W Polsce roi się od idiotycznych przepisów, nakazów i zakazów. Prawne absurdy mają wyjątkowo długi żywot.

Jest jednak szansa, że przynajmniej niektóre idiotyzmy zaczną znikać. Pierwszy w kolejce do likwidacji jest zakaz sprzedaży piwa w wagonach restauracyjnych i barowych w pociągach komunikacji krajowej. W pociągach międzynarodowych, np. EuroCity, już nie obowiązuje, bo zapewne podróżują nimi ludzie światowi, bardziej wyrobieni i mniej skłonni do pijackich awantur.

Za sprawą komisji Przyjazne Państwo Sejm przyjął w piątek ustawę, która usuwa ten bezsensowny przepis. Ale spokojnie. Zwolennicy pięknych widoków z pianką w tle nie powinni się jeszcze cieszyć, bo zmianę muszą zatwierdzić Senat i prezydent, a dotychczasowe próby likwidacji podobnych idiotyzmów często kończyły się niepowodzeniem. Zawsze wszyscy byli za, tylko nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za forsowaną zmianę. A jak już wziął i zgłosił odpowiedni projekt nowelizacji ustawy, wycofywał się w popłochu, gdy nazwano go promotorem alkoholizmu i przestępczości, posądzano o rozpijanie narodu. Trudno z takimi argumentami polemizować, zwłaszcza gdy media informują o tym, że bandyci pod wpływem alkoholu znów wypchnęli kogoś z pociągu. Tyle że Wars nie ma z tym nic wspólnego, bo alkohol i tak jest kupowany od panów z torbami. Poza tym jaki sens ma taki zakaz, kiedy na stacjach benzynowych można kupić tyle wódki, ile się chce.

To jedne z wielu alkoholowych absurdów. Istnieje np. przepis, który uniemożliwia restauratorom, gdy w lokalu zabraknie jakiegoś trunku, dokupienie go obok w sklepie. Muszą złożyć zamówienie u hurtownika. Do kolejowych absurdów można natomiast zaliczyć ten zabraniający fotografowania dworców. I to w dobie komórek oraz map i zdjęć dostępnych w internecie.

W konkursie na największą bzdurę mogą wziąć udział setki przepisów na co dzień utrudniających nasze życie. I nie ma na nie mocnych. Przypomnijmy jeden z najbardziej groteskowych, z którym wszelako da się żyć. W Polsce kierowca mający prawo jazdy kategorii D, uprawniające go do kierowania autobusu, nie może prowadzić samochodu osobowego. Ustawa istnieje 13 lat, a była zmieniana przez posłów z grubsza 70 razy. Nikt nie podjął jednak próby, by kuriozalny przepis usunąć.

Możemy się pocieszać, że idiotyczne prawo to nie tylko polska domena. W mieście Victoria w Australii przepaloną żarówkę w domu może wymienić tylko licencjonowany elektryk. W przeciwnym razie płaci się karę. W Anglii, jeśli na wybrzeżu znajdziesz głowę martwego wieloryba, prawo nakazuje oddać ją monarsze. Za to w Yorku bezkarnie zabijesz Szkota, pod warunkiem że ustrzelisz ofiarę z łuku. W Czechach, jeśli jesteś fizjoterapeutą, musisz mieć dwie wagi podłogowe, wielkie lustro i lodówkę. Przykłady można mnożyć.

Nie miałbym nic przeciwko, gdyby nasi posłowie, podróżując często po kraju, podumali czasem, które przepisy szybko usunąć. Może w Warsie przy zimnym piwku.