- Polskie sądy już od lat czekają na reformę, która musi sięgnąć fundamentów państwa, a nie być jedynie doraźnym łataniem dziur i myśleniem w perspektywie dwóch lat. Aby ją przeprowadzić, trzeba wytyczyć sobie ambitne cele i mieć wiarę, że to może się udać. Jak widać, wiary nowemu ministrowi nie brakuje, teraz czekamy na jego konsekwencję i pozytywny upór. Być może obecny minister sprawiedliwości wniesie nowe, nieskażone prawniczymi koleinami spojrzenie na to, czego państwo i obywatele oczekują od wymiaru sprawiedliwości. Bardzo bym chciał, by przeszedł on do historii jako ten, który wydźwignął i zbudował w Polsce na nowo silne sądownictwo.

• Jak powinna wyglądać współpraca resortu sprawiedliwości ze środowiskiem sędziowskim?

- Ważne jest, by resort sprawiedliwości realnie konsultował z sędziami i prokuratorami zmiany prawa materialnego i procedury. Praktycy realizujący ustawy widzą wiele mankamentów, które często niedostrzegane są przez władzę ustawodawczą czy wykonawczą. Wprowadzanie utopijnych przepisów sprawia, że po kilku miesiącach stają się martwe. Nie ma nic gorszego od fikcji w prawie.

• Dlaczego tak ważne jest wzmocnienie w Polsce sądownictwa?

- Silne i sprawne sądownictwo jest emanacją silnego i sprawnego państwa. Musimy sobie wreszcie uświadomić, iż najszybsze komputery, elektroniczny obieg dokumentów, supernowoczesne i monumentalne budynki sądowe nie zastąpią sędziego. Polskie sądy będą takie, jaki będzie poziom sędziego. Żeby przyciągnąć i zatrzymać w sądach najlepszych, musimy zaoferować im przejrzysty system pracy, awansu, dobre przepisy i świetnie przeszkolony personel pomocniczy.

• Jak pan ocenia nowy model aplikacji sądowej, który został wprowadzony ustawą o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury?

- Być może warto zweryfikować wchodzący aktualnie w życie model kształcenia przyszłych sędziów i wrócić do postulatu, by zawód sędziego był ukoronowaniem zawodów prawniczych. Oczywiście nowo powstająca Szkoła nadal będzie mogła pełnić swoją rolę. Ale zamiast wiele lat przygotowywać kandydata na sędziego, który będzie naszpikowany wiedzą teoretyczną i zmęczony trwającą jeszcze po studiach prawniczych ponadpięcioletnią edukacją, może przygotowywać świetną kadrę referendarzy i asystentów na potrzeby sądów czy prokuratur. Natomiast sędzia powinien być wyławiany w drodze konkursu spośród adwokatów i radców prawnych, a w przyszłości zapewne już z jednorodnej korporacji prawników.

• Co przeszkadza sędziom w pracy najbardziej?

- Trzeba dokonać gruntownego przeglądu wszystkich czynności sędziego, tak by nie było już sytuacji, kiedy sędzia kształcony latami musi wydawać decyzję, na ile lat akta mają trafić do archiwum. Jest wiele czynności, które może wykonywać kierownik sekretariatu czy dobrze przeszkolony pracownik. Trzeba się także poważnie zastanowić, czy sądy muszą obsługiwać różnorakie rejestry. Czy sąd naprawdę musi zarejestrować firmę w postaci sprzedaży precelków pod Wawelem? Należy zreformować sądy 24-godzinne, tak by stały się rzeczywistym biczem na chuligańskie wybryki, a nie miejscem, gdzie łapie się rowerowych pijaczków. Musimy wreszcie mądrze ustawić kognicję sądów, tak by sędzia nie musiał rozstrzygać w dwóch instancjach, czy mamy zapłacić mandat za jazdę bez pasów czy przekroczenie prędkości.

• Mówi pan, że sędziowie nie powinni zajmować się mandatami, ale przecież ustawodawca zlikwidował kolegia do spraw wykroczeń. Co proponuje pan w zamian?

- Likwidacja kolegiów do spraw wykroczeń była reakcją na znienawidzony komunistyczny aparat represji. Sądy jawiły się ostoją sprawiedliwości, więc wrzucono do ich rozpoznania wszystko co możliwe. Czas z tym skończyć. Sędzia, by miał prestiż i pozycję, musi zajmować się naprawdę trudnymi sprawami. Mieszanie spraw bardzo trudnych i banalnych jest bardzo złym rozwiązaniem. Możemy przecież stworzyć funkcję sędziego pokoju, który będzie rozstrzygał te drobne sprawy. Może to być nawet prawnik wybierany na okres kadencji przez gminę, w której ma pracować.

• I jakie będą efekty, jeżeli udałoby się przeforsować zmiany, o których pan wspomniał?

- Jeżeli wprowadzimy takie zmiany, to może się okazać, że zamiast bez końca zwiększać liczbę sędziów, będziemy musieli wygaszać sędziowskie etaty. By jednak to się stało, trzeba wyraźnie powiedzieć, likwidujemy jakąś liczbę etatów sędziowskich, ale w zamian dodajemy sędziom etatów asystenckich, część pracy przenosimy na referendarzy i ograniczamy kognicję. Wystarczy przyjrzeć się pracy sędziego w cywilizowanych krajach Europy i dostrzeżemy proporcje. Sędzia ma czytać prawidłowo wyselekcjonowane akta, znać doskonale prawo i podejmować rozstrzygnięcia. Cała oprawa procesu należy do personelu pomocniczego.

• Czy podniesienie wynagrodzeń sędziowskich także jest niezbędne do wzmocnienia sądownictwa?

- Poziom wynagrodzenia odpowiadający pozycji, zakresowi obowiązków i odpowiedzialności jest niezbędnym elementem przyciągnięcia do zawodu sędziego najlepszych. Nie możemy mieć złudzeń. W sądach sędziowie ideowcy będą wymierającym gatunkiem. Młodzież wyedukowana jest na gospodarce rynkowej. Wpaja się jej proste mechanizmy. Jesteś dobry - musisz dobrze zarabiać, jesteś najlepszy, musisz zarabiać najlepiej. Możemy udawać, że jest inaczej, ale życie i tak boleśnie to zweryfikuje. Należy zatem dążyć do tego, by władza sądownicza miała zrównaną pozycję finansową z dwiema pozostałymi władzami. W ten sposób osiągniemy realne wzmocnienie pozycji sędziego.