Protokoły elektroniczne mają przyśpieszyć rozprawy sądowe. Ale jak do tej pory one same się spóźniają. Przepisy wprowadzające nowy sposób rejestracji rozpraw weszły w życie w lipcu ubiegłego roku. Do dziś nie są jednak stosowane w praktyce. Zeszłego lata bowiem nie było ani przepisów wykonawczych, ani decyzji, kto ma dostarczyć sprzęt nagrywający. Teraz wiemy, która firma wyposaży sale sądowe w kamery i ile na tym zarobi. A na stronie internetowej resortu sprawiedliwości od września 2010 roku wisi gotowy projekt rozporządzenia w sprawie zapisu dźwięku albo obrazu i dźwięku z przebiegu posiedzenia jawnego. Mimo to wiele wątpliwości wciąż nie zostało rozwianych.

Do dziś nie rozwiązano problemu dostępu do elektronicznego protokołu osób niewidomych, głuchych oraz osób nieposługujących się narzędziami elektronicznymi. Resort nie wskazał także, w jaki sposób sądy I i II instancji mają korzystać z nagrań. Nie wiadomo, czy nagranie ma być przechowywane wyłącznie na serwerze sądu I instancji, czy też przesłane również na serwer sądu II instancji wraz z przekazaniem sprawy ze środkiem odwoławczym. Przed wprowadzeniem protokołów elektronicznych bronią się także sędziowie. Podnoszą, że nowa metoda utrwalania przebiegu rozpraw wydłuży czas potrzebny do sporządzenia uzasadnienia, a i przygotowanie się do rozprawy będzie wymagało więcej czasu. I trudno się z nimi nie zgodzić – przeczytanie protokołu trwa krócej niż odsłuchiwanie kilkugodzinnej rozprawy.

Protokoły elektroniczne to bez wątpienia krok w dobrym kierunku. Dzięki wprowadzeniu na salę czujnej i precyzyjnej elektroniki sędziowie będą bardziej uprzejmi dla uczestników postępowania, strony, świadkowie lepiej zdyscyplinowani, a sama rozprawa skróci się o 1/3. Na pierwszy rzut oka reforma wygląda obiecująco. Jednak do czasu, kiedy wszystkie wątpliwości nie zostaną rozwiane, nie należy się spieszyć z wprowadzaniem jej na sale sądowe. Bez względu na to, jak bardzo reforma ta jest już spóźniona w konfrontacji do fanfar, które ją obwieszczały.