KATARZYNA ŻACZKIEWICZ

Dlaczego trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego w przygotowanym przez siebie projekcie zmian w konstytucji zdecydowało się na tak poważne osłabienie roli prezydenta?

JERZY STĘPIEŃ*

W konstytucji wpisany jest stały konflikt w obrębie władzy wykonawczej – dowodzi tego wieloletnia praktyka naszego życia politycznego. W konsekwencji zdecydowaliśmy się na umocnienie istniejącego modelu parlamentarno-gabinetowego. Rząd prowadzi bieżącą politykę i za nią odpowiada. Prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych w czasie wojny i w czasie pokoju. Nasza propozycja pozostawia wszystkie dotychczasowe kompetencje głowie państwa, ale w pewnych sytuacjach postulujemy osłabienie pewnych narzędzi, które są w dyspozycji prezydenta. Należało sprecyzować też sprawę nominacji sędziowskich, gdyż okazało się, że propozycje Krajowej Rady Sądownictwa pozostają niekiedy bez dalszego biegu i bez uzasadnienia. Dlatego proponujemy, aby prezydent uzasadniał odmowę powoływania sędziego.

Czy to znaczy, że w słabszym wecie prezydenta dostrzegli panowie sposób na usprawnienie procesu legislacyjnego? Czy wtedy będzie jasne, kto odpowiada za brak reform i aferę krzesełkową w Brukseli?

Tak. Weto prezydenckie nie powinno być hamulcem dla rządu, dlatego że to rząd odpowiada za politykę wewnętrzną i zagraniczną. W sytuacji gdy rząd proponuje parlamentowi uchwalenie ustawy, może ją uzyskać zwykłą większością. Rząd, który zdobył legitymację do prowadzenia polityki regulowanej daną ustawą, nie powinien spotykać się z tak silnym sprzeciwem prezydenta. Widzimy tu pewną niekonsekwencję całego mechanizmu tworzenia prawa w państwie.

Na czym polega niefunkcjonalność naszego systemu, czy tylko na paraliżującym wecie prezydenckim?

Rząd traci kontrolę nad efektami swoich prac ustawodawczych. Nie może więc realizować programu, który był podstawą wygranych wyborów parlamentarnych, tylko z tego powodu, że drugi czynnik polityczny – prezydent, realizację tego programu blokuje. W konsekwencji, w obecnym systemie rząd, który ma wszelkie potrzebne instrumenty prowadzenia spraw państwowych (ministerstwa), jest zdolny kreować politykę, ale ma trudności z jej realizacją, prezydent natomiast nie dysponuje takim instrumentarium kreowania polityki, ale za to może zniweczyć poprzez silne weto rezultaty prac rządu. Staje się stroną konfliktu, lecz nie arbitrem, a w założeniu miał nim być. To jest z punktu widzenia całości mechanizmu państwowego widoczne gołym okiem i całkowicie dysfunkcjonalne.