Barbara Kasprzycka, kierownik działu prawo

Dowód? Piszemy o nim na sąsiedniej stronie: Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją przepis o opłatach adiacenckich.Przez trzy lata obowiązywał jednak w tej mierze inny przepis, o innym numerze, za to z niemal tą samą treścią. I to niestety nie jest ping-pong trybunału z ustawodawcą, lecz boks ustawodawcy z obywatelami. Przy czym wagi pięściarzy – zdecydowanie nierówne.

Jest w tym meczu systemowy błąd, który pozwala funkcjonować w prawnym obiegu przepisom uznanym przez trybunał za niekonstytucyjne. Wyrok o niekonstytucyjności zapadł, ale dopóki nowy przepis nie zalepi luki po starym, tamten obowiązuje, również w sądach. Obywatel dostaje rozstrzygnięcie, o którym z góry wiadomo, że stanęło na zgniłej podstawie, ale musi się z tym pogodzić. Zapadł bowiem zgodnie z prawniczą sztuką.

Rzeczywiście nigdzie nie jest wprost napisane, że mamy prawo do tego, by decyzje względem nas były podejmowane zgodnie z prawem, którego najwyższym źródłem jest konstytucja. Piętnaście lat po jej uchwaleniu chyba można więc postulować, by zawarte w niej zapisy o państwie prawa i rzetelności działań instytucji publicznych zaczęto traktować poważnie.

Dlatego mnie marzy się nowa ustawa o trybunale, która nie tylko dopuści do niego świetnych prawników, ale jeszcze da im narzędzia by to, co niezgodne z konstytucją, rzeczywiście znikało z obiegu. A skoro ustawodawca nie radzi sobie z pisaniem prawa zgodnego z konstytucją, do każdego wyroku TK należałoby dołączać wzór regulacji, która konstytucji łamać nie będzie.

Ale o tym w projekcie zapewne mowy nie ma.