.

Reklama
Zatwierdzenie tabel przez Komisję Prawa Autorskiego nie likwiduje przecież sporów o roszczenia majątkowe: jakie należy się wynagrodzenie, za co i komu? Dotyka to sprzecznych interesów. Trudno tu liczyć na kompromis. W konsekwencji sprawy o zatwierdzenie tabel i spory o stosowanie tabel z reguły będą trafiały przed sąd. Czy nie lepiej zrobić to od razu, zamiast czekać kilka miesięcy na rozstrzygnięcie Komisji? Ważne byłoby także, aby jeden sąd specjalizował się w trudnej problematyce zbiorowego zarządzania, a nie tylko w sprawach o zatwierdzanie tabel lub wskazywanie tzw. właściwej organizacji zarządzającej prawami autorskimi lub pokrewnymi.
W noweli znalazł się przecież przepis, upoważniający ministra sprawiedliwości do wyznaczenia jednego sądu okręgowego właściwego do rozpatrywania spraw dotyczących zatwierdzania tabel wynagrodzeń.
Tak, ale sąd ten został ustawiony w pozycji rozstrzygającego w drugiej kolejności – po Komisji Prawa Autorskiego i w procesie zatwierdzania tabel. Sąd nie będzie mógł kształtować treści tabel wynagrodzeń, bo nie należy to do jego zadań, a jedynie wypowie się co do ich treści, zatwierdzając tabele lub ich nie zatwierdzając. I tak zresztą takie orzeczenie zawiera zatwierdzenie normy ogólnej, abstrakcyjnej, a nie orzeczenia o prawach cywilnych konkretnych uprawnionych, co nasuwa wątpliwości o zgodność z Konstytucją RP, jeśli idzie o zadania sądów.
W jaki sposób ustalano by wynagrodzenia dla twórców, gdyby nie było tabel?
Sąd rozpatrywałby roszczenia o wynagrodzenia na zasadach ogólnych. Jest przepis art. 110 prawa autorskiego, określający kryteria, które powinny wyznaczać poziom wynagrodzeń dochodzonych przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.
Czy brak tabel nie powodowałby konfliktów między organizacjami twórców i użytkowników prawa autorskich?
Nie. Na dzień dzisiejszy obszary, w których istnieją zatwierdzone tabele należą do mniejszości. Część nie jest objęta dotychczasowymi tabelami, część tabel, zatwierdzonych została uchylona ze względu na błędy proceduralne popełnione przez Komisję Prawa Autorskiego. To co zostało, to są strzępy. Poza tym tabelami nigdy nie została objęta cała sfera zbiorowego zarządzania. A czy prawo autorskie nie funkcjonuje?



Postępowanie przed sądem o ochronę praw autorskich może trwać jednak latami...
Przyznaję, ścieżka sądowa nie jest łatwa. A to dlatego, że wszystkie sądy okręgowe w Polsce są właściwe do rozpoznawania spraw o ochronę prawa autorskich i pokrewnych. Znam takie postępowanie, które zostało wytoczone w styczniu 1999 r. i dotychczas nie osiągnęło kresu pierwszej instancji. Konieczna jest specjalizacja sądu. Dokumenty związane ze zbiorowym zarządzaniem trzeba umieć czytać, trzeba znać funkcjonowanie systemu zbiorowego zarządzania, trzeba nad nim zapanować, a nie dopiero uczyć się prawa autorskiego przy okazji rozstrzygania konkretnej sprawy. Przed kilkoma miesiącami jeden z warszawskich sądów wyznaczył stronie powodowej dwutygodniowy termin na złożenie dokumentów programowych uzasadniających dochodzone roszczenie. Nie spodziewał się, że te dokumenty tylko w jednym egzemplarzu zajmą ponad 90 tys. papierowych stron wykazów, nie licząc tych przekazanych na nośnikach elektronicznych – minuta po minucie – nadań telewizyjnych.
Komisja Prawa Autorskiego powołana według nowych procedur ma składać się z niezależnych przedstawicieli zarówno środowisk twórców, jak i użytkowników ich praw. Czy nie gwarantuje to zatwierdzenia przez nią tabel wynagrodzeń bez konieczności odwoływania się do sądu?
W moim przekonaniu niepotrzebne jest w ustawie ograniczenie, że członkiem Komisji Prawa Autorskiego nie może być członek władz organizacji reprezentującej strony. Jaka jest różnica, czy będzie to członek władz, czy np. radca prawny współpracujący z taką organizacją? Jeśli rozstrzygnięcia komisji mają mieć charakter koncyliacyjny, a przecież są wiążące tylko, gdy któraś ze stron nie zakwestionuje rozstrzygnięć komisji, to jest w tym wręcz interes, by w komisji zasiadali decydenci. Łatwiej byłoby im się porozumieć i dopiero gdyby nie było na to szans, o wynagrodzeniach rozstrzygałby sąd. Próba stworzenia bezstronnego wyspecjalizowanego organu jest nonsensem. Kandydatów należałoby chyba brać z przedszkola, inaczej nie uchronimy się od podejrzenia powiązań ze stronami. Ludzie, którzy mają wiedzę o zbiorowym zarządzaniu, mają ją z pracy albo po jednej, albo po drugiej stronie.
Komisję Prawa Autorskiego można było natomiast utrzymać w zupełnie innym kształcie – jako organ mediacyjny. Ustawowo nałożony zostałby na strony obowiązek przeprowadzenia postępowania koncyliacyjnego zakończonego w określonym czasie i dopiero, gdyby nie doszło do porozumienia, rozstrzygałby o wynagrodzeniu sąd. Obyłoby się bez zawiłej procedury powoływania komisji, zatrudniania przewodniczącego itd. oraz samej komisji, działającej w oparciu o skomplikowane zasady postępowania i generującej niepotrzebne koszty.
Czy możliwa będzie zmiana wynagrodzeń twórców, w przypadku gdy tabele zostaną już zatwierdzone?
Ustawa przewiduje coroczną waloryzację stawek przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Jednak to nie wystarczy. Tabele wynagrodzeń nie zachowują swojej aktualności na wieczność. Zmienia się sytuacja rynkowa, co powoduje, że ustalona stawka ze względu na różne sytuacje eksploatacyjne może tracić aktualność. Dlatego należy umożliwić inicjatywę zmierzającą do podważenia mocy obowiązującej tabel. W noweli uregulowano to w sposób błędny. Użytkownicy nie powinni mieć możliwości wnoszenia o zmianę zatwierdzonych tabel. Tabele powinny być składane wyłącznie przez organizacje reprezentujące twórców lub artystów. Przecież dotyczą one prawa do wynagrodzenia twórców i artystów. Organizacje użytkowników mogą natomiast kwestionować treść tabel w postępowaniu o ich zatwierdzenie, a w odniesieniu do tabel już zatwierdzonych, w wypadku istotnej zmiany stosunków, należało im zapewnić prawo do domagania się uchylenia mocy obowiązującej zatwierdzonych tabel. Taka decyzja zmuszałaby organizacje twórców i artystów do przedłożenia zaktualizowanego projektu do zatwierdzenia.
W czasie prac legislacyjnych ścierały się racje przedstawicieli twórców i artystów z argumentami organizacji podmiotów korzystających z praw autorskich. Czy można powiedzieć, że ktoś przegrał, a ktoś wygrał na tej nowelizacji?
Przegrywają twórcy i artyści, mimo że propozycje projektu nowelizacji zdecydowanie i w wielu kwestiach niekorzystne dla nich zostały ostatecznie usunięte lub znacznie złagodzone. Nie znalazło się w noweli postulowane przez użytkowników postanowienie, aby wynagrodzenia były płacone tylko na podstawie zatwierdzonych tabel lub według innej propozycji, aby były płacone na podstawie zawartych umów. Wejście w życie takiej regulacji oznaczałoby, że w przypadku niezatwierdzenia tabel lub nieosiągnięcia porozumienia co do treści umowy twórcy nie otrzymaliby wynagrodzenia.
Nadal jednak istnieją elementy, które umożliwiają blokowanie postępowania o zatwierdzenie tabel wynagrodzeń przez organizacje użytkowników praw autorskich. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że jest to sposób na unikanie obciążeń. Dla przykładu – wprowadzono przepis, który powiada że przy zatwierdzaniu tabel trzeba brać pod uwagę całość obciążeń podmiotów korzystających z praw autorskich i pokrewnych na danym polu eksploatacji. Z punktu widzenia procesowego oznacza to nałożenie na sąd obowiązku badania relacji, które wykraczają poza toczące się postępowanie dotyczące tabeli konkretnej organizacji. Z tym łączy się możliwość zarzutów zgłaszanych przez drugą stronę, a to uzasadnia obawę, że strona, która chce przedłużać postępowanie, uzyskuje tu ogromne możliwości, stawiając organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w sytuacji, w której nie będzie ona w stanie wykonywać swoich uprawnień względem twórców i artystów.