W sieci pojawiają się wątki dyskusyjne typu „co ma zrobić bezrobotny prawnik z kilkuletnim stażem”. Według niektórych źródeł co najmniej 20 proc. świeżo upieczonych adwokatów ma problem z tym, aby zarobić na życie.

Cóż, takie są skutki masowego kształcenia. Studia prawnicze wciąż należą do najbardziej popularnych, a rynek nie jest w stanie wchłonąć kilkunastu tysięcy absolwentów rocznie. Zwłaszcza że jest już nasycony, bardzo konkurencyjny i zglobalizowany.

Coraz więcej miejsca zajmują na nim międzynarodowe korporacje prawnicze, które z powodzeniem rywalizują z polskimi kancelariami o najbardziej apetyczne kąski. Wygrywają skalą, doświadczeniem, powiązaniami w świecie. Dlatego coraz trudniej funkcjonować w tej zmieniającej się rzeczywistości nawet tym rodzimym kancelariom, które mają już wieloletni staż.

A co dopiero młodym ludziom wchodzącym w zawodowe życie. Zwłaszcza jeśli nie mają zawodowego oparcia np. w rodzinie. Ale prawnik, polski prawnik, potrafi. Globalizacja, która jest przez niektórych postrzegana tylko jako zagrożenie, dla innych jest szansą, aby wypłynąć na szerokie, międzynarodowe wody.

Polskie kancelarie rozszerzają znacznie zakres swojego działania, otwierając oddziały wszędzie tam, gdzie inni Polacy robią interesy. Są już nie tylko w krajach Europy, lecz także w Azji – np. w Indiach, Wietnamie i Chinach – z którymi w ostatnich latach nastąpił intensywny wzrost stosunków finansowych i gospodarczych.

Polsko-zagraniczna współpraca handlowa będzie się rozwijać, a tam, gdzie robi się interesy, zawsze jest miejsce dla dobrego prawnika. Ci, którzy zaoferują usługi jako pierwsi, nie będą musieli martwić się o brak klientów i zleceń. Inną kwestią jest przygotowanie absolwentów wydziałów prawa do skoku na głęboką wodę.

Coraz więcej polskich uczelni tak ustawia model kształcenia, aby ukierunkować studentów na współpracę międzynarodową. Możliwości są, ważne jest, aby nie przegapić szansy. I mieć trochę szczęścia, ale czyż tego nie wymaga się od dobrego prawnika?