Mnożą się domysły, co też nasi prokuratorzy robią tak naprawdę w weekendy. Skąd taka zwłoka w podjęciu działań procesowych, które dla wyjaśniania okoliczności samobójstwa Andrzeja Leppera mogą być decydujące? Kodeks postępowania karnego wymaga przecież od prokuratora podejmowania decyzji niezwłocznie.

Wstrzymywanie postanowienia o wszczęciu śledztwa można uzasadniać jedynie potrzebą przeprowadzenia czynności sprawdzających. Gdy jednak sprawa nie budzi wątpliwości, postanowienie o wszczęciu śledztwa powinno być wydane natychmiast, a nie na trzeci czy czwarty dzień.

Pierwsze godziny po ujawnieniu zdarzenia bywają decydujące dla powodzenia śledztwa. Należy więc działać szybko. Upływ czasu oznacza zawsze szkodę dla dowodów. Wywołuje zniekształcenia, umożliwia zacieranie śladów, powoduje, że świadkowie zapominają szczegóły.

Postępowanie sprawdzające prowadzi z reguły policja. Prokuratura rzecz jasna nadzoruje te czynności, ale czy wystarczająco? Czy wie wszystko, co dzieje się w sprawie od momentu ujawnienia zdarzenia do wydania postanowienia o wszczęciu śledztwa? Takiej pewności mieć nie można. Nasza prokuratura nie ma bowiem kontroli nad czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi, które są domeną policji. Czynności te prowadzone są w sposób tajny, nie mogą być protokołowane. Co najwyżej dokumentowane notatkami urzędowymi lub zapiskami, dla sądu to jednak nie ma większego znaczenia. Najgorsze jest jednak to, że również prokurator nie ma do tych zapisków wglądu. To policja decyduje, które materiały operacyjne położy na prokuratorskim stole, a które zostawi u siebie w zamkniętej szufladzie. I tak dzieje się zarówno w tym wstępnym postępowaniu sprawdzającym, jak i w całym postępowaniu przygotowawczym.

Prokuratura broni się od lat przed wzięciem odpowiedzialności za czynności operacyjne policji. Broni się przed przesunięciem na pierwszą linię ognia ze światem przestępczym. Nie wiem, czy jest to strategia słuszna. Wygoda w pracy, którą przynosi tak łatwa rezygnacja z dostępu do policyjnych tajemnic śledczych, trwa krótko. Zaś niezależność przy takiej rezygnacji prokuratura traci na stałe.