Niby powszechnie wiadomo, że nieznajomość prawa szkodzi. Skąd jednak Jan Kowalski, który wpłacił złotemu bursztynowi oszczędności życia, żeby szybko urosły jak dukaty Pinokia, ma mieć wiedzę, jakiej nie mają po 5 latach studiów, 3 latach aplikacji i kilku latach praktyki prokurator czy adwokat z pretensjami do medialnej kariery? Dlaczego ludziom ogłasza się, że mają się procesować, zapłaciwszy koszty sądowe, taksę adwokacką itd. tylko po to, by uzyskać wyrok? Czy będzie to dokument tyle samo wart przy egzekucji należności co posiadana przez nich od samego początku umowa z Amberem? Wszak siły prawnej tego, co oszukani trzymają w ręku, nikt nie kwestionuje. Nawet sam winowajca, który pracowicie przelewał z ich pełnych kieszeni w próżne daleko, daleko, gdzie rośnie i mleko, i kokosy...

Niestety, także prawnicy nie mówią, że przecież rozpoczęła się procedura upadłościowa, która nie będzie trwała latami, lecz zapewne dwa miesiące. A potem syndyk będzie miał tyle samo do zrobienia co komornik w razie wygranego procesu. W przypadku ogłoszenia upadłości sąd i tak umorzy bowiem – z urzędu – wszystkie postępowania o zapłatę, o ustalenie itd., skierowane do masy upadłościowej (d. Amber Gold). Oszukani powinni się wobec tego zjednoczyć we wnioskowaniu o upadłość i skupić się na finansowaniu poszukiwań kanałów, przez które popłynęły w siną dal przelewy i wszelki inny bursztynowy majątek.

Zainteresowani nie powinni też wierzyć, że komornik – jakoby inaczej niż syndyk – nie zapłaci nieuiszczonych przez Amber Gold podatków czy składek ZUS-owskich. Przecież również komornik musi uregulować te zobowiązania w pierwszym rzędzie, tyle że wierzycieli-konsumentów nie będzie to tak kłuło w oczy jak przy upadłości. Stanie się to bowiem, jeszcze zanim zostanie podane do publicznej wiadomości, że z bursztynu została już tylko sucha figa.