● Jak pan  ocenia z przyjęcia przez Sejm nowej ustawy medialnej?

    – Uchwalona ustawa jest cząstkowa, a takich nie lubię. Wszyscy czekamy na dużą ustawę, która rzeczywiście ureguluje całość stosunków medialnych. Chciałbym dyskusji  szerokiej, wręcz totalnej, która by jasno powiedziała, na jakim etapie jesteśmy jako społeczeństwo, jakich mediów potrzebujemy. To, co dostaliśmy, jest typowo zachowawcze. Twórcy ustawy chcieli zmienić władzę telewizji i nie podobał im się abonament i swoje cele zrealizowali. Trzeba jednak zmienić to, co najbardziej fundamentalne.

    ● Jakie są najważniejsze braki w tej ustawie?

    – Zapewne  dziennikarze z mediów regionalnych powiedzą, że największą niewiadomą jest kształt mediów regionalnych. Nie wiadomo, jaki będzie status tych mediów, czy będą mogły korzystać i w jakim zakresie z pieniędzy zewnętrznych. Trudno, żeby liczyły na rynek reklam, bo on jest bardzo płytki w tych regionach. Jednym słowem niejasne jest, jak będzie funkcjonowała telewizja regionalna.

    ● Jak zostało uregulowane finansowanie mediów publicznych z reklam?

    – Ta spraw w ogóle nie została podjęta. W żaden sposób nie ograniczono konsumpcjonizmu, czyli reklam. Wygląda to tak, że telewizja będzie publiczna dlatego, że będzie wykonywać pewne programy licencjonowane i będzie uzyskiwać na to pieniądze, a wszystko pozostałe pozostawione zostanie uznaniu władz telewizji. Telewizje publiczne będą pewnie mogły korzystać dowolnie z rynku reklamowego. To się odbije negatywnie na całokształcie programu, bo będzie tak, że między piętnastą a siedemnastą będzie znakomity program misyjny, a zaraz potem programy komercyjne. Jestem zdania, że potrzebny jest nam kanał telewizji publicznej, a nie pojedyncze programy misyjne.

    ● Czy media finansowane z budżetu państwa mają w ogóle szansę być niezależne?

    – Media straciły swoją szansę na niezależność. Zrezygnowano z łączenia pomocy publicznej z PKB. Gdyby określono, że taki i taki ułamek PKB ma zostać przeznaczony na telewizję publiczną, byłoby to rozwiązanie bardziej racjonalne. Politycy przy takim rozwiązaniu mieliby znacznie mniejsze pole do majstrowania. Działałby automat. Zrezygnowano jednak z takiego rozwiązania i tym samym, w moim przekonaniu, media wiele straciły. Można będzie karać telewizję złą dla polityków i nagradzać życzliwe stacje.

    ● Co uważa Pan za największą wadę ustawy?

    – Nikt nie spytał Polaków, czy nam w ogóle jest potrzebna telewizja publiczna i w jakim kształcie. To, że w innych krajach są takie telewizje, to nie jest argument. Większość tych elementów misji mogłaby być spełniona przez telewizje komercyjne. Kończy się mit publicznego oświecenia, że to masy są głupie, a mądrzy ludzie zaproponują tym masom coś ambitnego. Internet jest dużo bardziej atrakcyjny niż telewizja i potrafi nawet wykonywać pewne zadania, które były dotąd zarezerwowane dla telewizji publicznej.

    ● Komu zatem są potrzebne media publiczne?

    – Dwie kategorie zawodowe potrzebują telewizji publicznej - jedna to politycy, druga to artyści i twórcy. Oni są przekonani, że telewizja publiczna powinna pokazywać ich dzieła i w dodatku dawać pieniądze na produkcję kolejnych dzieł. Ludzie pytają, po co nam ta telewizja, która przecież nie różni się znacząco od stacji komercyjnych i która nadal nie będzie się od nich odróżniać. Po co utrzymywać taką strukturę, która będzie produkowała kilka wartościowych czyli misyjnych programów. To samo może zrobić TVN czy Polsat, jeśli postawi się im odpowiednie wymagania. Twórcom ustawy medialnej brakowało odwagi w myśleniu . Zbyt dużo patrzymy do tyłu, a nie w przyszłość.