I na gwałt trzeba było przygotowywać nowelizację, która odroczy wejście w życie obostrzeń dla tzw. młodych kierowców, których bez zmian systemu nie sposób byłoby zastosować. Projekt w grudniu trafił do Sejmu z datą wejścia w życie 18 stycznia – dzień przed początkiem obowiązywania ustawy. Czy można było nowelę odrzucić?

Oczywiście, że nie, o czym dobrze wiedzieli nawet ci, którzy byli przeciw. W końcu nawet SLD powtarzając za Wałęsą „nie chcem, ale muszem”, głosował za. Niby nie ma nad czym płakać, bo było to jedyne racjonalne wyjście.

Tylko że w przygotowywanych na kolanie przepisach łatwo o błąd. Albo niedopatrzenie.

Albo jedno i drugie, co doskonale widać na przykładzie innej procedowanej podczas ostatniego posiedzenia Sejmu ustawy: nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Dziewięć miesięcy mieli parlamentarzyści na jej przyjęcie – tyle dał im Trybunał Konstytucyjny.

Senat wysłał projekt na początku grudnia, a stare przepisy wygasają za dziesięć dni. I może nie byłoby problemu, gdyby izba wyższa nie dopisała do projektu wielu kontrowersyjnych przepisów, daleko wykraczających poza wyrok TK.

Projekt, który miał być prostą realizacją wytycznych TK, stał się przedmiotem poważnych obaw organizacji broniących praw człowieka. Posłowie na łapu-capu zajmowali się więc gmeraniem w przepisach dotyczących np. „unieruchomienia za pomocą innych przyrządzeń technicznych”, a poprawki były zgłaszane kilogramami w tempie iście ekspresowym.

Ciekawe, czy w tych pracach brał udział chociaż jeden poseł, który z czystym sumieniem możne powiedzieć, że jest świadom wszystkich konsekwencji ostatecznie przyjętego kształtu nowelizacji.